share
share this article on delicious Networked blogs share this article on technorati twitt! share this article on google bookmarks dodaj do flakera wykop
this

Pyknik rodzinny

11 odpowiedzi

Widząc osobę z nadwagą, od razu kojarzy ona nam się z przyjaznym “miśkiem”, otwartą duszą, towarzyskim komediantem, niekiedy rubasznym lecz w całokształcie jak najbardziej pozytywnym. Skąd w nas takie przekonania? “Intuicja!” zakrzykną bojownicy nieświadomości, lecz co w tej zanadto rozbudowanej posturze człowieka, określa go takim a nie innym? Czy jest jakaś zależność między ciałem a osobowością? Jeśli tak, to jaka?

Nad rozpracowaniem osobowości z punktu widzenia ciała całego człowieka kombinował już Hipokrates. Ojciec medycyny stworzył podstawowy podział temperamentów ludzi z którego korzystamy do dzisiaj – więc jego przewodnia myśl służy nam już od ponad 2400 lat. Ten wybitny grek skorelował humory osobowości z płynami w organizmie w następujący sposób:

  • Sangwinik – zmienność usposobienia, żwawość, żywotność, szybkie powstanie i równie prędkie wygaszanie emocji. Ciało w tym przypadku wypełnione jest w głównej mierze krwią.
  • Choleryk – gwałtowność, wybuchowość emocjonalna. Silne uczucia z trudem są hamowane. Za to odpowiedzialna była wypełniająca z przewagą organizm żółć.
  • Flegmatyk – spokój zachowań, stabilność emocjonalna. Tutaj flegma, śluz miała odgrywać znaczącą rolę.
  • Melancholik – łagodność, łatwość powstawania i utrzymania reakcji emocjonalnych. Jak sama nazwa wskazuje, melas chole oznacza czarną żółć, która to miała właśnie odpowiadać za melancholijne nastroje.

Koncepcję tą próbował rozwinąć niejaki Claudius Galenus, zwany przez przyjaciół i historię Galenem. Ten wybitny anatom, który rozpoczynał karierę jako lekarz gladiatorów, ma na swoim koncie wiele przełomów – bo co jak co, ale wiedza, że tętnicami płynie krew, a nie powietrze i wprowadzenie do medycyny terminu “skolioza” to nie lada zasługi. Nie zmienił on jednak niczego istotnego w pomyśle Hipokratesa, lecz jedynie niesamowicie go spopularyzował. I tak koncepcja płynów człowieka na zawsze zawitała do naszej mowy potocznej.

Ernst Kretschmer zajął się sprawą z zupełnie innej strony. Ten niemiecki psychiatra, podczas wieloletniej pracy z pacjentami w zakładach dla osób psychicznie chorych, zauważył pewną analogię między danym przypadkiem a budową ciała. Dokładniej sprawa się miała sylwetki, którą kobiety określają mianem linii a mężczyźni mięśnia piwnego. Kretschmer podzielił swoich podopiecznych na 4 grupy:

  • Leptosomatyk – wysoki, chudy. Klatka piersiowa, jak i brzuch płaski, skóra blada, słabo rozwinięty na szerokość kościec. Wg. naszego bohatera, osoby o tej sylwetce to schizotymicy, skłonni do wycofywania się i koncentrowania na sobie. Najczęściej schizofrenicy.
  • Pyknik – niski, z nadwagą. Tłuszcz odkłada się w okolicach pasa. Mocno rozwinięta klatka piersiowa i głowa. Większość pykników to cyklotymicy, chorzy na wahania nastrojów, które mogą przerodzić się w chorobę dwubiegunową, maniakalno-depresyjną.
  • Atletyk – umięśniony, silny. Dobrze zbudowana klatka piersiowa, silnie wykształcone mięśnie brzucha i nóg. Charakterystyka osobowości podobna do leptosomatyków, lecz bardziej stabilna, zdrowsza.
  • Dysplastyk – wszystkie inne osoby odbiegające wyglądem od wyżej wymienionych charakterystyk typów.

Kretschmer dokładnie przeanalizował swoje dane, wszystko zmierzył i przemyślał. Nie przyszło mu jednak do głowy, by do obliczeń dodać zmienną wieku. Choroba dwubiegunowa objawia się później niż młodzieńcza schizofrenia. Błąd tej pozornej korelacji doskonale ujmuje tak zwany pyknik joke – Pyknik to stary atletyk.

Zespół profesora Ichiro Tsuji z Tohoku University przeprowadził niedawno swoje badania nad osobowością i nad jej wpływem na wagę ciała. Analiza danych trzydziestu tysięcy mieszkańców Japonii dotycząca wzrostu, wagi i wyników kwestionariuszy osobowości wykazała, że nonkonformiści, ludzie otwarci i przyjaźni mają tendencję do nadmiernego tycia. Na drugim końcu osi osobowości i wagi znajdują się neurotycy, którzy zazwyczaj są zbyt szczupli. Masako Kakizaki, członek zespołu badawczego sądzi, że jakiś neuroprzekaźnik może wpływać jednocześnie na to, jacy jesteśmy i na poziom naszego łaknienia.

Jak nic przestaje robić brzuszki :> Albo tańczyć taniec robota, tak jak atletyk :>

Obrazek typologii Kretschemra wzięty stąd.



Zobacz także:



Jeśli spodobał Ci się ten wpis proponuję zapisać się do mojego kanału RSS.
Nowe artykuły mogą wędrować do Ciebie również przez e-mail.
  1. A może odwrotnie, zmień sylwetkę, a zmieni ci się psychika. ;)

  2. Zapewne w pewnym stopniu coś by się zmieniło – ludzie zaczęli by mnie inaczej traktować, co zaowocowałoby jakąś zmianą i mojego zachowania. Sprawa dobra, zwłaszcza, że ostatnio, po przeanalizowaniu danych medycznych, wyszło, że lekka nadwaga jest zdrowa :P

    I witam serdecznie na stronie ;)

  3. To co się srawdza w Japonii wcale nie musi gzie indziej, a już zwłaszcza w Polsce… starczy spojrzeć na polityków…

  4. Justynides says:

    Czyż można zaproponować jakiś temacik?:) Przyznać muszę, że stronka owa jest ostatnio jedną z moich ulubionych, bo i ciekawe rzeczy i fajnie ujęte. Jeszcze się uzależnię;). Jakby co to proponuję coś więcej o OOBE albo deja vu, o:)
    Pozdrawiam:)

  5. Generick says:

    No tak, zmiana postury wprowadza zmiany w psychice. Wystarczy zobaczyć jak zmienia się cichy i spokojny chudy człowieczek po kilku miesiącach porządnego koksowania się na siłowni, wulgaryzmy czy słowa “A chcesz w morde?” lub popularne “masz jakiś problem?” nie są mu obce a jego szafkę zaczynają zdobić obcisłe koszulki bez rękawów marki adidas albo reebok, czasami jeszcze z napisami “Cage Fighter” “Muay Thai is my life” albo takie inne, które mówią “Chodź i mnie zbij”. I właśnie gdy ktoś przyjmuje wyzwanie wychodzi na wierzch, że osobowość ciężko zmienić. Bo mięśnie można sobie wyrobić na siłowni ale charakteru nie, albo się urodziłeś z jajami… albo nie.

  6. Generick, jak się bada czy ma się jaja?
    I pytanie naprowadzające: Ile już pakujesz na siłowni?

  7. Generick says:

    Na siłowni nie pakuję :> Co najwyżej ćwiczę od czasu do czasu, regularnie trenuję kick boxing i jiu-jitsu, niezbyt widzi mi się mieć w bicepsie tyle co Pudzian :>

    Co do jaj – chodzi mi raczej o to, że większość osób jak jest mocna w mięśniach to i w gębie a gdy jak przychodzi co do czego to zaczyna się straszenie kolegami albo nożem tudzież innym narzędziem :>

  8. MuKuL says:

    Cóż prawda jest taka, że naszą osobowość kształtuje wszystko co dla nas nowe. Nie tylko jak ćwiczymy, ale jeszcze podczas nauki (np. z podręcznika) zmieniamy swój charakter. To czy ktoś jest taki, a nie inny ćwicząc na siłowni, a będąc otyłym świadczy tylko o jego trybie życia, które natomiast kształtuje psychikę. No, przynajmniej według mnie. Już nawet nie wspominam o wpływie otoczenia i dzieciństwa.

    Muszę się praktycznie całkowicie zgodzić z tym co napisałeś. W większości przypadków to prawda. Nie jestem ekspertem, ale mogę powiedzieć, że jeśli ktoś jest “puszysty” to znaczy, że pozwala siebie takim zrobić – to świadczy już o jego osobowości. Natomiast ten kto zaczyna ćwiczyć zwiększa tym swoją pewność siebie, gwałtowność.

    Jednakże są zawsze wyjątki od reguły :)

    PS. “Widząc osobę z nadwagą, od razu kojarzy ona nam się z przyjaznym “miśkiem”, otwartą duszą, towarzyskim komediantem, niekiedy rubasznym lecz w całokształcie jak najbardziej pozytywnym.”
    Idealnie pasuje do głównej postaci Family Guy
    http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_Griffin

  9. degu says:

    Z tym pozytywnym miśkiem to bym nie przesadzała, nie sądzę, że wszyscy otyli ludzie (czy nawet większość!) wyglądają przyjaźnie. Rownie dobrze mogą wyglądać na srogich ludzi z wiecznie marsową twarzą albo, co moim zdaniem gorsze, na zadowolonych z siebie bez powodu gargantuiczno-pantagruelicznych (sorry że się wymądrzam, ale te określenia idealnie oddają to co chcę wyrazić), przytłaczających swoją osobą jegomościów.

  10. Hm, może coś źle kojarzę, ale gargantuiczno-pantagrueliczny znaczy właśnie rubaszny, niestroniący od ciężkiego żartu komediant. Chociaż mogę się mylić :)

  11. degu says:

    skłoniłabym sie rczej ku: nieokrzesany, prostacki, przytłaczający i żenujący tą swoją nadmierną rubasznością. Nie wiem,jestem wątłą istotą ;) i moze to dlatego moje pierwsze skojarzenia sa takie, że osoba o hmm powiedzmy “solidniejszej” posturze sprawia na mnie czesto wrażenie opisane powyżej. Oczywiście uleganie mu bez bliższego poznania jest naganne, co do tego nie ma wątpliwości i staram się tego wystrzegać, ale…wszyscy wiemy jak to jest z pierwszym wrażeniem.

Zostaw odpowiedź