Mól Internetowy

31-03-2008 komentarzy 12

Czytacie ten tekst, ponieważ podłączeni jesteście do internetu. Korzystacie z niego w pracy, domu, tworzycie rodzinne albumy, umawiacie się z kolegami z podstawówki, zamawiacie pizzę z dostawą do domu. Czy jednak czujecie się od sieci www uzależnieni? Bo właśnie taką jednostkę chorobową proponuje stworzyć dr Jerald J. Block z Oregon Health and Science University w Portland. Kłopot przy określeniu tej przypadłości jest podobny do sprecyzowania, czy istnieje coś takiego jak czekoladoholizm. Niby wszyscy wiedzą, że rzeczywiście do tych rzeczy można się za nadto przyzwyczaić, gdy jednak dochodzi do dociekania od czego konkretnie się człowiek tak mocno przyzwyczaja, jakie są objawy, z czym to się wiąże – zaczynają się schody. Od niedawna dość ostra dyskusja toczy się w kręgach naukowych, mająca na celu ostatecznie stwierdzić, czy istnieje coś takiego jak uzależnienie od internetu.

Wymieniony w tej przydługiej przedmowie naukowiec, proponuje wprowadzić jednocześnie medyczną definicję uzależnienia od samego komputera. Dzieli on tą przypadłość na trzy poduzależnienia – oglądnie pornografii, granie w gry komputerowe i wszelakie społeczne zachowania internetowe, typu korzystanie z komunikatorów, maili czy czatów. Głównym objawem jest brak poczucia czasu, a wręcz zapomnienie o swoich podstawowych potrzebach jak jedzenie czy spanie. Rzeczywiście – co jakiś czas docierają do nas wieści, że jakiś delikwent miłujący elektroniczną rozrywkę (zazwyczaj, dziwnym trafem, jakiś Azjata) w wyniku wycieczenia, zmęczenia i głodu trafia do szpitala. Jest też i zespół odstawienia – niczym na detoksie, były uzależniony staje się agresywny, zestresowany i nie do końca panuje nad emocjami. Same gry jednak też wzbudzają skrajne emocje:


Była przecież sprawa 41-letniego Chińczyka, który zabił znajomego gdy ten opchnął miecz przyszłego mordercy na aukcji internetowej. By jeszcze bardziej podbić znaczenie problemu, dr Block prezentuje fakt, że około 86% uzależnionych od internetu posiada jakąś dodatkową psychiczną dysfunkcję, w stylu depresji czy nieśmiałości.

Według autora wniosku objawem uzależnienia jest nie tylko potrzeba spędzania coraz większej ilości czasu z klawiaturą, ale też przemożna chęć kupienia coraz lepszego, nowocześniejszego i szybszego sprzętu. Druga opcja pasuje mi do 90% osób korzystających z komputera (pozostałe 10% ma już najnowsze kompy), więc w moich oczach jest to bzdura. Tak samo można chcieć kupić nowy subwoofer do golfa trójki, czy też golfa czwórkę – to też element uzależnienia od samochodów? Problem miłości do gier internetowych jest jednak poważny – dlatego podjęto odpowiednie środki, moim zdaniem dość pomysłowe. Administratorzy co bardziej popularniejszych azjatyckich gier sieciowych obniżają statystyki postaci, które wyjątkowo długo pozostają zalogowane do wirtualnego środowiska. Niby jakieś wyjście, ale mocno nieprzemyślane. Czy jednak to wszystko wystarczy, by uzależnienie od komputera wpisać na listę DSM (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders)?

Jak zauważa blog Mind Hacks, internet w badaniach długoterminowych okazał się być narzędziem rozwijającym społeczne kontakty, okazał się być oknem na świat, oknem dzięki któremu nieśmiałość może być przełamana w sprzyjającym środowisku. Co więc z tego, że 86% osób nadużywających internetu jest nieśmiałych, skoro właśnie internet pozwala tą nieśmiałość wyeliminować z kontaktów z innymi osobami?

netVaughan, jeden z autorów Mind hacks, przenosi dyskusję na zupełnie inny poziom – trafnie określa internet jako nowy środek przekazu, medium, a nie jak chciałbym Block, jako lista aktywności, które można tam robić. Uzależnić się od internetu to jak uzależnić się od radia – co jest, wg. MH, niemożliwe. Jest wiele rzeczy przyjemnych, jak rozmowa z przyjaciółmi, spacery, kino. Też się wkurzamy, gdy ktoś nam przerywa w tych czynnościach, też czujemy zdenerwowanie gdy nam się to uniemożliwia.

Autor tych słów podaje też wyniki badań, jakoby przesadne i długotrwałe użytkowanie internetu wcale nie powodowały jasnych, negatywnych zmian w psychice badanych, a nawet w wielu eksperymentach, pomagały w zdobywaniu znajomości, co wiązało się z dobrym samopoczuciem. Wszystko zależało od osobowości jednostki – ogólnie introwertycy wypadali gorzej w późniejszych testach zdolności społecznych gdy chodziło o życiowe sytuacje. U ekstrawertyków internet natomiast podniósł te umiejętności. Wszystkie wyniki jednak były na granicy statystycznej istotności i często replikacje ujawniały zupełnie przeciwne efekty.

Swoje trzy grosze dorzuca też Jake Young. Źródłem uzależnień jest brzuszne pole nakrywki śródmózgowia – osławiony układ nagrody. Cokolwiek zdoła znacznie pobudzić ten obszar mózgu stanie się obiektem poszukiwanym i często użytkowanym przez człowieka. Układ ten można pobudzić czymkolwiek, nawet poprzez proste behawioralne warunkowanie „dzwonek – papu”. Jake proponuje więc, żeby w DSM stworzyć jeden wpis medyczny dla wszystkich uzależnień – od narkotyków, alkoholu, seksu, przez sporty ekstremalne, jedzenie, czekoladę, długie spacery, mycie rąk, pisanie wierszy po oglądanie tv czy uczestniczenie w walkach ulicznych. Oczywiście żartuję – ale czy nie jest w tym trochę prawdy? Przygasiło by to trochę formalną część tej dyskusji.

net Moim zdaniem, wniosek dr Blocka rzeczywiście jest trochę dziwny – tak jakby pisała go osoba, która o internecie nie tyle wie niewiele, co niewłaściwie na niego patrzy. Sieć jest narzędziem, nowym, w pełni interaktywnym medium, które ma tyle zastosowań ile pomysłów przyjdzie ludziom do głowy. Jest narzędziem pracy i zabawy, zdobywania informacji i rozładowywania emocji. Mimo, że w internecie siedzę godzinami, nie sądzę, że jestem uzależniony – i nie sądzę, że można się od samego internetu, jako społeczności ludzi uzależnić. Pomysł uzależnienia od internetowej pornografii też wydaje mi się jakiś dziwny – sieć jest po prostu jeszcze jednym dojściem do takich materiałów. Osoba nie jest więc podatna na wpływ sieci, tylko samej filmowanej i fotografowanej nagości. Tylko gry sieciowe, zwłaszcza MMORPG, mogą uzależniać w sposób znaczny. Tylko w sytuacji gdy wcielamy się w kogoś innego może dojść do poważnego zagrożenia funkcjonowania człowieka w rzeczywistym środowisku. Mimo tego, że jest to też okno do nowych znajomości, może ono jednak być niebezpieczne, gdy dany „ludź” jest w grupie ryzyka – ma osobowość schizoidalną, skrajnie neurotyczną czy po prostu histeryczną. Szukanie ukojenia w tego typu rozrywkach powodują coraz głębsze zanurzanie się w wirtualnym świecie, co może skończyć się ryzykownym zadławieniem rzeczywistością.

Tutaj macie podany przeze mnie we wcześniejszym wpisie test uzależnienia od internetu.
Mój wynik: 59

You are experiencing occasional or frequent problems because of the Internet. You should consider their full impact on your life.

Bullshit :> Nie ma to jak test, w rodzaju „zaznaczam, że nie mogę spać, a on pisze, że mam problemy ze snem” :>

Abstrahując od psychotestu, tego typu dyskusje są bardzo potrzebne. Dokładne dookreślanie zaistniałego problemu spowoduje, że rządy państw, lekarze czy psychologowie będą w końcu wiedzieć, co z takimi delikwentami robić. Tutaj trzeba programu leczenia, nauczania i zapobiegania, trzeba akcji informacyjnej i wymiernych wyników badań. Na razie wszystko jednak jest niepewne, a aktywność państw azjatyckich w temacie leczenia objawów jest… ciekawa. Lepienie garnków nie wydaje mi najlepiej przyjętą taktyką…

Strzałka do ikon

12 Odpowiedzi do : Mól Internetowy

  1. Torlin pisze:

    Nie wiem, ale dla mnie istnieje coś takiego jak chorobliwe przywiązanie do Internetu. A podstawowym rozpoznaniem to jest to, co podałeś – stałe, permanentne pomijanie obowiązków, własnych potrzeb życiowych. Bo dla mnie człowiek, który przez 3 dni nie śpi, je pizzę i coca colę i gra – jest człowiekiem chorym.
    Istnieją – moim zdaniem – tego rodzaju choroby, są ludzie chorzy na zakupy, kupują wszystko, co wydaje im się okazją, mają w domu dziesiątki zupełnie im niepotrzebnych rzeczy.

  2. evita_duarte pisze:

    Patzrac po sobie i moich znajomych bez watpienia moge stwierdzic, ze istnieje uzaleznienie od internetu :)

  3. Teloch pisze:

    Ale od samego internetu, czy od gier masowych, jak postuluję ja oraz po części Torlin?

  4. Hoko pisze:

    No, nie ma rady, trzeba iść na odwyk… W Dzienniku był tekst na ten temat, nie wiem, czy o tego samego naukowca chodzi, ale chyba tak, i jakiś test – wyszło, że uzalezniony nie jestem ani ciut, ale co z tego, testy kłamią.

  5. Teloch – można by powiedzieć, idąc dalej Twoim tokiem rozumowania, że nie jest się uzależnionym od kawy tylko od kofeiny… Co poniekąd jest prawdą – aczkolwiek nie zawsze.

    Moim zdaniem moża bez problemu uzależnić się od Internetu w ten sam sposób, w jaki mozna uzależnić się od komórki.

  6. evita_duarte pisze:

    Od internetu, ale pewna byc nie moge. Glownie siedze i czytam, wiec moze nie od internetu a od czytania uzalezniona jestem??

  7. Teloch pisze:

    Bio – Ale metodyka Blocka zakłada, że wystarczy powiedzieć „ten człowiek jest uzależniony od narkotyków” zamiast „ten człowiek jest uzależniony od heroiny”. Ale to też zły dobór substancji, bo wszystkie narkotyki w mniejszym bądź większym stopniu uzależniają. Odwołując się do Twojego przykładu – „uzależniony od napojów” versus „uzależniony od kawy”.

    Evita_duarte – ostatnio czytałem o ludziach uzależnionych od informacji. Jest to kolejna rzecz, do której się można mocno przyzwyczaić a jest stanowczo mniej wyniszczająca niż reszta gier mmorpg czy nawet kawy :>

  8. lavinka pisze:

    Od samochodów można się uzależnić. Zwłaszcza od czerwonego ferrari :)
    Internet to coś więcej niż telewizja. Często wygrywa z realem… zwłaszcza,że coraz więcej ludzi siedzi w domu… dlatego moim zdaniem sieć-by przestać być postrzegana jako coś co uzależnia-powinna nastawić się na powrót do realu. Powinna być miejscem, w którym inicjuje się znajomości-ale dalej przesuwa się je na świat realny. Gorzej mają gry(strzelanki). Tu wolę by nie wychodziły poza monitor :)

  9. Teloch – ok, ok – chodziło mi tylko o to, że można być uzależnionym od internetu. Nie tylko od gier sieciowych (bez internetu one by nieistniały), czy kontaktów z ludźmi online (które też nie byłyby możliwe, gdyby nie internet).

    Uzależnienie od informacji może byc równie (a nawet bardziej niż od kawy) wyniszczające, jeżeli dodamy do tego ich gromadzenie na różnych nośnikach danych.

  10. JJThompson pisze:

    Tak czytam komentarze i zastanawiam się nad czym Wy właściwie się rozwodzicie? Uzależnić się można praktycznie od wszystkiego, a to czy dany środek działa bardziej, bądź mniej uzależniająco na danego człowieka zależy od jego konkretnych predyspozycji. Niektórzy mogą się uzależnić po kilku kieliszkach, a inni nawet po kilkudziesięciu suto zakrapianych rautach nie popadną w alkoholizm. To samo się tyczy nikotyny, kofeiny, gier MMO, wysyłania SMS-ów, czy zakupów. Z moich obserwacji wynika, że te trzy ostatnie mają podobne cechy jak uzależnienie od hazardu – działają tu podobne mechanizmy takie jak chociażby rywalizacja, czy brak poczucia czasu. Nie na darmo mówi się, że „czas to pieniądz” – w wypadku hazardu chęć szybkiego zysku pożera nie tylko fundusze, ale również czas.

    Czy zatem terapia przeprowadzana w Korei Południowej ma sens? Moim zdaniem ma, podobnie jak sens ma odwyk od narkotyków, czy alkoholu. Człowiek uzależniony od Internetu powinien przede wszystkim odstawić Internet poza miejscem pracy, znaleźć jakieś hobby, pojeździć na rowerze, wyjść na miasto. I jak z każdym uzależnieniem – bez wsparcia bliskich, znajomych się nie obejdzie – po prostu „infoholik” sam nie wytrwa zbyt długo ze swoim postanowieniem podobnie jak większość alkoholików, czy narkomanów po pewnym czasie powraca do nałogu. Zresztą wystarczy wspomnieć zdanie Bernarda Shawa – „rzucanie palenia jest najłatwiejszą rzeczą na świecie – robiłem to już ponad sto razy”.

  11. psychika pisze:

    fajny text, jesli chodzi o mnie to mnie to uzaleznienie chyba dopadlo niestety

  12. MuKuL pisze:

    „Co więc z tego, że 86% osób nadużywających internetu jest nieśmiałych, skoro właśnie internet pozwala tą nieśmiałość wyeliminować z kontaktów z innymi osobami?”
    Cóż nie spotkałem jeszcze żadnej osoby, która dzięki poznawaniu nowych osób przez Internet stała się bardziej otwarta na zawieranie kontaktów w w rzeczywistym świecie. Chyba, że mówisz tu o właśnie o zwiększeniu towarzyskości tylko i wyłącznie przez Internet. Uzależniony nieśmiały człowiek w tym medium widzi wyjście z ciężkiego życia. W sieci WWW to on decyduje gdzie zaraz wejdzie i z kim porozmawia. Całkowicie anonimowo – na tym się skupia. Załóżmy, że przez pół roku siedział na chacie, przez którego „poznał” wiele ciekawych osób. Jednak wychodzi z domu i co? Pozbył się nieśmiałości? Według mnie – nie miał takiej szansy, ponieważ nie wykonał żadnego kroku na przód. Wciąż wolał się kryć za osłoną monitora.

    Inaczej trochę sprawa wygląda jeśli zdecydował się na spotkanie w „realu”, albo chociaż na video-rozmowy – tutaj mamy już przełamanie i pierwszy krok podjęty do zwiększenia pewności siebie. Jednak to nie rozwiązuje problemu uzależnienia. Ta osoba raczej będzie nastawiona na poszukiwanie nowych kontaktów właśnie przez WWW. Teraz tylko się zastanowić czy to dobrze? Internet ściska mu na szyi obrożę, a smycz trzyma komputer.

    Wyróżniam dwa słowa opisujące stan chronicznego wykonywania jakiejś czynności: „uzależnienie” i „nałóg”, który z pierwszego wynika. Nałogiem nazywamy uzależnienie, które jest szkodliwe dla naszego organizmu (to jest moja własna definicja, niektórzy wolą używać zamiennie tych nazw). O ile uzależnienie nie musi prowadzić do pogorszenia zdrowia (np. jestem uzależniony od chodzenia na spacer), o tyle wg. mnie nałóg już tak. To oczywiście bardzo nieprecyzyjna definicja.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Na%C5%82%C3%B3g

    Zgadzam się co do tego, że Internet jest bardzo ogólny i możemy w nim robić praktycznie wszystko co chcemy. Ale jeśli zapominamy się w nim, tracimy poczucie czasu, nie myślimy o głodzie, a dominują w nas myśli pochłonięte daną czynnością – to raczej nie jest dobrze. I właśnie to powinno się leczyć.

    Słuszność wykonywanych działań jest bardzo subiektywna – ktoś może powiedzieć, że granie w WoW’a to strata czasu, drugi zaś (grający), że to bardzo dobra forma rozrywki, poprawiające zdolności językowe oraz pozwalająca na interakcje pomiędzy ludźmi z całego świata. Poza tym możemy jeszcze skupiać się na czytaniu artykułów, przeglądaniu blogów, wspomnianych już chatach, rozmowach przez GG itd. To od nas zależy czy uznamy to za słuszne (choć osoby uzależnione zazwyczaj starają się usprawiedliwiać i szukać samych pozytywów).

    Już tak na koniec wspomnę, że pochodzimy do tego bardzo konserwatywnie. TV i radio też miały swoje żniwa, jednak weszły w życie i teraz dom np. bez telewizora to coś nienormalnego. Kilka lat temu, a właściwie i teraz mówi się o uzależnieniu od komórek. Jednak z duchem czasu trzeba iść. Bez tych technologii stalibyśmy w miejscu. I można by się jeszcze długo rozwodzić nad szkodliwym ich wpływem. W TV coraz więcej przemocy i nagości, przez gry komputerowe popełniano już wielkie zbrodnie i mordy – jak wspomniane przez ciebie oraz:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_w_Columbine_High_School

    To człowiek jest głównym niebezpieczeństwem nie te media. Tyle. Może jest wiele nieprawdy w tym co powiedziałem, jednak to moje zdanie ;-)

    Jeszcze kilka ciekawych linków:
    > http://www.maxior.pl/film/123166/Matka_vs_Gracz_Cs_a
    > http://video.google.pl/videosearch?q=south+park+world+of+warcraft&emb=0&aq=1&oq=south+park# South Park – World of Warcraft

    oraz bardzo fajny artykuł „Rozwój neurobiologii uzależnień motorem postępu w ich leczeniu” Wojciecha Kostowskiego
    > http://ain.ipin.edu.pl/archiwum/2001/1/t14n1_1.pdf

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>