Gołe baby

19-03-2009 Komentarzy: 6

Kluczem do udanej reklamy może być jej ciekawa forma, innowacyjność, humor, jednak i odwoływanie się do niższych ludzkich instynktów. I właśnie odwoływanie się do instynktu prokreacyjnego jest często spotykaną techniką przyciągania uwagi konsumentów. Jeśli pomysły na kampanię marketingową się kończą, pokaż gołe ciało, to się zawsze sprzeda. Ale czy na pewno?

Trudno szukać pierwszych wzmianek o motywach seksualnych w reklamie. Bezpiecznym będzie przyjąć, że seks towarzyszy marketingowi od zawsze. Decyzja W. Duke & Sons, by od 1885 roku umieszczać w paczkach papierosów karty z pozującymi dziewczętami sprawiła, że już w 1890 Duke była wiodącą marką tytoniowych dymków. Olejek Jovan, przedstawiony w 1971 kampanią pokazującą, jak miłością powiązana para może go wykorzystać sprawił, że majątek produkującej ją firmy skoczył z poziomu 1,5 miliona dolarów do 77 milionów dolarów w roku 1978. A nie był to jedyny olejek na rynku. Czyli jednak „seks sprzedaje”?

To właśnie firma badań marketingowych Gallup & Robinson wykuła tą maksymę. Analizując wnioski z 50letnich badań nad kampaniami reklamowymi wykazali oni, że element erotyczny jest jednym z najsilniejszych elementów które przyciągają uwagę rynkową. Że też trzeba było 50 lat badań by odkryć coś tak zaskakującego, prawda? Ale od tamtego okresu ruszyła lawina erotyki, potęgowana też przez rozmycie moralnych granic przyzwoitości. I tak jak wcześniej serca mężczyzn poruszała podwinięta suknia ukazująca nogę z podwiązką, teraz dobrze jest jak modelka ma na sobie chociaż stanik.

I w tym wypadku rzeczywiście – ładne, odkryte ciało przyciąga wzrok, a to zainteresowanie może być przekształcone w chęć zakupu. Zwłaszcza, jak reklamy często pokazują efekt „przed/po”: [nieudacznik] -> [produkt] -> [zainteresowanie płci przeciwnej]. Lecz czasami stawianie na brutalną nagość jest dość nieudolne. Źle wyważone elementy erotyczne przyciągają uwagę zbyt mocno, przez co sama marka produktu nie jest w ogóle zapamiętana. Seks się sprzeda, produkt nie.

Ciekawym też jest fakt, że według badań istnieje korelacja między oceną produktu a tym jak ładna jest modelka go reklamująca. Inaczej jest z elementem erotycznym – ściąga uwagę, ale ona sama w sobie nie jest oceną afektywną. Dlatego prawdziwym strzałem w stopę dla agencji reklamowych jest erotyczne zdjęcie kogoś o mniejszym niż średni poziomie atrakcyjności fizycznej. Nie dość wtedy, że każdy się gapi, to jeszcze wszyscy kręcą nosem. Mark Levit z Uniwersytetu w Nowym Jorku twierdzi, że seks jest świetną techniką marketingową, lecz musi być użyty „z dobrym smakiem”. Kampania nie może polegać tylko na brutalnej goliźnie, firma musi dać do zrozumienia, że nie chodzi jej tylko o chwilowe przyciągnięcie wzroku, lecz na zainteresowanie produktem w ciekawy sposób. Dlatego podoba mi się kampania AXE, która trzyma się jednego pomysłu i konsekwentnie, wiedząc, że on się nigdy nie zestarzeje, brnie wymyślając coraz to nowe przypadki wzbudzania zainteresowania. Ostatnio wymyślili coś takiego:




Lecz nie wszystkie badania dotyczyły seksu w samych reklamach. Brad Bushman z Uniwersytetu Michigan stworzył w 2005 roku eksperyment, w którym spoty reklamowe puszczane były w trakcie różnych programów. 336 ochotników w wieku od 18 do 54 lat zostało poproszonych o oglądnięcie 4 gatunków telewizyjnych produkcji: programu brutalnego, takiego jak serial „24 godziny”, programu zawierającego treści erotyczne, takiego jak „Seks w wielkim mieście”, programu zawierającego i treści erotyczne jak i brutalne – jak „Buffy, pogromca wampirów” oraz programu familijnego, jak „Śmiechu warte”. W środku każdego nagrania puszczanych było dwanaście 30-sekundowych spotów typowych konsumpcyjnych marek i produktów (np. słodzik czy plastry). Wyniki nie przedstawiały się dobrze dla firm reklamujących się po 22:00.

Osoby oglądające programy brutalne bądź/i z zabarwieniem erotycznym gorzej radziły sobie z przypominaniem marek reklamowanych produktów. Dodatkowo w mniejszym stopniu deklarowały chęć kupna przedstawianych w przerwie towarów. Efekt ten był niezależny od wieku, płci oraz tego, czy podobał im się oglądany program czy nie. Różne mogą być tego powody – ludzie wciągnięci w akcję denerwują się jak się im przerywa? Myśląc pozytywnie, jesteśmy mniej krytyczni – może stąd większa chęć kupna tych towarów?

A czy Wam zdarzyło się być przekonanym przez kampanię mającą jakiś erotyczny element?

Strzałka do ikon

6 Odpowiedzi do : Gołe baby

  1. Pingback: Nowa reklama efektu Axe (Blogvertising.pl) | Blog Adama Klimowskiego

  2. MuKuL says:

    Może zacznę od końcowego pytania. Nie wiem czy kogoś kiedykolwiek przekonała świadomie jakaś reklama. Ich siła tan naprawdę polega na nieświadomym ich odbiorze. Nawet nie zdajemy sprawy jak mocne one na nas wpływają. Choć rzeczywiście nagie panie dobrze działają na odbiór spotu i to chyba wszyscy wiemy.

    Trzeba zaznaczyć, że z roku na rok coraz więcej golizny w telewizji. Na teledyskach w klipach muzycznych, reklamach, filmach etc. Wszystko po to by zatrzymać widza przy telewizorze; musi być to ładnie i estetycznie opakowane, a jak znajdzie się tam jakaś laska to wstrzymujemy się z przełączeniem kanału.

    Są firmy, które mają swój specyficzny styl reklam: Nike, Heyah, Simplus – w tych markach nie chodzi o gołe dupy, ale kreatywność.

    Specyficznym przykładem reklamy XXI wieku jest Maxi King:
    http://www.youtube.com/watch?v=508qndv7F1U
    Jest w niej chyba wszystko co kręci bydłem: znane postacie, piękne panie, jakiś tam rap leci, helikopter (tzn. ogólne burżujstwo).

    Cóż, czasem się coś trafi, ale dla mnie najlepszy klasyk:
    http://www.youtube.com/watch?v=Qv1mG7yUeUA
    Hehe :)

  3. Teloch says:

    Siła reklam polega też na budowaniu marki – jeśli będziesz miał wybór, to kupisz marsa, a nie jakiegoś onyxa. Człowiek lubi to, co zna ;)

    A co do Maxi King, to jest to, przynajmniej na polskim rynku, śmieszna wpadka z nazwą ;) Istnieje u nas firma MAX i KING Sp. z o.o., która posiada adres internetowy, który mogą wpisywać dzieciaki szukające swojego ulubionego batonika, a która zajmuje się produkcją czekoladowych… penisów :>

    Pollena 2000… ah, młodość…

  4. modafoca says:

    …że co niby, produkują do jedzenia? ;p
    żartowałem :D
    No bo dlaczego niby czekoladowe a nie np. o smaku grzybowym albo owocowym.Dajmy na to cytrynowym ;))
    że co niby? Nie dałoby się ich zjeść? :D
    W życiu zawsze „nisza” jest wypełniona i to szybko ^-^
    To nie to co w marketingu, trzeba się wstrzelić :>

  5. architektura says:

    Hm, reklamy podprogowe ponoć były testy i bez większych rezultatów… (choć może nie mam racji). Co do reklam w tv, radio, internecie – wątków pewnie jest kilka, ale nie ulega wątpliwości, że kazde przemyślane działanie reklamodawcy ma wypalić w naszym mózgu ślad marki (tzw. świadomość marki :)) – i jak później idziesz do sklepu i masz do podjęcia wybór (nie chce ci się dzwonić do żony/męża aby poznać ich opinię) to na pewno nie wybierzesz noname tylko co co jak wyżej wspomniano… znasz(nie ważne skąd). To samo jest w google – pierwsza strona też buduje zaufanie i tak trudno na nie zaistnieć.

    ps. niektóre reklamy wydają się (bardzo)głupie – kilka(naście) razy powtórzona nazwa produktu niby nic – jednak jeśli później idziesz do sklepu…

  6. http://Is.gd says:

    This week’s power can bring new friendships or a conversation that modifications how you approach issues.
    It is a balancing crystal that scales the power flow of the physique.
    The Chariot suggests that thoughts are on much-off locations.

    Look at my web page; nyc psychic readings – http://Is.gd,

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>