Kiedy zaczyna się choroba psychiczna?

16-06-2010 komentarzy 10

Profesor Walas dał studentom do wypełnienia testy stosowane przy ocenie zdrowia psychicznego. 3/4 osób zakwalifikowało się do grupy autystyków, zamknięci w sobie, niechętni światu. Prosty test pokazał, że większość ze zgromadzonych uczniów to kandydaci na schizofreników. Profesor próbował rozwiać rosnącą konsternację studentów mówiąc, że uzyskane przez nich wyniki nic nie znaczą, bo nie daje się tych testów ludziom zdrowym. Andrzej Majer, główny bohater spektaklu Kuracja, zadaje więc pytanie – skąd wiadomo, że gdzie zaczyna się choroba psychiczna i komu można dać do wypełnienia testy? Odpowiedź była tak precyzyjna jak wymijająca: A kiedy według pana zaczyna się łysina?

Każdy z nas wie jakie zachowanie możemy uznać za normalne. Z jeszcze większą łatwością możemy ocenić aktywności innych osób jako nienormalne. Wychowując się w człowieczej społeczności uczymy się jej norm i zasad – stajemy się społecznie przystosowani. Każde odstępstwo od normy spotyka się z reakcją ciekawości, lecz im dane naruszenie norm większe, tym bardziej ciekawość staje się bardziej agresywna, przechodząc w strach, obrzydzenie, chęć odseparowania się. Po tym kontinuum poruszamy się z naturalną gracją. Problemy rozpoczynają się jednak, gdy nienormalność zaczynamy klasyfikować.

Kłopot z operacjonalizacją nienormalności idealnie oddają słowa Martina Seligmana (2003):

Czy istnieje jakaś jedna cecha, która odróżnia wszystkie przypadki nienormalności od tych, które nazywamy normalnymi? Nie umiemy znaleźć takiej cechy. (…) Nie ma takiego elementu, który występowałby we wszystkich przypadkach. Krótko mówiąc, nie da się precyzyjnie zdefiniować słowa „nienormalny”.

Pomimo tego, to jednak oceną stopnia nienormalności kierują się psychiatrzy przy kierowaniu ludzi na oddziały leczenia. W krótkiej analizie Seligman wyróżnia 7 elementów, na podstawie których subiektywnie stwierdzamy, że zachowanie danej osoby jest nienormalne: cierpienie, w psychicznym jego wymiarze; nieprzystosowanie, czyli brak funkcjonalnego wymiaru danego zachowania; irracjonalność, gdy nie spostrzegamy racjonalnego wyjaśnienia aktywności; nieprzewidywalność, brak kontroli; rzadkość i niekonwencjonalność zachowania; dyskomfort obserwatora, który wyczuwa łamanie przyjętych zasad; naruszanie norm, moralnych, kulturowych, naruszenie konwencji. Oceniamy nienormalność aktywności poprzez wyszukiwanie wszelkich podobieństw danej działalności a tymi 7 czynnikami (Lilienfeld, Marino, 1999). Uwidacznia się więc nam rodzaj rodzinnego podobieństwa – osoba może nie zachowywać się w sposób onieśmielający każdy z 7 elementów, jednak subiektywnie, gdy przekroczy się pewną granicę, zauważamy nienormalność – tak jak mimo, że syn nie jest klonem ojca, możemy ocenić ich pokrewieństwo doszukując się odpowiednich cech wspólnych. Subiektywne granice powinny być jednak określone metodologicznie, zwłaszcza w przypadku podejmowania arcyważnych decyzji o ludzkiej przyszłości.

sickMajer, będąc już psychiatrą, przeprowadza eksperyment. Wtajemniczając tylko dwóch kolegów po fachu trafia na obserwację na oddział psychiatryczny. Chce w ten sposób uzyskać wartościowe doświadczenia osobiste, lepiej poznać pacjentów, ich świat, drogę, którą muszą przejść do wyleczenia. „Chcę ich zrozumieć” – tymi słowami młody doktor rozpoczyna dość karkołomną próbę przejścia od roli lekarza do roli pacjenta. Pobyt w tak specyficznym środowisku dość wyraźnie zaznacza jednak granicę między racjonalnością metodyki badań kwestionariuszowych a emocjami, które królują na oddziale. Młody psychiatra decyduje się wejść do środowiska osób chorych psychicznie by poprzez racjonalną analizę głębiej zrozumieć sytuację i stan pacjentów. Jego silne przekonanie o powodzeniu związane jest z wiedzą i doświadczeniem. Doświadczenie jednak okazuje się być przeszkodą – Majer zna tylko rolę lekarza/obserwatora i nie jest w stanie wejść „w buty” chorych. Polegał na przeświadczeniu o własnych zdolnościach empatycznych, które to, razem z innymi konstruktami inteligencji emocjonalnej, zawiodły go.

Zależnie od przyjętego modelu inteligencji emocjonalnej składa się ona z różnych zdolności i umiejętności. Według twórców są to zdolności rozpoznawania i kierowania własnymi emocjami, rozpoznawania i kierowania emocjami innych osób oraz znajomość różnych stanów emocjonalnych i funkcjonalne wykorzystanie tej wiedzy (Salovey i Mayer, 1999). Podobnym podziałem może pochwalić się Goleman (1997): Znajomość własnych emocji, kierowanie emocjami, zdolność modulowania nastroju, zdolność motywowania siebie, rozpoznawania emocji innych osób oraz kierowanie emocjami innych.

Majer rzeczywiście chciał funkcjonalnie wykorzystać wiedzę o stanie emocjonalnym pacjentów – wiedza ta, w jego przeświadczeniu, wzbogaciłaby znacznie jego praktykę. Wpadł jednak w pułapkę obecną również w kwestionariuszach mierzących poziom inteligencji emocjonalnej. Wiedzę o swoim poziomie empatii czerpał ze swojego mniemania o sobie – z samoopisu, tak podatnego na świadome i nieświadome modyfikacje. Dlatego z taką krytyką (Śmieja, Orzechowski, 2008) spotyka się kwestionariusz INTE autorstwa Nicoli Schutte, gdzie w 33 pytaniach respondenci odnoszą się do przedstawionych twierdzeń np. „potrafię rozpoznać emocje ludzi po tonie głosu”. Terapeuci uzyskują w tej skali wyższe wyniki niż pacjenci, co, właśnie poprzez zastosowanie samoopisu, nie musi świadczyć o ich zwiększonych kompetencjach w tym wymiarze, lecz o odpowiadaniu zgodnie z ustaloną rolą. Dlatego głównym badanym aspektem jest raczej nie sama inteligencja emocjonalna, lecz superego i wiedza o społecznych normach.

Inny błąd można zauważyć w konstrukcji kwestionariuszy opartych na ocenie przedstawionego zachowania. Test TIE, autorstwa Śmieji, Orzechowskiego i Beauvale na ten przykład w pierwszej swojej części prosi respondentów o zastanowienie się, co przeżywają osoby opisane w scence. Druga część polega na wybraniu zachowania, które byłoby najskuteczniejsze w danej sytuacji. Oba te zadania świetnie nadają się do oceny znajomości norm i emocji, jednak omijają jeden bardzo ważny aspekt – irracjonalność zachowań emocjonalnych. Rzadko kiedy w trakcie kłótni analizujemy na chłodno nasze uczucia, rzadko kiedy w chwili emocjonalnego rozedrgania możemy pochwalić się racjonalną analizą sytuacji. Emocje mogą wychodzić poza świadomą kontrolę, a co ważniejsze, mogą mieć i nieświadome źródło. Większość modeli inteligencji emocjonalnej posiada jako składową panowanie nad własnymi emocjami czy modulowanie ich. Cechy te są nie do zmierzenia tego typu zadaniami.

Aspekt ten też był obcy dla doktora Majera, który polegając na swojej chłodnej analizie sytuacji i racjonalności przestał panować nad emocjami. Naturalnie przyjęta rola obserwatora wiązała się z odseparowaniem od innych pacjentów – to z kolei wiązało się z ich nastawieniem. O ile początki były spokojne (jak nazywanie Majera „tym zdrowym”), to w trakcie rozwoju sytuacji sam psychiatra zaczął odczuwać bardziej lub mniej zasadne lęki. Pacjenci wyczuwając jego odmienność zaczęli skupiać na nim niezdrową uwagę, co powoli wyzwalało w nim agresję. Szpital wymusił na nim brak racjonalności, jakby sytuacja stała się przysłowiową gumą do żucia, która przeszkadzała ochotnikom rozpoznawać emocje na zdjęciach odcinając dostęp do postrzegania swoich stanów w klasycznym eksperymencie Zajonca.

Właśnie to ostateczne zaistnienie w danym miejscu pozwoliło prawdziwie przetestować wartość kompetencji spod znaku inteligencji emocjonalnej. Nie sposób by było to sprawdzić za pomocą samoopisu czy oceny przedstawionej scenki. Znajomość zasad zachowania nie świadczy o wytrwałości w ich stosowaniu. Brak kontroli i umiejętności modulowania emocji musiał młodego psychiatrę zdziwić, skoro uważał, że empatia, jako jego narzędzie pracy, jest u niego nad wyraz rozwinięta. Co ciekawe, idąc dalej w subiektywnej ocenie przypadku, możemy znaleźć dodatkowe symptomy społecznego nieprzystosowania doktora. Jego była żona jest z nim na tyle skłócona, że gdy Majer ma problemy z wydostaniem się ze szpitala, ta nie potwierdza wersji o jego „normalności”. Nie pomaga mu też agresywność zachowania, czy nie mająca sensu próba ucieczki. Staje się bardziej nieprzystosowany do życia w społeczeństwie – staje się nienormalny?

Na przykładzie doktora można zaobserwować jak w chwili wyczerpanych zasobów człowiek traci kontrolę nad zachowaniem – racjonalność wycofuje się, pozostawiając bardziej pierwotne instynkty, które tym bardziej trudno zmierzyć. Niejednokrotnie dopiero po opadnięciu emocji dochodzi do nas pomysł na ciętą ripostę, po opadnięciu emocji jesteśmy w stanie przeanalizować sytuację. Dodatkowo, uczucia bez wyraźnego powodu, irracjonalne, są jednak potwierdzeniem obecności jakiegoś ich nieświadomego źródła. Patrząc na sprawę klasycznie, możemy mówić o id, które wymyka się spod kontroli ego i jego mechanizmów obronnych.

sickWprowadzenie jeszcze jednego elementu do konstruktu na razie tak intensywnie dyskutowanego nie pomoże na chwilę obecną poprawić metodologii mierzenia inteligencji emocjonalnej. Jest to jednak aspekt znaczący, a pomijany przez istniejące już kwestionariusze. Wypełniane testy próbują połączyć wiedzę o emocjach z ich przeżywaniem, jednak tak jak udaje się to robić teoretycznie, tak koncepcja całkowicie nieskuteczna jest przy prostym ustosunkowywaniu się do przedstawionych pytań czy scenek. Trzeba także zaznaczyć, że za kontrolę nad emocjami w danych warunkach bardzo duży wpływ ma osobiste nastawienie. By dokładnie sprecyzować scenkę rodzajową w kwestionariuszu TIE tak, by była ona zbliżona do realnej sytuacji należałoby nie prezentować krótkich opowiadań, ale wręcz, jak zaznacza Magdalena Śmieja (2008), posługiwać się nowelkami.

Kłopot z diagnozowaniem łączy się bezpośrednio z problematycznością opisywanego konstruktu. W przypadku kwestionariuszy inteligencji emocjonalnej doszukujemy się najlepszego dopasowania modelu teoretycznego do grupujących pytania czynników kwestionariuszy. Dobrym przykładem są badania Mirosławy Leopold odnośnie kompetencji emocjonalnej, czyli nabytej w toku rozwoju umiejętności, o różnym stopniu nasilenia u różnych jednostek, istotnej dla funkcjonowania społecznego. Analiza treściowa literatury pozwoliła wyróżnić 13 głównych umiejętności kompetencji emocjonalnej. Analiza czynnikowa ukazała trzy główne czynniki wiążące grupy pytań: Wiedza i umiejętności wykorzystywane w relacjach z innymi; Wiedza i umiejętności budujące poczucie skuteczności emocjonalnej; Elementarne umiejętności kompetencji emocjonalnej. Inteligencja emocjonalna nie przedstawia jednak tak fundamentalnego znaczenia dla życia jednostki jak jej zdrowie psychiczne – zwłaszcza, że skoro istnieją takie trudności ze zdefiniowaniem nienormalności, to jaki przedstawić program leczenia?

Psychiatrzy z ośrodka prezentowanego w Kuracji raczej nie mają tego problemu – posiadają narzędzia leczenia i korzystają z nich, chociaż, jak przyznaje sam Majer, na zasadzie loterii. Nie znając dokładnie źródła problemu możemy zdać się tylko na metody niwelujące objawy. Niestety metody te są bardzo inwazyjne. Mogą, ale nie muszą pomóc chorym. Mogą, ale nie muszą powiększyć też problemu, tak jak to niestety stało się z głównym bohaterem spektaklu, który leżąc na łóżku musiał ćwiczyć ciągłość czasu.

Tak więc kłopot ze zbudowaniem teoretycznych konstruktów jest problemem rozciągającym się na trzy płaszczyzny. Pierwszą jest sama teoria – w chwili, gdy powstaje tyle części składowych ile zespołów badawczych trudno dojść do konsensusu ułatwiającego dalsze badania. W przypadku inteligencji emocjonalnej, twórcy chcieli zawrzeć jak najwięcej ludzkich cech, które wpływają na skuteczność zachowań społecznych wyłączając cechy związane z inteligencją. Tak szeroki wachlarz atrybutów, często mocno upraszczanych przez popularyzatorów tej teorii, czyni całą koncepcję trudną do sprecyzowania. Ogarnięcie wszystkich zmiennych coraz bardziej rozmywa główny sens teorii, który w sensownie opracowanej koncepcji wszystko spaja.

Drugą płaszczyzną jest określenie norm poprzez kwestionariusze. Mając niepewne podstawy teoretyczne segregowane analizą czynnikową zmienne grupujące są bardziej interpretowane pod teorię, niż do niej ściśle pasujące. To wiążę się z kolei z błędną oceną kompetencji badanych osób. Wszystkie te czynniki łączą się z trzecią płaszczyzną – terapią, a konkretnie władzą psychiatrów do jej nakazania. Przypadek doktora Majera pokazuje, że testy testami, ale to nastawienie społeczne względem zachowania jest miernikiem zdrowia. Parafrazując słowa Stalina, nie ważne jak wypełni się test, ważne kto interpretuje wyniki. Im bardziej rozmyty pierwotny konstrukt teoretyczny, tym trudniej o obiektywną analizę wyników. Im bardziej rozwodnione jest pojęcie normalności, tym bardziej polegamy na subiektywnym odczuciu, że ktoś jest chory.

Kot jest zamknięty w szczelnym pojemniku razem ze źródłem słabego promieniowania oraz detektorem poziomu radioaktywności który w chwili aktywowania uwalniającym truciznę. Po odczekaniu godziny mamy 50% szans na to, że kot jest martwy. Ten eksperyment myślowy Schrödingera służy ukazaniu tzw. superpozycji fizyki cząstek – kot, dopóki nie dokonamy organoleptycznego pomiaru funkcji życiowych, jest jednocześnie martwy i żywy. Jest mieszaniną wszystkich możliwych stanów, tak, jak jednocześnie chory i zdrowy był doktor Majer. Problem tkwi w tym, że kwestionariusze, przy niezobiektywizowanych konstruktach teoretycznych, nie są sprawdzeniem funkcji życiowych kota. Są jedynie przechyleniem szans ja którąś ze stron. Mając do wyboru proste i z reguły skuteczne leczenie decydujemy się na nie – w końcu nawet zdrowy pacjent może być chory. Doktor Majer może po prostu nie wiedzieć, że jest nienormalny.

Fragment spektaklu:

Goleman, D. (1997). Inteligencja emocjonalna. Poznań: Media Rodzina of Poznań.

Leopold M. (2006). Elementy składowe kompetencji emocjonalnej, Czasopismo psychologiczne, 2, 191-204.

Lilienfeld, S.O., Marino, L. (1999). Essentialism revisited: Evolutionary theory and the concept od mental disorder. Journal of Abnormal Psychology, 108 (3): 400-411.

Mayer, J., Salovey, P. (1999). Rozwój emocjonalny a inteligencja emocjonalna (s. 23-74). Poznań: Rebis.

Seligman M.E., Walker E.F., Rosenhan D.L. (2003). Psychopatologia, Poznań, Zysk i S-ka.

Śmieja M., Orzechowski J. (2008). Inteligencja emocjonalna. Fakty, Mity, Kontrowersje, Warszawa, Wydawnictwo Naukowe PWN.

Podpieranie się spektaklem Kuracja, Jacek Głębski, reżyseria: Wojciech Smarzowski, rok produkcji: 2001

Strzałka do ikon

10 Odpowiedzi do : Kiedy zaczyna się choroba psychiczna?

  1. Monika pisze:

    zatrważające ,ale prawdziwe…
    refleksja: w „odpowiednich” okolicznościach każdy z nas może okazać się…chory(czytaj: może przejawiać zachowania odbiegające od uznanych powszechnie za normalne .
    Hmmm..

  2. Kuba pisze:

    Tak mi przychodzi na myśl ostatni film Scorsese (Shutter Island). Pamiętam, ze mówiło się tam własnie o tym, ze nawet zdrowy człowiek umieszczony w placówce, wykonując jakiekolwiek czynności prowadzące do udowodnienia swej „normalności” tym bardziej potwierdza swoja „nienormalność”. Czyli te same zachowania, nawet obiektywnie normalne i uzasadnione są odczytywane na niekorzyść chorego. Może FILM jako taki nie jest obiektywnym źródłem takich informacji, mowie tylko co mi się przypomniało. A art ciekawy jak zwykle :)

  3. Jędrzej pisze:

    Dzięki ;)

    A film o którym mówisz to bardzo dobry przykład. Chociaż wciąganie go w wymyśloną fabułę nie jest jakąś wymierną terapią, to jego wszystkie zachowania analizowane były przez pryzmat choroby. Tam po prostu nie dało się być zdrowym, jeśli miało się przyczepioną etykietkę chorego.

  4. JakbyPtak pisze:

    Art. odrobine zbyt naukowy, a za malo pop, jak na moj hamburgerowy umysl – moze po kawie podejde jeszcze raz. Brakuje mi jasnych klamr miedzy badaniem inteligencji emocjonalnej a diagnozowaniem. Testy inteligencji emocjonalnej sa skuteczne w x% i (wiec?) w diagnozach trzeba to uwzglednic? Majer-student dostal chyba najlepsza z mozliwych odpowiedzi na swoje pytanie: „kiedy zaczyna sie szalenstwo?” to jak zapytac „kiedy zaczyna sie lysina?”. Jedno z przemyslen ad. artykulu, ktorym chcialbym, sie podzielic: zadne studia nie daja wystarczajacej kompetencji do diagnozowania. Tylko (najlepiej wieloletnia) praktyka.

    Chcialem sobie pozwolic dac rade ludziom szukajacym diagnozy swojego stanu psychicznego, bo wnioskuje, ze wielu takich tu trafilo po tytule: szukajcie odpowiedzi u terapeutow z duzym doswiadczeniem, nie koniecznie popularnych. Jesli chcecie sobie po prostu pogadac o problemach zyciowych wybierzcie jak najmlodszych; daje to wieksza szanse trafienia na pasjonatow, a unikniecia imho wielu piekielnie inteligentnych psychopatow. To podobna sytuacja, jak z ksiezmi – wielu darzy ich zaufaniem, wrecz autorytetem, co nie zmienia faktu, ze to ludzie i zdarzaja sie wsrod nich jednostki mocno pokrecone moralnie. Smiem twierdzic, ze w tej grupie (zajmujacych sie psychika) jest takich ludzi znacznie wiecej, niz w sredniej, podobnie jak wsrod politykow.

    Do Autora: Bede mial za kilka mc-y wyniki badan zaleznosci miedzy umiejetnosciami spolecznymi, szczegolnie popartymi znajdowaniem partnerow i rozmnazaniem a zaburzeniami osobowosci. Nie omieszkam podrzucic. To apropos piastowania szanowanego stanowiska przez ludzi z zaburzeniami osobowosci od lagodnych do uznawanych za zagrazajace innym.

    Przepraszam, zjechalem nieco z gl. tematu. Pozdrawiam!

  5. Uzdrawiam pisze:

    Choroba umysłowa rozpoczyna się wraz z urodzeniem w chorym społeczeństwie. W szpitalnych warunkach gdzie dziecko traktuje się jakby było produktem masowym.

    Na szczęście istnieje również duża grupa Polaków wśród których można odzyskać zdrowie i równowagę umysłową.

  6. topor pisze:

    Dla mnie osobscie nie jest to nauka ze wzgledu za zbyt duza dowolnosc i subiektywnosc interpretacji wynikow eksperymentow. Znacznie blizej temu do pewnego rodzaju sztuki.

  7. Wratar pisze:

    Jak dla mnie autor trochę zbyt pochopnie łączy „normalność” a zdrowie psychiczne. Jestem schizofrenikiem i przed odkryciem choroby czułem się fatalnie, ale mimo to cały czas pracowałem i uczestniczyłem nawet w życiu towarzyskim. Co prawda milcząco, ale nie ma wymogu być gadułą.

    Jednocześnie przed wykryciem choroby stosowałem autodiagnozę m.in. przez testy na inne choroby, związane bądź niezwiązane z psychiką, tak by samemu znaleźć odpowiedź na pytanie co mi jest. I wiele chorób pasowało. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że w sytuacji gdy podajemy zdrowemu studentowi test i wychodzi mu, że ma lekki autyzm, to może być rzeczywiście nieobiektywne.

    No i trzeba oddzielić kwestie osobowości czy charakteru od objawów chorobowych. Czyli czy sytuacja jest uciążliwa dla pacjenta czy nie.

  8. juki pisze:

    Nie wiem dlaczego nie przywołuje się do definiowania normalności związku między rzeczywistością, a myśleniem. Myślenie normalne to funkcja rzeczywistości w/g Minkowskiego. Dominujący brak funkcji rzeczywistości w myśleniu to dopiero urojenie choćby nie wiem jak logicznie powiązane z całościowym poglądem danej jednostki ludzkiej.

  9. Kuna pisze:

    Studiowałam psychologię i przypomniała mi się sytuacja jak na pierwszym roku dostaliśmy do rozwiązania testy wykrywające depresję. Wiele osób po rozwiązaniu dostawało wynik świadczący o tym, ze są skrajnym, klinicznym przypadkiem depresji. Myślę, że wiązał się z tym schemat odpowiedzi na pytania – w teście były tylko odpowiedzi tak, nie lub nie wiem. Wynik zależał więc w sumie od danej osoby (są osoby, które dają określone odpowiedzi w wypadku gdy im się wydaje, że taka odp jest właśnie dobra czy też pożądana). W przypadku testu psychologicznego (prawdziwego) musi zostać spełniony cały szereg warunków by można było wziąć jego wynik za istotny – na pewno nie można wziąć na poważnie wyniku testu rozwiązywanego grupowo przez studentów, bo np jednym z warunków są okoliczności przeprowadzania testu.

  10. Pingback: Kiedy zaczyna się choroba psychiczna? – Site Title

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>