Lepiej nie zaczynać związku od sypialni… ale czy na pewno?

Wpis gościnny
Profesor antropologii Helen Fisher od ponad 30 lat interesuje się (zawodowo :)) tym, jak doświadczamy miłości i stanu zakochania. Na podstawie swoich słynnych badań (osoby szczęśliwe zakochane oraz właśnie porzucone zapraszała do aparatu rezonansu magnetycznego) stwierdziła, że z uczuciem zakochania łączy się aktywizacja pierwotnych struktur mózgu. Wysnuła wiele szeroko dyskutowanych wniosków m. in. że dążenie do miłość stanowi popęd silniejszy od popędu seksualnego oraz że mechanizm zakochania jest (na poziomie biologicznym) taki sam niezależnie od wieku. Fisher co więcej twierdzi, że istnieją trzy systemy w mózgu, które mają wpływ na łączenie się w pary i rozmnażanie się ludzi: pierwszy odpowiada za pożądanie (libido), drugi za przyciąganie (rozumiane jako romantyczne zaangażowanie), a trzeci za przywiązanie (w długotrwałej relacji).

Na podstawie badań par będących z związku antropolożka wywnioskowała, że – aby ludzi mogła połączyć miłość – relacja może się rozpocząć na poziome dowolnego z tych trzech systemów, tzn. może zacząć się od romantycznego zakochania, przywiązania (przyjaźni) czy seksu. I o ile co do pierwszych dwóch elementów większość osób się zgodzi, to istnieje powszechne przekonanie, że „dla dobra przyszłego związki” nie jest wskazane, aby znajomość zaczynała się od łóżka. Fisher natomiast twierdzi coś odwrotnego. Podkreśla np. że podczas orgazmu gwałtownie wzrasta dopamina, która jest powiązana z mechanizmem romantycznego zakochania, następnie zalewa nas fala oksytocyny i wazopresyny, które mają wpływ na mechanizm przywiązania (do partnera). Zatem na poziomie biologicznym skonsumowana namiętność stanowi świetny start życia w dwójkę! A jak to wygląda na poziomie emocjonalnym?

Czekać z seksem?Z naszych doświadczeń pracy terapeutycznej z parami można wysnuć wniosek, że rozpoczęcie znajomości od relacji seksualnej może umocnić związek na wiele lat pod warunkiem, że para jest zadowolona z takiego początku miłości.

Wiele osób w naszej kulturze uważa, że czekanie na seks jest m. in. dowodem szacunku (dla samego siebie i partnera, a zwłaszcza – partnerki). Jeśli osoby z takim systemem wartości czy przekonań rozpoczną relację od seksu będzie to działało na niekorzyść ich potencjalnej przyszłej znajomości (druga osoba będzie „świadkiem” zawodu, jaki sprawili sami sobie).

Natomiast pary, które od początku połączyła namiętność i które są dumne z tego faktu, interpretują go na korzyść relacji – często niemal metafizycznie jako „grom z jasnego nieba”, którego siła świadczy o tym, że byli sobie pisani. W przypadku takich par te pierwsze wspólne doświadczenia seksualne stanowią pewną bazę, do której warto wracać w trudnych momentach związku.

Autorzy wpisu, Agnieszka Serafin i Mikołaj Czyż, wspólnie prowadzą psychoterapię par (są założycielami Centrum Rozwoju dla Par http://centrumpar.pl/) oraz piszą i rysują na blogu Psychologia Par (http://psychologiapar.pl).

54 komentarze

Dni Mózgu 2013

Co roku w marcu przez tydzień czasu mózgi na całym świecie prezentują dziwną aktywność. Pracują jak gdyby nigdy nic, lecz wszystkie neurony noszą odświętne krawaty i tweedowe marynarki, a między synapsami prócz neuroprzekaźników przemieszczają się gratulacje i najlepsze życzenia. Nic dziwnego, skoro ten właśnie okres nazywany jest Międzynarodowym tygodniem Mózgu. Okazja jest to niebywała, by uczestniczyć w niesamowicie ciekawych wykładach otwartych czy tak samo darmowych warsztatach.

Dzień mózgu 2013 - Warszawa

16 marca, w imieniny Miłostryja, Heryberta i Dzirżyterga, Warszawski SWPS kusi swoją ofertą za pomocą bardzo przyjemnego wizualnie plakatu.

Nie dając się tyranizować stolicy (chociaż 70% użytkowników neurotyka zdaje się z stamtąd pochodzić…) chciałbym przedstawić jeszcze nasze Trójmiasto, które również przygotowało nie lada program. Na dodatek trzydniowy! Wybiorę co ciekawsze kąski…

14 marca, Wydział Biologii Uniwersytetu Gdańskiego
Jak przesłać własne myśli maszynie? Interfejsy mózg – komputer

Podczas wykładu przybliżę Państwu zasadę działania i podstawy neurofizjologiczne, na których oparte są obecnie tworzone interfejsy mózg – komputer.

Stymulacja mózgu
Demonstracja aparatury do stymulacji elektrycznej mózgu u zwierząt. Wyznaczanie koordynat stereotaktycznych dla wybranych jąder mózgu.

Mózg 3D
Multimedialny pokaz prezentujący w trójwymiarze budowę różnych struktur mózgu człowieka. Trójwymiarowy obraz umożliwią specjalne okulary.

15 marca, Wydział Biologii Uniwersytetu Gdańskiego
Obrazowanie religijności

Prof. dr hab. med. Piotr Lass z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego będzie opowiadał o duchowości neuronów.

Co nam w mózgu gra?
Warsztat o snach pełnych muzycznych barw, o realistycznych koncertach słyszanych tylko w głowie, o nieustających i zapętlonych melodiach, które dręczą mózg.

Synestezja – słyszeć kolory, widzieć zapachy…
Na czym polega zjawisko synestezji. Ciekawostki (m.in. słynni synestetycy, kto ma predyspozycje, czy to dar, czy przekleństwo) i różne testy na synestezję.

16 marca, SWPS Sopot
Transmisja na żywo wykładów z Dnia Mózgu w SWPS we Wrocławiu

Dzień Mózgu Trójmiasto

Samokontrola a funkcjonowanie mózgu
Wystąpienie ma na celu przedstawienie kilku pytań dotyczących użyteczności wiedzy o mózgu w wyjaśnianiu przebiegu wyższych funkcji psychicznych. Przykładem będą mechanizmy odpowiedzialne za skuteczną samokontrolę.

W sidłach własnego mózgu. Halucynacje
Warsztat ma na celu przybliżenie (część I) oraz przeprowadzenie (część II) na wolontariuszach eksperymentu Ganzfelda dotyczącego deprywacji sensorycznej.

Neuroedukacja mostem między neuronauką i edukacją
Podczas warsztatu zostaną zaprezentowane najnowsze możliwości wykorzystania wiedzy o mózgu w edukacji oraz wskazane obszary dla współpracy między naukowcami zajmującymi się mózgiem oraz nauczycielami.

A to nie wszystko! Co rusz dodawane są nowe tematy, spotkania, konkursy. Śledźcie stronę Trójmiejskich Dni Mózgu, profil na FaceBooku i tanie połączenia do Gdańska, bo będzie co oglądać! ;)

4 komentarze

Konkurs komiksowy!

Wytężcie szare komórki, uwolnijcie skrywane pokłady twórczych możliwości, bowiem rozpoczyna się nowy konkurs Neurotyk.net!

[AKTUALIZACJA: Wyłonieni zwycięzcy!]

Dla przypomnienia trzeba było wypełnić dymkami poniższy komiks…

Komiks z neuronami

A oto wyłonione miejsca na podium:

1 miejsce (CeWEBryci – sława w sieci, Psychologia wpływu mediów, Zestaw STABILO point 88)

Pierwszy neuron: Aksoniku! Czy pamiętasz o naszej rocznicy?
Drugi neuron: Ależ naturalnie mój impulsiku. Mam tutaj bilety do opery na dziś wieczór.
Pierwszy neuron: Do opery? Dlaczego mnie wcześniej nie uprzedziłeś? Skąd ja teraz wezmę elegancką wieczorową mielinkę?
No i te moje rozczochrane, przetłuszczone dendryty :(

Wieczorowa mielinka i przetłuszczone dendryty po prostu musiały zostać nagrodzone ;)

2 miejsce (CeWEBryci – sława w sieci)

Pierwszy neuron: Kochany, ale ty jesteś przystojny, aż neurony mi iskrzą
Drugi neuron: Skarbie pamiętaj, że tu jest intercyza
Pierwszy neuron: Chyba tracimy nasze połączenie…

Intercyza intercyzą, ale połączenie zostało zachowane ;)

3 miejsce (Psychologia wpływu mediów)

Pierwszy neuron:Kochanie, co to za wspaniałe wieści, co chciałeś mi powiedzieć?
Drugi neuron: Patrz, podpisałem kontrakt z zespołem The Long Axons, wyjeżdżamy na tournée na Rdzeń Kręgowy! Yahoo!
Pierwszy neuron: Ty naprawdę w ogóle nie myślisz o mnie, liczą się tylko Twoje ambicje!!!

The Long Axons – jak nic kupiłbym płytę!

Ze zwycięzcami skontaktuję się e-mailem. Wszystkim natomiast gratuluję pomysłowości! ;)

By zachęcić Was do dalszego czytania pokrótce zaprezentuję nagrody…


cewebryciCeWEBryci – sława w sieci
Michał Janczewski

„Cewebryci” to książka opisująca relację między internetem a sławą. Wychodząc z założenia, że tak jak kino i teatr stworzyły gwiazdę, radio i telewizja – celebrytę, a prasa tabloidowa – celetoida, można powiedzieć, że i sieć powołuje do życia własny rodzaj bytu: cewebrytę.

Historia sławy, koncepcje na temat tego, skąd bierze się jej żądza oraz zainteresowanie osobami nią obdarzonymi. Barwna galeria cewebrytów: Bezdomny kierowca tira, eks-śpiewaczka operowa i była narkomanka, turecki casanowa, duet trubadurów oraz biuściasta nauczycielka angielskiego… W końcu zdefiniowanie oraz teoretyczne ujęcie cewebryty i skonfrontowaniu go z celebrytą. Skrajnie ciekawe! Strona książki.


Psychologia wpływu mediówPsychologia wpływu mediów
Dorota Kubicka, Anna Kołodziejczyk

Książka odpowiada na rosnące zainteresowanie problematyką mediów masowych, zwłaszcza skutkami i mechanizmami ich działania.

W publikacji zaprezentowano dziesięć różnych zagadnień, skoncentrowanych wokół trzech głównych problemów: mechanizmów wpływu, specyfiki działania telewizji oraz skutków wpływu mediów na wybrane dziedziny aktywności młodych użytkowników. Strona książki.


Stabilo 88STABILO point 88
Zestaw cienkopisów firmy Stabilo.

Niezaprzeczalny Numer 1 w Polsce wśród cienkopisów. Niezawodny znak rozpoznawczy: jasne, podłużne paski na pomarańczowej obudowie. Grubość linii 0,4 mm – idealna do pisania oraz pracy z linijką lub szablonem. Dodatkowe zalety to wyjątkowo mocna końcówka, oprawiona w metal oraz wentylowana skuwka (umożliwia oddychanie w przypadku połknięcia). Zestaw składa się z 25 kolorów i nylonowego piórnika z kieszonką na suwak, zapinanego na rzep.


Przyznacie, że tytuły i pisaki są bardzo ciekawe. A co trzeba zrobić, by je zdobyć?

Fajnie by było, gdybyś polubił/a Neurotyka:

Czułbym się spełniony gdybyś polubił/a i ten konkurs:

Dalej wystarczy popisać się kreatywnością i humorem wypełniając słowami dymki przedstawionych poniżej komiksowych neuronów:

Komiks z neuronami

Najlepiej publikować swoje pomysły w komentarzach według formatu:

Pierwszy neuron: TEKST
Drugi neuron: TEKST
Pierwszy neuron: TEKST

Wpisy będę oceniał razem z autorką komiksu. Liczyć się będzie pomysł i humor. Zauważcie, że jedna z komórek stylizowana jest na przedstawicielkę płci pięknej – możecie więc element humorystyczny powiązać z różnicami między kobietami a mężczyznami, jednak nie jest to wymagane. Każdy uczestnik konkursu może zaprezentować do 5 propozycji. Proszę pamiętać o wypełnieniu pola z adresem e-mail, bowiem tak będziemy się kontaktować ze szczęśliwcami. Rozkład nagród jest następujący…

1 miejsce:
– CeWEBryci – sława w sieci
– Psychologia wpływu mediów
– Zestaw STABILO point 88

2 miejsce:
– CeWEBryci – sława w sieci

3 miejsce:
– Psychologia wpływu mediów

Na wypełnienie dymków czekamy do 23 lutego do godziny 23:59. Zwycięzców ogłosimy 25 lutego o godzinie 12:00 jednocześnie powiadamiając ich drogą mailową :) Do dzieła bracia i siostry umiłowani w neuronach, powodzenia!

25 komentarzy

Robo Szczury z Ziemi

Jako mniejszy Jędrzej część wolnego czasu spędzałem oglądając w telewizji kreskówki. Niektóre tytuły bardzo mi się podobały, reszta nie miała rozwiniętej, wielowątkowej fabuły, głębokich postaci o skomplikowanym charakterze i rozmytych moralnie sądów, decyzji, które wpływały na misternie zarysowany ekosystem wspólnych powiązań bohaterów bajki. Chłonąc ramówkę przeznaczoną dla młodszych widzów nie sposób było nie zauważyć myszy zasuwających na motorach. Moto Myszy z Marsa, bo tak się zwały, nie dość, że posiadały cyber-wszczepy i czułki, to kopały tyłki złych ludzi w imię wolności i ochrony surowców naturalnych naszej planety. Ten właśnie obraz bionicznej pięści gryzonia zwalczającej niegodziwość towarzyszył mi niemal ciągle przy przeglądaniu co ciekawszych materiałów z tematyki połączenia zwierzęcego mózgu z maszyną. Zobaczymy, czy Wam uda się od niego uciec.

Moto Myszy z Marsa

Kontynuując moje mało interesujące wspomnienia, jako dziecko co roku na gwiazdkę marzyłem o zdalnie sterowanym samochodzie. To pragnienie kontroli muszę chyba dzielić razem z Sanjiv Talwarem i Johnem Chapinem. W 2002 roku z ramienia State University of New York Downstate Medical Center pokazali światu swój pomysł na zdalnie sterowanego szczura. Z neurochirurgiczną precyzją umieścili oni w mózgu gryzonia trzy elektrody. Pierwsze dwie powędrowały do kory czuciowo-ruchowej odbierającej sygnały odpowiednio z prawego i lewego szczurzego wąsa. Trzecią naukowcy umieścili w pęczku przyśrodkowym przodomózgowia (MFB). Pęczek ten, jak się zapewne domyślacie, to element układu nagrody. Po operacji wystarczyło podłączyć elektrody z baterią i odbiornikiem sygnału radiowego. Następnie rozpoczynał się trening – szczur otrzymywał wrażenie czuciowe w którymś wąsie połączone z odczuciem przyjemności. Wystarczyło kilka dni by w ten sposób można było sterować gryzoniem poprzez labirynt. Zobaczcie zresztą sami:

Ideę rozwijał zespół z MIT. Niczym w programie Pimp My Rat stary pomysł wzbogacili nowymi technologiami. Po pierwsze pozbyli się dużej baterii wykorzystując zasilanie bezprzewodowe – gryzoń musi dźwigać tylko małą cewkę magnetyczną i biegać w polu magnetycznym innej, większej cewki by urządzenie działało. Po drugie mózg szczura miast prądem pobudzany jest… światłem.

Do pracy zaprzęgnięta została tutaj optogenetyka. Jej filarem są białka światłoczułe obecne w algach czy bakteriach. Posługując się genetyką możemy zidentyfikować kodujące je geny. Co więcej, możemy połączyć je z promotorem innego genu który zidentyfikuje neurony do których chcemy dotrzeć. Korzystając z wirusów jako nośników możemy wprowadzić zmodyfikowany materiał do mózgu zwierzęcia tym samym powodując stymulację odpowiedniej części mózgu tylko za pomocą wiązki światła. Genialne, prawda? Nic dziwnego, że ta technologia została uznana za „Metodę Roku” przez magazyn Nature.

Jak widać na załączonym filmie naukowcom udało się wzbudzić światłem korę ruchową zwierzęcia i zaczęło ono, zgodnie z planem, szybko poruszać się kolistym ruchem. Wszystko to dzięki bezprzewodowemu kontrolerowi podłączonemu do gniazda USB w komputerze stojącym nieopodal oraz lekkiej płytce przytwierdzonej do czaszki gryzonia. Może i nasze mózgi będziemy mogli w przyszłości rozświetlać gdy tylko zechcemy przeżyć chwilę relaksu? A co z odczuciami ekstremalnej przyjemności? Czy wirusy doprowadzające geny alg w te rejony mózgu będą zakazane? Powróćmy jednak do naszych cyber-moto-szczurów, ponieważ w roku 2010 otrzymały od Kevina Warwicka swoje motory.

Sam profesor Warwick jest osobą nietuzinkową. W dzień pracuje jako dziekan wydziału cybernetyki uniwersytetu w Reading. W nocy do głowy przychodzą mu szalenie ciekawe pomysły, takie jak wszczepienie sobie mikronadajnika po to, by system komputerowy w jego laboratorium mógł rozpoznawać jego ruchy, czy też stworzenie robotów, które będą sterowane szczurzym mózgiem. No i oba pomysły udało mu się zrealizować. Dzięki pierwszemu zdobył miano ludzkiego cyborga. Drugi wymagał od niego nie mniejszej finezji, talentu, geniuszu i odwagi.

Zespół Kevina pozyskiwał komórki nerwowe szczurzych embrionów. Następnie dzielił je i rozwijał na pożywce składników odżywczych, antybiotykach czy hormonach wzrostu. Wystarczyła godzina, by komórki zaczęły wydłużać swoje połączenia – po dobie widoczna już była siatka połączeń neuronalnych, rosnących na podatnym gruncie wypełnionym miniaturowymi elektrodami. Grupa naukowców czekała jeszcze tydzień i uruchamiała elektrody szukając naturalnie wytworzonych szlaków tego pseudo-mózgu. Identyfikowali je bardzo prosto – gdy w jednym miejscu neuron wykazywał aktywność szukali innych komórek, które zachowują się podobnie – mogą być więc zakończeniem drogi którą przebył sygnał. Mając garść tak wyznaczonych ścieżek podłączyli przez Bluetooth całą sieć elektrod jako układ kontroli trzykołowego robota naszpikowanego sensorami. Zadaniem tego pojazdu jest skanowanie otoczenia i przekazywanie surowych danych do neuronów szczura, a konkretnie do miejsc, które oznaczono jako początek drogi. Gdy przesłanie sygnału się powiedzie i aktywność pojawi się w innym miejscu jest ona przesyłana do układu kół robota jako instrukcja zmiany kierunku. Najpierw „mózg” odpowiada ospale, tylko czasami, niedbale poruszając robotem. Z czasem jednak uczy się, ścieżki nerwowe się wyrabiają, koła zaczynają wirować coraz szybciej…

Jesteście pod wrażeniem? Ja byłem – robot, który za jednostkę centralną posiada siatkę szczurzych neuronów! Lecz to nie wszystko. Grupa Warwicka związała się z naukowcami z Kanady by embrionalne komórki nerwowe hodować w trzech, nie dwóch wymiarach ograniczonych siecią elektrod. Robot, który został uwieczniony na filmie pracuje, według oszacowań autorów, na bazie 100 000 neuronów. Trójwymiarowa hodowla mogłaby zawierać i 30 000 000 tych komórek. Ciekawe kiedy w takim sztucznym środowisku zaistnieje świadomość…

Wentz, C., Bernstein, J., Monahan, P., Guerra, A., Rodriguez, A., & Boyden, E. (2011). A wirelessly powered and controlled device for optical neural control of freely-behaving animals Journal of Neural Engineering, 8 (4) DOI: 10.1088/1741-2560/8/4/046021

Talwar, S., Xu, S., Hawley, E., Weiss, S., Moxon, K., & Chapin, J. (2002). Behavioural neuroscience: Rat navigation guided by remote control Nature, 417 (6884), 37-38 DOI: 10.1038/417037a

Warwick, K., Xydas, D., Nasuto, S., Becerra, V., Hammond, M., Downes, J., Marshall, S., & Whalley, B. (2010). Controlling a Mobile Robot with a Biological Brain. Defence Science Journal, 60(1), 5-14. Retrieved from http://publications.drdo.gov.in/ojs/index.php/dsj/article/view/11

8 komentarzy

Ja, cyborg

Jake Sully, główny bohater filmu Jamesa Camerona pt. Avatar, jest sparaliżowany od pasa w dół. Otrzymuje on szansę uczestniczenia w wojskowym projekcie prowadzonym na odległym księżycu układu Alfa Centauri. Zgodziwszy się zwrócona zostaje mu utracona sprawność fizyczna, lecz tylko poprzez akt wcielenia się w ciało obcego, rdzennego mieszkańca. Jake, leżąc w kapsule, potrafi poruszać błękitnym stworzeniem, widzi, słyszy i czuje to co ono. Taka technologia uczyniłaby wielu ludzi bardzo szczęśliwymi i na teraźniejszej Ziemi. Na razie osoby, które chcą dzięki nowoczesnej nauce odzyskać skradzione przez los czy chorobę czucie muszą godzić się na poważne wyrzeczenia względem swojego ciała – np. na stałe zespolenie go z maszyną.

Ataksja rdzeniowo-móżdżkowa to grupa chorób o podłożu genetycznym. Osoby nią dotknięte muszą liczyć się ze zmianami w obrębie móżdżku i rdzeniu kręgowym, co najczęściej objawiać się będzie postępującymi zaburzeniami koordynacji ruchowej. Ataksja Jan Scheuermann postępowała bardzo szybko – najpierw nogi odmawiały jej posłuszeństwa, później problem zaczął dotyczyć również i rąk. W końcu na wózek permanentnie usadowiła ją tetraplegia, paraliż czterokończynowy. Kobieta, mimo przeszkód, szukała pomocy i nie tracąc nadziei zgłosiła się jako ochotnik do programu Pitt School of Medicine. Tam nakarmili ją czekoladą.

Neuronaukowcy zajmujący się przypadkiem kobiety zaprojektowali dla Jan interface mózg – komputer (BCI) składający się z dwóch płytek zakończonych 96 elektrodami. Połączyli je z korą ruchową pacjentki podczas skomplikowanej operacji. Pierwsza płytka odczytuje aktywność rejonu mózgu, który rozświetlał się gdy Scheuermann myślała o poruszaniu dłonią, druga sprawdza miejsce aktywowane gdy poruszone miało być ramię. Komputer uczył się interpretować wzory aktywizacji elektrod, pacjentka uczyła się dawać mu jednoznaczne sygnały. Po tygodniu mogła już niemrawo poruszać ramieniem robota przytwierdzonym do jej łóżka. Po roku jest w stanie nakarmić się sama tabliczką czekolady. Musi się czuć niesamowicie odzyskawszy chociaż część kontroli, którą kiedyś straciła wydawałoby się bezpowrotnie. Metoda zastosowana w tym przypadku jest jednak mocno inwazyjna. Czy istnieje jakiś sposób, by sterować robotem bez kłopotania sztabu lekarzy i chirurgów? Niejeden.

Naukowcy z CNRS-AIST Joint Robotics Laboratory współpracując z ludźmi CNRS-LIRMM Interactive Digital Human group zamiast umieszczać elektrody w korze ruchowej ochotników umieścili je na czepku, który, w odróżnieniu od poprzednio omawianej metody, można zdjąć nie narażając się na trwałe uszkodzenie mózgu. Jest to, przyznacie, dość duży plus tej techniki. Osoba, która pragnie zostać żywym kontrolerem, zakłada ów materiałowy hełm i siada przed ekranem komputera. W centralnym punkcie monitora widać obraz z kamery umieszczonej w głowie robota. Prócz tego użytkownikowi wyświetlają się symbole powiązane z akcją, którą ma wykonać robot.

Bardzo ciekawy jest pomysł na interpretację sygnałów płynących z mózgu partycypantów. Symbole migają bowiem z różną częstotliwością. Elektrody starają się interpretować stan skupienia uwagi na którymś elemencie właśnie poprzez badanie jaką częstotliwość obserwuje gałka oczna (Metoda SSVEP). Otrzymawszy informacje o skupieniu uwagi komputer przesyła do maszyny odpowiednie komendy. Ta grzecznie, lecz powoli, wykonuje rozkazy człowieka. (Przynajmniej do czasu buntu robotów…)

Na górze sam robot. Na dole obraz widziany przez ochotników - w środku świat oczami Spykee

Na górze sam robot. Na dole obraz widziany przez ochotników – w środku świat oczami Spykee

Holendrzy, jak to zwykle Holendrzy, posunęli się jeszcze dalej. Najpierw zakupili Spykee, robota wyposażonego w kamerę, którym można kierować za pośrednictwem sieci WiFi. Jest to zabawka, lecz w zamyśle autorów idealnie nadawała się do zadania, które chcieli przed nią postawić.

Ochotnicy, którzy chcieli pojeździć gąsienicami mechanicznego szpiega kierowani byli do skanera fMRI. W tubie, zazwyczaj pustej, tym razem znajdował się ekran na którym pokazywano obraz z kamery robota wraz z trzema strzałkami. Partycypanci mieli chwilę czasu na potrenowanie skupienia uwagi na symbolach, a komputer miał chwilę czasu na poznanie charakterystycznej dla każdej strzałki aktywizacji kory mózgowej. Do nauki algorytm zbierał dane techniką opierającą się na sprawdzaniu poziomu utlenienia krwi karmiącej neurony (BOLD) i już po chwili mały robocik zasuwał po laboratorium zasilany tylko baterią i przekazywanymi przez WiFi ludzkimi myślami.

Problemem może być wielkość maszyny – nie oszukujmy się, każdy z nas marzy o bardziej mobilnym kontrolerze niż zajmujący pół pokoju buczący jak jasna cholera skaner. Tutaj idealnie nadawałby się czepek, jednak w jego wypadku problemem może być jakość zbieranych informacji, czułość elektrod. Lecz nie tylko dane zbierane z EEG są niedokładne.

Aktywizacja-skupienia-uwagi

Aktywizacja związana ze skupieniem uwagi na poszczególnych strzałkach

Problemem są też wyniki fMRI, chociaż kłopot jest tutaj innego rodzaju. Nie do końca bowiem wiadomo co tak naprawdę widoczna aktywizacja pokazuje. Autorzy publikacji zwracają na to uwagę mówiąc, że widoczne poniżej rozświetlenie kory może pokazywać tylko ruch, nawet nieświadomy, gałek ocznych, w kierunku strzałek. Byłaby to wielka szkoda, ponieważ wtedy cały eksperyment straciłby dużo ze swojej niesamowitości. Budujące jest jednak różne podejście do kontroli mechanicznych pomagierów. Wszystkie wykorzystywane technologie będą się rozwijać – co więcej mogą w którymś punkcie przeciąć swoje drogi i być wspólnie wykorzystywane by jeszcze lepiej zbierać dane z ludzkich głów.

Nie można być również ślepym na fakt, że ochotnicy ostatniego eksperymentu mogli się poczuć jak w pierwszej, bardzo wczesnej wersji projektu Avatar. Fabuła tego filmu dzieje się w 2154 roku. Aż strach pomyśleć co wymyślimy do tego czasu.

Andersson, P., Pluim, J., Viergever, M., & Ramsey, N. (2012). Navigation of a Telepresence Robot via Covert Visuospatial Attention and Real-Time fMRI Brain Topography DOI: 10.1007/s10548-012-0252-z

Collinger, J., Wodlinger, B., Downey, J., Wang, W., Tyler-Kabara, E., Weber, D., McMorland, A., Velliste, M., Boninger, M., & Schwartz, A. (2012). High-performance neuroprosthetic control by an individual with tetraplegia The Lancet DOI: 10.1016/S0140-6736(12)61816-9

4 komentarze

Me, you, f#ck, f#ck?

pick-up lines

Problem pierwszego romantycznego kontaktu jest niebagatelny

Myślę, że niewielu z nas zdecydowałoby się na użycie tytułowej frazy jako pierwszego zdania wypowiadanego w kierunku osoby, którą jesteśmy romantycznie zainteresowani. Ten pick-up line okazał się jednak szczęśliwy dla Ronaldo w jego podbojach młodej kelnerki ze stanów (niektórzy twierdzą, że to dopiero kolejne zdanie – „me, you, kiss” – otworzyło serce dziewczyny na wdzięki Portugalczyka). Piłkarz najwyraźniej zna się na rzeczy – czy zatem stając przed drugą osobą zawsze mamy przechodzić od razu do sedna? Czy taka taktyka jest opłacalna? A może wszystko zależy od sytuacji? Jakie pick-up lines, według dogłębnej analizy psychologicznej, okazują się najbardziej skuteczne? Prasujcie najlepsze koszule, szykujcie szpilki, bowiem dzisiaj zagłębimy się w świat podrywu.

Wybór drugiej połówki nie jest rzeczą łatwą. Na domiar złego bardzo łatwo można zakończyć potencjalną znajomość szybko i boleśnie – wystarczy mizerne pierwsze wrażenie. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny jesteśmy już dość dobrze nauczeni jak pokazać się z najlepszej strony. Wszak problem doboru par towarzyszy nam już od wieków. Wygląd to jednak nie wszystko – drugi ważny test czeka nas z chwilą wypowiadania pierwszych słów, bowiem to one będą świadczyć o cechach, które nie można łatwo wyczytać z twarzy. Problem tej pierwszej, skrajnie ważnej sentencji interesował wielu ludzi na przestrzeni lat, jednak dopiero w 1986 roku psychologia zainteresowała się tym tematem na poważnie. Wtedy to opublikowano artykuł Chrisa Kleinke, Fredericka Meekera oraz Richarda Staneski, który opłacony był prawdziwie tytaniczną pracą.

Przed wykonaniem pierwszego planowanego badania autorzy musieli zdobyć bazę pick-up lines. Armia 300 studentów wypisała wszystkie znane im teksty, które można wykorzystać przy pierwszym kontakcie z osobą, która nam się spodobała. Frazy musiały być ogólne, takie, które można wykorzystać wszędzie, niezależnie od sytuacji. 100 najpopularniejszych zdań zostało następnie ocenione na 7-punktowej skali (1 – okropna, 7 – doskonała) przez rzeszę 600 ochotników. Po tym sporządzona została kolejna baza tekstów – tym razem studenci musieli podać werbalny sposób na podryw w określonych miejscach: w barze, restauracji, supermarkecie, pralni i na plaży. Kolejne listy zostały sporządzone dla sytuacji, kiedy to kobieta podrywa mężczyznę. Zgromadzone zdania znowu zostały ocenione, jednak to nie oceny okazały się najciekawsze.

Analiza czynnikowa wykazała bowiem, że zgromadzone pick-up lines dzielą się na 3 główne kategorie. Pierwszą grupę autorzy określili jako zdania uroczo – niepoważne (cute – flippant), drugą jako frazy charakteryzujące się niewinnym podejściem (innocuous approach) a trzecią jako te będące podejściem bezpośrednim (direct approach). Przykłady z każdej z grup umieściłem w tabeli poniżej, dla uproszczenia podając tylko wersje męsko -> damskie. Jak myślicie, która grupa była najlepiej oceniana przez ochotników?


Podejście uroczo-niepoważne Podejście niewinne Podejście bezpośrednie
Sytuacje ogólne

  • Zimno tutaj, prawda? Zatem rozgrzejmy nasze ciała.
  • U Ciebie czy u mnie?
  • Mam dla Ciebie ofertę nie do odrzucenia.
  • Jestem łatwy, a Ty?

Bar

  • Mogę tutaj usiąść czy chcesz topić smutki sama?
  • Pewnie się zastanawiasz co taki miły facet jak ja robi w takim miejscu.
  • Czy mogę udawać, że jestem z Tobą?

Restauracja

  • Jeśli to jedzenie nas nie zabije zrobi to rachunek.
  • Jeśli sądzisz, że obsługa jest kiepska, poczekaj aż spróbujesz jedzenia.

Supermarket

  • Czy Twój chleb jest świeży?
  • Czy chciałabyś się wymienić listami zakupów?

Pralnia

  • Czy chciałabyś posiedzieć ze mną i poobserwować wirujący bęben suszarki?
  • Jeśli pranie ubrań to taki problem nie rozumiem dlaczego w ogóle przejmujemy się ich noszeniem.
  • Upiorę Twoje ciuchy jak Ty upierzesz moje.
  • Wyglądasz, jakbyś dobrze się bawiła – upierzesz też moje ciuchy?

Plaża

  • Chcesz dostać razem udaru?
  • Uratujesz mnie gdybym tonął?
  • Ten piasek wygląda nieźle. Mogę położyć się koło Ciebie?
Sytuacje ogólne

  • Jesteś studentką?
  • Widziałaś ostatnio jakieś dobre filmy?
  • Skąd jesteś?
  • Widziałem Cię wcześniej. Mieszkasz w okolicy?

Bar

  • Dobrze się bawisz?
  • Co pijesz?
  • Jak dowiedziałaś się o tym miejscu?

Restauracja

  • Czy w menu jest coś dobrego?
  • Jak tam Twoje (nazwa dania)?
  • Przepraszam, zastanawiałem się nad zamówieniem dania które dostałaś – czy poleciłabyś je?

Supermarket

  • Co sądzisz o cenach tutaj?

Pralnia

  • Czy wiesz jak długo piorą te maszyny?
  • Czy lepiej będzie jak wysuszę te ciuchy w suszarce?
  • Jak myślisz, ile powinienem użyć proszku?
  • Czy możesz mi pokazać jak działa ta maszyna?

Plaża

  • Jak woda?
  • Czy popilnowałabyś moich rzeczy przez minutę?
  • To dobry dzień na opalanie.
Sytuacje ogólne

  • Jestem trochę nieśmiały, ale chciałbym się poznać.Wyglądasz na ciepłą osobę.
  • Cześć. Lubię Cię.

Bar

  • Wydajesz się inna. Lubię to.
  • Gorąco tutaj. Nie chcesz wyjść na chwilę na zewnątrz?
  • Podwieźć się do domu?
  • Widziałem Cię na parkiecie i naprawdę podobał mi się sposób w jaki się poruszasz.
  • Czy uwierzyłabyś, że obserwuję Cię całą noc?

Restauracja

  • Czy chciałabyś iść na drinka po kolacji?
  • Czy zechciałabyś dołączyć do mnie na kawę jak skończysz jeść?

Pralnia

  • Pomogę Ci poskładać te rzeczy.
  • Mieszkasz sama czy robisz pranie dla dwojga?
  • Przejdziemy się na spacer?

Plaża

  • Czy mam posmarować Ci plecy kremem do opalania?
  • Czy posmarujesz mi plecy kremem do opalania?
  • Masz niezły strój.
  • Widzę, że przyniosłaś herbatniki. Ja mam wino – podzielimy się?

Newsweek opisywał któregoś razu szkołę uwodzenia działającą w stolicy. Nauczyciel stosował i uczył skrajnie bezpośredniego podejścia do sprawy – przykładowo kazał uczniom, zapewne też by przełamać ich strach, pytać się spotkanych w klubie kobiet co sądzą o seksie grupowym. Czy jednak taka taktyka jest podparta statystyką? Czy ta grupa pick-up lines była najbardziej skuteczna?

Co pan powiedział?!

Co pan powiedział?!

Najgorszym możliwym wyborem okazał się podryw na uroczo-niepoważną gadkę. Nieważne czy to facet podrywa kobietę czy to płeć piękna przejmuje inicjatywę, ta grupa zawsze okazywała się gorsza niż niewinne i bezpośrednie podejście. Gdy jednak porównujemy tylko dwie ostatnie taktyki musimy baczyć na płeć ochotników. Kobiety wolą, by podrywał ich ktoś o niewinnym stylu, natomiast mężczyźni preferują bezpośrednie podrywaczki, zwłaszcza, jeśli sytuacja zachodzi w barze. Wychodzi więc na to, że nauczyciel ze szkoły podrywu ze swoją taktyką miałby największe szanse wyrwać innego mężczyznę. A jaki uniwersalny tekst na podryw okazał się najlepszy ze wszystkich?

Najlepszym pick-up line, ocenionym jako doskonałe przez 60% ankietowanych, zwięzłym, krótkim, okazuje się… uwaga…

Cześć.

Inne przykłady wysoko ocenianych tekstów możecie przeczytać poniżej.


Sytuacje ogólne

  • Cześć
  • Cześć, moje imię to…
  • Trochę mi głupio, ale bardzo chciałbym Cię poznać.
  • Masz naprawdę ładny (nazwa ubrania)
  • Masz naprawdę ładne (włosy, oczy, usta…)
Bar

  • Chcesz zatańczyć?
  • Sporo nerwów kosztowało mnie podejście do Ciebie, więc mogę chociaż spytać jak masz na imię?
  • Co sądzisz o tym zespole?
  • Czy mogę się napić z Tobą drinka?
Restauracja

  • Nie byłem tutaj wcześniej. Co dobrego jest w menu?
  • Czy po kolacji chciałabyś iść na drinka?
  • Czy mogę kupić Ci lunch?
  • Jeśli oboje jemy sami może chcesz do mnie dołączyć?
Supermarket

  • Czy mogę Ci pomóc zanieść te torby do samochodu?
  • Przepraszam, który stek wygląda według Ciebie lepiej?
Pralnia

  • Czy chcesz pójść na piwo albo kawę jak tak czekamy?
  • Czy rozmienisz mi dolara?
  • Popilnujesz moich ubrań przez minutę?
Plaża

  • Chcesz zagrać we frisbee?
  • Czy przynieść Ci coś ze sklepu?
  • Woda dzisiaj jest piękna, prawda?

Oraz dla śmiechu te najgorzej oceniane:
Sytuacja ogólna: To naprawdę Twoje włosy?
Bar: Założę się, że potrafię wypić więcej od Ciebie.
Restauracja: Po prostu musiałem podejść i zobaczyć co jesz.
Supermarket: Na serio jesz to śmieciowe jedzenie?
Pralnia: Mężczyzna nie powinien prać swoich rzeczy.
Plaża: Widziałaś jak rzuciłem tę piłkę? Niezłe ramię, co?

Dlaczego jednak to właśnie uroczo-niepoważne teksty nie spotkały się z przychylnością płci przeciwnej? Przecież pokazują, że osoba posiada dystans i poczucie humoru? Może i tak, ale dystans ten może być zinterpretowany jako nierozważność, albo i jeszcze gorzej. Cunningham w swoim badaniu z 1989 roku pokazał, że osoby stosujące teksty z tej grupy są oceniane jako bardziej pewne siebie, towarzyskie, zabawne, lecz równocześnie mało rozgarnięte. Kleinke oraz Dean, publikując swoją pracę rok później, do niskiej inteligencji niepoważnego lowelasa dorzucili też ocenianie go jako samolubnego i nieodpowiedzialnego. Wszystkie te cechy nie są dobre u przyszłego męża i ojca. Samolubny i mało inteligentny samiec nie będzie dbał o rodzinę, więc poczucie humoru i towarzyskość nie pomagają mu na rynku matrymonialnym. Zatem dlaczego ludzie tak często używają nieskutecznego sposobu na podryw?

Czy chłopak zażartuje? Jak skończy się ta historia?

Czy chłopak zażartuje? Jak skończy się ta historia?

Kleinke razem z kolegami twierdzą, że może się to dziać z trzech powodów. Pierwszym z nich jest strach przed odrzuceniem – możemy chronić się przed odtrąceniem zaprzeczając własnej samotności i pomniejszając chęć zawarcia związku. Udajemy, że jesteśmy obojętni wobec osób, które nam się podobają, niepoważnie żartujemy w rozmowie i broniąc ego tracimy szansę na związek. Drugim powodem może być wzmocnienie takiego postępowania przez media i społeczeństwo. „Podobasz mi się, nie zepsuj tego” – każdy z nas zna historie udanego podrywu przeprowadzonego w ten sposób. Tego typu historie, chociaż skrajnie mało prawdopodobne, mogą kierować styl rozmowy na niewłaściwe tory. Trzecim powodem jest według autorów prosty brak umiejętności społecznych, który wpływa na jakość komunikacji. Dla niepoprawnych uroczo-niepoważnych podrywaczy istnieje jednak światełko w tunelu – a nawet dwa światła.

Gdy Kleinke i jego współpracownicy opracowywali odpowiedzi ankietowanych kobiet znalazły się wśród ochotniczek takie, które różniły się znacznie od ogółu w swoich ocenach. Szóstki i siódemki zdobywały u nich takie teksty jak „u Ciebie czy u mnie?” oraz „jestem łatwy, a Ty?”. Zaintrygowani badacze strasznie ubolewali, że nie udało się im ustalić prostej metody na identyfikację osób z tej małej, lecz ciekawie innej grupy dziewczyn. Sprawa jednak nie jest do końca stracona, bowiem kolejna rada przychodzi ze strony Senko, Fyffe i ich publikacji z 2010 roku.

Para badaczy najpierw potwierdziła to co wiedzieli wszyscy – najlepiej używać niewinnej bądź bezpośredniej metody podrywu. Niepoważne podejście wiązało się z oceną mężczyzny jako mało inteligentnego i niegodnego zaufania. Sytuacja zmieniała się, gdy kobiety miały oceniać podryw nie jako zalążek długotrwałej znajomości, lecz raczej jako początek przelotnego romansu. Wtedy jedynym czynnikiem, który naprawdę wpływał na chęć kontynuowania rozmowy, była atrakcyjność jegomościa.

Jeśli już musisz gadać bzdury musisz być przynajmniej atrakcyjny

Jeśli już musisz gadać bzdury bądź przynajmniej atrakcyjny

Jakie więc rady psychologia może dać zagubionym wyruszającym na łowy swoich drugich połówek? Po pierwsze używaj naturalnych, zwyczajnych zwrotów, bezpośrednich bądź pośrednich. Nie sil się na bezceremonialne żarty czy brak powagi, bowiem może to oznaczać strzał w stopę. Chyba, że trafisz na bardzo specyficzną grupę kobiet podatnych na te frazy – wtedy droga wolna. Podobnie, jeśli spotkasz płeć piękną która nie planuje dłuższych związków – wtedy możesz gadać nawet największe bzdury – grunt, żebyś był przystojny.

A Wam jak się wydaje? Czy rzeczywiście trudno kogoś poderwać nonszalanckim żarcikiem?

Zdjęcia: 1, 2, 3, 4

Chris L. Kleinke, Frederick B. Meeker, & Richard A. Staneski (1986). Preference for Opening Lines: Comparing Ratings by Men and Women Sex Roles, 15 DOI: 10.1007/BF00288216

Kleinke, C. L., Dean, G. O. (1990). Evaluation of men and women receiving positive and
negative responses with various acquaintance strategies. Journal of Social Behavior and
Personality, 5, 369–377.

Cunningham, M. R. (1989). Reactions to heterosexual gambits: Female selectivity and
male responsiveness Personality and Social Psychology Bulletin, 15 DOI: 10.1177/0146167289151003

CORWIN SENKO, & VIVIANA FYFFE (2010). An Evolutionary Perspective on Effective
vs. Ineffective Pick-up Lines The Journal of Social Psychology DOI: 10.1080/00224540903365539

vs. Ineffective Pick-up Lines

12 komentarzy

Dlaczego kobiety się malują?

Dlaczego kobiety się malują? Gdy ktoś mówi Ci, że „masz w sobie to coś”, jak zapewne przypuszczasz po lekturze poprzednich wpisów, ma na myśli Twój układ odpornościowy. Chociaż ludzie nie przywykli komplementować bliskich w kategorii „zwalczanie drobnoustrojów”, to właśnie ta ludzka cecha jest jedną z bardziej pożądanych i atrakcyjnych. Waleczne, niczym umazany niebieską farbą Mel Gibson limfocyty to niezła karta przetargowa – dzieci stworzone ze związku z osobą o krwi wypełnionej małymi Breaveheart’ami również będą wyróżniać się wybitnym brakiem zwolnień chorobowych. Ewolucja musiała tylko wymyślić, jak w przystępny sposób ukazać ową wewnętrzną jakość obronną organizmu – najlepiej na twarzy. Z pomocą przyszły hormony.

Przy okazji dojrzewania z naszym ciałem i umysłem dzieją się przedziwne rzeczy. Chłopakom pojawia się nieśmiały zarost, dziewczyny ustalają strategie zakupów w drogeriach. Za wszystkie zawirowania odpowiadają hormony, które wybierają akurat ten okres rozwoju człowieka, by najwięcej broić. Testosteron i estrogen, bo o nich mowa, prócz kłopotów z trądzikiem i ze zrozumieniem przez rodziców, powodują również poważne problemy z układem immunologicznym. By sprostać wysokiemu poziomowi hormonów płciowych nasz organizm musi się nieźle nagimnastykować, a one, nie pozostając dłużne, kształtują strukturę i formę naszych kości czy narządów na swoją modłę. Dzięki temu udaje się im wymodelować typowo męskie i typowo kobiece twarze.

Wysoki poziom testosteronu czyni męską szczękę szeroką, a kości policzkowe, oraz kości łuku brwiowego wydatnymi. Ktoś, kto wykształcił takie cechy musi mieć zatem bardzo silny układ odpornościowy – w końcu mimo wysokiego poziomu hormonów, które ten układ przygaszały, udało mu się jakoś przeżyć. Tylko silny organizm może sobie poradzić ze znacznym obniżeniem swojej odporności, a mocno wykształcone cechy płciowe pośrednio właśnie o tym mogłyby świadczyć. Dlatego też teoretycy przyjęli jako oczywiste, że właśnie bardzo męskie twarze będą się spotykały z uwielbieniem kobiet. Sprawa jednak nie okazała się tak prosta. Z jednej strony Feinberg, Jones, Little, Johnston, Hagel, Franklin, Fink, Grammer, Cohen czy Belsky odkryli w wielu badaniach, że posiadamy ogólną preferencję do bardziej męskich twarzy. Natomiast Little, Burt, Penton-Voak, Perrett, Rhodes, Hickford, Jeffery, Welling, Jones i DeBruine otrzymali w swoich pracach zgoła inny wynik – męskość twarzy powodowała negatywną ocenę atrakcyjności. Nie mówiąc już o Cornwellu i jego drużynie oraz Swaddleyu, Riersenie i Wellingu, którzy wykryli, że to średnia wartość odchylenia jest najlepsza. Oliwy do ognia tajemnicy dręczącej psychologów dolewały inne, bardzo ciekawe korelaty wysokiego poziomu testosteronu.

Estrogeny, estrogeny...Chociaż Rhodes wykrył, że bardzo męska twarz wiąże się z dobrym zdrowiem36, to testosteron zaczął powoli odsłaniać swoją drugą naturę. Perrett, razem ze współpracownikami, stworzył specjalny program, dzięki któremu badany mógł sam modyfikować kobiecą i męską twarz widoczną na ekranie. Przesuwając suwak w jedną stronę lico nabierało bardziej kobiecych cech, natomiast ruch w drugą stronę modyfikował fizjonomię tak, by była bardziej męska. Co ciekawe, obie płcie oceniane były jako atrakcyjniejsze, gdy suwak znajdował się po kobiecej stronie osi. Wpływ testosteronu na wygląd twarzy nie tylko zmniejszał ich atrakcyjność – wpływał także na coraz bardziej negatywną ocenę charakteru. Męski hormon płciowy zaczynał więc odpowiadać według ochotników, za skłonność do dominacji, oziębłość czy nieszczerość37.

Idąc dalej – osoby o wydatnych szczękach postrzegane są jako nieuczciwe, skłonne do dominacji, nieskłonne do współpracy, a w końcu – jako persony nie nadające się na rodziców38. Testosteron daje o sobie znać w pożyciu małżeńskim – mężczyźni o wysokim jego poziomie są mniej skłonni do ożenku, częściej się rozwodzą i mają więcej problemów w związkach39. Większy poziom tego hormonu czyni facetów również mniej skłonnymi na zareagowanie na płacz niemowlaka40, co dość jednoznacznie świadczy o ich umiejętnościach rodzicielskich. Nic dziwnego, że osobniki z grupy „szerokie szczęki”, gdy oceniają inne kobiety, są zaskakująco często zainteresowane tylko kontaktem krótkoterminowym, i to na dodatek ściśle seksualnym41.

Kobieta oceniająca twarz mężczyzny jest więc rozdarta. Z jednej strony zależy jej na dobrych genach partnera, które ten przekaże jej dzieciom. Lecz trudno zdecydować się na związek z kimś, kto ma niebywałą awersję do współpracy – taki jegomość nie będzie inwestował w partnerkę i jej dzieci, a to przecież ona będzie musiała przez 9 miesięcy dźwigać ciężkie brzemię miłości. Na szczęście, natura nie przez takie problemy musiała przebrnąć. Kobiety, kierowane intuicją, często nieświadomie, skutecznie rozwiązują omawiany dylemat. Odpowiedzialnością za wybór obarczają po prostu czerwoną kropkę.

Czerwone kółko – w ten sposób kobiety zwykły zaznaczać w kalendarzu dzień miesiączkowania. Chlubna to i popularna metoda, która nie tylko pozwala badać regularność cyklu, przewidywać, kiedy mogą ujawnić się symptomy rozdrażnienia, lecz także precyzować zmienność kobiecych wyborów co do męskich twarzy.

Penton-Voak, razem ze współpracownikami, postanowił sprawdzić, w jaki sposób miesiączka może wpłynąć na ocenę atrakcyjności mężczyzn. 39 kobiet poprosił o wypełnienie dokładnej ankiety dotyczącej ich cyklu. Mając do dyspozycji te dane umówił się z ochotniczkami na dwie sesje – jedną w okresie wysokiej szansy zapłodnienia, a drugą w czasie nikłego prawdopodobieństwa zajścia w ciążę. Na każdym spotkaniu kobietom pokazywano 5 męskich twarzy, które zostały komputerowo spreparowane tak, by uwidaczniały bardziej męskie, bądź bardziej kobiece cechy budowy. Badane musiały zdecydować, która twarz jest dla nich najbardziej atrakcyjna fizycznie. Wyniki ukazały ciekawą prawidłowość – jeśli kobiety były w płodnej fazie cyklu, preferowały mniej kobiece twarze, niż w fazie o niskim prawdopodobieństwie zapłodnienia42. Do bardziej dobitnych wyników badacz doszedł w późniejszej publikacji, która ukazała wyraźnie, że kobiety w fazie płodnej wybierają twarze naznaczone w większym stopniu testosteronem43.

Hormony? Wolę Steampunk!To nie koniec ciekawych wniosków. Kobiety, które posiadały w chwili badania stałych partnerów, odczuwały silniejszą predyspozycję do męskich twarzy, oraz wykazywały większe wahania preferencji zależnie od dnia cyklu. Lecz nie tylko cykl zdaje się kształtować kobiece preferencje. Płeć piękna swoje upodobania modyfikuje również zależnie od tego, czy ocenia mężczyznę na długi, czy krótki związek. Na wakacyjny, przelotny romans, większe szanse mają „testosteronowcy”, natomiast bardziej łagodne oblicza męskie są oceniane korzystniej jako partnerzy na „że cię nie opuszczę, aż do śmierci”. Kobieta zmienną jest, jak mawiają. Jednak wszystkie te wyniki wskazują na pewną konsekwencję i mają głęboki, ewolucyjny sens.

Starając się znaleźć najbardziej korzystne, zdrowe geny, sensownie jest szukać w płodnym okresie cyklu mężczyzny buzującego testosteronem. Na nieszczęście nie jest on dobrym partnerem dłużej niż na jedną noc – istnieje bowiem mała szansa, że samiec tego typu zechce się zaopiekować kobietą w ciąży, czy też inwestować w swoje potomstwo. Dlatego też reszta miesiąca należy do łagodniejszych twarzy, które mogą świadczyć o bardziej partnerskim sposobie działania. Mając jednak zapewnioną stabilność w postaci stałego związku z kimś, kto będzie inwestował w rodzinę, płeć piękna może sobie pozwolić na luksus spokojnych poszukiwań zdrowszego źródła genów – stąd większe wahania zajętych kobiet. Co ciekawe, stosowanie ustnej antykoncepcji neguje wszystkie wyżej wymienione efekty. Przez ingerowanie w cykl, tabletki zdają się zaburzać naturalne fluktuacje preferencji.

Z mężczyznami sytuacja wygląda zgoła inaczej. Tabletek antykoncepcyjnych nie biorą, ale i tak nie miałyby one co zaburzać. Sposób działania samców jest, co tu dużo mówić, dość prostolinijny. Przez to, że po przekazaniu materiału genetycznego mogą oddalić się w bliżej nieokreślonym kierunku, nie zaznając konsekwencji natury biologicznej (choć powinni liczyć się z pewnymi przykrymi konsekwencjami natury kulturowej), najlepszą strategią, którą mogą przyjąć, to, mówiąc kolokwialnie, „często i gęsto”. Potwierdzają to wyniki badań – Buss i Barnes pokazali facetom listę 67 cech pożądanych u partnerki. Wybór był spory – od urody, po umiejętność rozumienia innych. By zwiększyć pulę dostępnych partnerek do związku krótkotrwałego, ochotnicy byli gotowi stanowczo obniżyć wymagania aż 41 cech44. Na co dzień jednak również szukają jak najzdrowszej matki dla swoich dzieci – to one mogą im zapewnić niejako nieśmiertelność genów, więc wypadałoby, żeby radziły sobie z kłopotliwymi drobnoustrojami. Dlatego też należałoby się spodziewać, że kobieca twarz, ukazująca wysoki poziom estrogenu, będzie dla nich atrakcyjna. W tym jednak wypadku mężczyzna musi ocenić nie tylko układ odpornościowy, lecz i coś ponad to.

Estrogeny, pojawiając się w okresie dojrzewania, zmieniają ciało kobiety. Wysyłają tym samym sygnał przygotowania młodej damy do rozpoczęcia życia seksualnego. Ponieważ w przypadku kobiet wiek ma duże znaczenie jeśli chodzi o skuteczność i możliwość reprodukcji, dość ważną umiejętnością wydaje się rozpoznanie przez mężczyznę ile wiosen spędziła na ziemskim padole potencjalna partnerka. W tym zadaniu również pomaga estrogen, którego poziom zmniejsza się razem z rosnącą liczbą w metryce płci pięknej. Wykształcone wcześniej młodzieńcze cechy, takie jak wydatne, jędrne usta, wydają się zanikać. Poziom feminizacji kobiecej twarzy zdaje się korelować z młodym wiekiem, a co za tym idzie, jak to ładnie ujmują psychologowie ewolucyjni, z wysokim potencjałem reprodukcyjnym45. I jak z tym zgadywaniem radzą sobie mężczyźni?

Bardzo zgrabnie zbadał to Smith. Naukowiec, razem ze swoim zespołem, pobrawszy próbki moczu od ochotniczek, miał łatwy dostęp do informacji odnośnie ilości hormonów buszujących w ich ciałach. Okazało się, że wysoki poziom estrogenu w późnej fazie folikularnej wpływał na wysoką ocenę atrakcyjności, kobiecości i zdrowia twarzy badanych46. A dokładnie jakie zmiany na twarzy, które tak podobają się mężczyznom, powoduje omawiany hormon płciowy?

Układ odpornościowy? Akuku!Grammer i Thornhill w badaniu z 1994 roku testowali parę hipotez o źródłach atrakcyjności – wśród nich znalazła się ta dotycząca proporcji twarzy. Prezentowane ochotnikom, cyfrowo modyfikowane zdjęcia, były oceniane na skalach atrakcyjności, skłonności do dominacji, seksowności oraz zdrowego wyglądu. Jak można się było spodziewać (albo i nie – zależnie od dnia cyklu ochotniczek) atrakcyjność mężczyzn rosła razem z szerokością szczęk, oraz ust. U kobiet atrakcyjne i seksowne okazały się uwydatnione kości policzkowe47. Dość szczegółowo zostały również zbadane markery, czyli znaczniki, bezpośrednio związane z oceną kobiecej twarzy jako młodej. By ujednolicić używaną w badaniach terminologię (czyt. by naukowcy mogli używać słów, które są wystarczająco niezrozumiałe dla niewtajemniczonych śmiertelników), stworzono pojęcie neotenii twarzowej. Jest to różnica pomiędzy wiekiem biologicznym, określonym przez analizę wyglądu, a metrykalnym. Kobieta o neotenicznej twarzy wygląda więc młodziej niż jej rówieśniczki, a co za tym idzie – atrakcyjniej. Płeć piękna swoją neoteniczność ukazuje poprzez szeroko rozstawione, duże oczy, małą wysokość nosa oraz wydatne usta48,49.

By rzetelnie odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule musimy poruszyć jeszcze jeden temat – chodzi o długość fali elektromagnetycznej, czyli, innymi słowy, rzecz idzie o kolory.

Barwy oddziałują na człowieka i to w, co tu kryć, bardzo ciekawy sposób. Niebieskie światło przykładowo sprawia, że nasza pamięć wyraźnie się poprawia. Ale to czerwony kolor nie ma sobie równych w manipulowaniu człowiekiem oraz majstrowaniu przy wynikach rozgrywek sportowych. Dość powiedzieć, że abstrahując od umiejętności i siły bokserzy, zapaśnicy czy zawodnicy taekwondo częściej wygrywają, gdy są ubrani na czerwono. Z badań statystycznych wynika również, że ubrani na czerwono piłkarze strzelają więcej bramek50.

Kolory są dla nas ważne, ponieważ są nośnikiem informacji. Gdy dostrzeżemy u rozmówcy zmianę odcienia skóry na twarzy, możemy powiedzieć coś więcej o jego stanie wewnętrznym. W świecie mniej rozwiniętych cywilizacyjnie zwierząt, czerwony bardzo często jest oznaką świadczącą o seksualnej jakości samca, zależnej od testosteronu chęci dominacji. U ludzi to głównie gniew i złość kojarzone są z występowaniem tego koloru na fizjonomii. W sytuacjach stresujących krew nabiegająca na widoczne partie skóry może być oznaką chęci dominacji, w odróżnieniu od bladości, oznaczającej strach i ucieczkę. Tym sposobem, decydując się na czerwony ubiór, możemy być postrzegani jako bardziej agresywni. Ale czy barwa wpłynie na postrzeganą atrakcyjność?

Andrew J. Elliot razem ze współpracownikami, postanowił to sprawdzić. Najpierw pokazywał ochotniczkom zdjęcie portretowe mężczyzny. Zależnie od wylosowanej przez uczestniczkę grupy, sylwetka na fotografii przedstawiona była z białą, bądź czerwoną ramką. Tak prosta manipulacja wystarczyła, by osoba na białym tle otrzymała średnio 5,67 punktów na skali atrakcyjności, a na szkarłatnym – 6,79. W następnym eksperymencie tło pozostało takie samo, zmieniała się natomiast barwa ubrania. Fotografowany prezentował się badanym w niebieskiej lub czerwonej koszulce. Ta druga postać oceniana była jako bardziej atrakcyjna i bardziej skłonna do zachowań seksualnej natury. Co ważne, czerwona koszulka sprawiała, że mężczyzna był postrzegany jako osoba o wyższym statusie51. Tutaj możecie przyjrzeć się prezentowanym ochotnikom zdjęciom.

Kolory, kolory widzę!W kolejnym badaniu Elliot, tym razem z Danielą Niesta, zajął się badaniem atrakcyjności płci pięknej. Pokazywał on ochotnikom zdjęcie kobiecej twarzy w czerwonej, zielonej, szarej lub białej ramce. Podobnie jak w przypadku mężczyzny, kobieta otoczona szkarłatem oceniana była jako bardziej atrakcyjna. Określano ją także jako bardziej pociągającą seksualnie. W innym eksperymencie naukowcy zmienili nie tło, ale kolor ubrania. Ochotnicy otrzymali również dodatkowe pytania odnośnie potencjalnego randkowania. Czerwony kolor ubrania nie tylko kolejny raz zwiększył atrakcyjność użytkowniczki – wpłynął również na większą chęć ochotników do spotkania z ocenianą kobietą. Co ciekawe, powiększył też deklarowaną kwotę, którą mężczyźni wydaliby na teoretycznej randce mając do dyspozycji 100 dolarów. Niebieska sukienka zasługiwała na kolację za ok. 30$. Czerwień podbijała jakość restauracji do prawie 60$52.

Czerwień u mężczyzn może oznaczać dominację – a co może oznaczać u kobiet, skoro jej skłonność do dominacji jest elementem w większości przypadków, mało atrakcyjnym? Inspiracji można szukać w sztuce, którą płeć piękna rozwija od wieków i która zawsze miała jakieś tajemnicze, drugie dno. Wszak czy ktoś jeszcze wierzy, że „przypudrowanie noska” znaczy naprawdę tylko przypudrowanie noska?

I tym samym dochodzimy do odpowiedzi na zadane na wstępie pytanie. W poprzednio cytowanym badaniu Smitha, gdy ochotnicy oceniali zdjęcia kobiet, które nosiły make-up, poziom estrogenu nijak się miał do ich atrakcyjności, kobiecości, czy zdrowia. Grammer i Thotnhill napisali więc, że kobiety nie malują się po to, by ujednolicić, uśrednić swoją twarz, tylko po to, by podkreślić drugorzędne cechy płciowe. Chwalą się w ten sposób niejako sztucznie swoim układem odpornościowym, tuszując nie tylko rzęsy, ale i niekiedy niski poziom estrogenu. Nie jest to koniec magii make-up’u.

Naturalnie czerwone usta i policzki świadczą o krwi przepływającej w podskórnych naczyniach krwionośnych. W surowych warunkach, gdy organizm musi walczyć o utrzymanie ciepłoty ciała, tego rodzaju rumiane policzki to fanaberie – istne marnotrawstwo temperatury. Takie szastanie Celsjuszami musi świadczyć o wytrzymałości organizmu. Mógł on sobie przecież pozwolić na wydatne, czerwone wargi, jednocześnie nie padając po drodze z zimna i wycieńczenia53. Chwalenie się rozrzutnością cieplną oraz potęgowanie cech płciowych – oto prawdziwe powody, dla których panie szminkują usta, a policzki barwią czerwienią. Trzeba jednocześnie przyznać, że wybierając elementy twarzy do naznaczenia farbą, trafiły – jak zwykle – idealnie. By to ładnie zobrazować, mała zagadka: czytelniku, odpowiedz proszę, która twarz należy do mężczyzny, a która do kobiety?

iluzja kobieta i mężczyzna

Która twarz należy do kobiety, a która do mężczyzny?

Zadanie proste – przecież lewe lico jest wyraźnie kobiece, a prawe męskie, prawda? Nic bardziej mylnego. Struktura obu fizjonomii została uśredniona, by nie przedstawiała żadnych cech charakterystycznych dla hormonów działających w tle. Jedyna różnica to kontrast między ustami, oczami a skórą twarzy. Iluzja ta, autorstwa psychologa Richarda Russella, pokazuje, jak ważnym źródłem informacji są dla nas kolory występujące na twarzy i jak łatwo podejmujemy decyzję o określeniu płci na podstawie tylko wyraźnie zaznaczonych, czerwonych ust.

Tym samym, po przeczytaniu trzech części cyklu wiemy już, że najlepszym możliwym komplementem dla naszej drugiej połówki jest zdanie, że jej neoteniczna twarz o niskiej fluktuacji asymetrycznej przypomina bardzo średniego, czerwonego ptaka. Lecz jeśli tekst ten użyty w barze jako początek podrywu nie zadziała tak, jak planowaliśmy, a jedyna czerwień na twarzy, która u nas wystąpi, będzie w kształcie damskiej dłoni, na kolejne, może bardziej trafne stwierdzenia, poczekajcie do następnego wpisu ;)

Jest to ostatnia część cyklu mająca przybliżyć najnowsze badania w temacie atrakcyjności twarzy. Oto odnośniki do poprzednich materiałów:

1. Z czym jest nam do twarzy?
2. Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie?
3. Dlaczego nie warto się wyróżniać?
4. Dlaczego kobiety się malują?

Zdjęcia autorstwa niceones77, martinak15, Panfilov i Qsimple.
Iluzja – Russell, R. (2009). A sex difference in facial contrast and its exaggeration by cosmetics Perception, 38 (8), 1211-1219 DOI: 10.1068/p6331
36 – Rhodes, G., Chan, J., Zebrowitz, L., & Simmons, L. (2003). Does sexual dimorphism in human faces signal health? Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences, 270 (Suppl_1) DOI: 10.1098/rsbl.2003.0023
37 – Perrett DI, Lee KJ, Penton-Voak I, Rowland D, Yoshikawa S, Burt DM, Henzi SP, Castles DL, & Akamatsu S (1998). Effects of sexual dimorphism on facial attractiveness. Nature, 394 (6696), 884-7 PMID: 9732869
38 – BOOTHROYD, L. (2007-10) Partner characteristics associated with masculinity, health and maturity in male faces. Personality and Individual Differences, 43(5), 1161-1173. DOI: 10.1016/j.paid.2007.03.008
39 – Booth, A., & Dabbs, J. (1993). Testosterone and men’s marriages. Social Forces, 72, 463–477.
40 – Fleming AS, Corter C, Stallings J, & Steiner M. (2002) Testosterone and prolactin are associated with emotional responses to infant cries in new fathers. Hormones and behavior, 42(4), 399-413. PMID: 12488107
41 – Rhodes, Gillian. (2005-3) Attractiveness and sexual behavior: Does attractiveness enhance mating success?. Evolution and Human Behavior, 26(2), 186-201. DOI: 10.1016/j.evolhumbehav.2004.08.014
42 – Penton-Voak IS, Perrett DI, Castles DL, Kobayashi T, Burt DM, Murray LK, & Minamisawa R. (1999) Menstrual cycle alters face preference. Nature, 399(6738), 741-2. PMID: 10391238
43 – Penton-Voak, I.S. (2000-1) Female preference for male faces changes cyclically. Evolution and Human Behavior, 21(1), 39-48. DOI: 10.1016/S1090-5138(99)00033-1
44 – Buss, David M. (1986) Preferences in human mate selection. Journal of Personality and Social Psychology, 50(3), 559-570. DOI: 10.1037//0022-3514.50.3.559
45 – Ian Penton-Voak, David I. Perrett (2000) Consistency and Individual Differences in Facial Attractiveness Judgements: An Evolutionary Perspective.
46 – Smith MJ, Perrett DI, Jones BC, Cornwell RE, Moore FR, Feinberg DR, Boothroyd LG, Durrani SJ, Stirrat MR, Whiten S, Pitman RM, & Hillier SG (2006). Facial appearance is a cue to oestrogen levels in women. Proceedings. Biological sciences / The Royal Society, 273 (1583), 135-40 PMID: 16555779
47 – Grammer, Karl. (1994) Human (Homo sapiens) facial attractiveness and sexual selection: The role of symmetry and averageness. Journal of Comparative Psychology, 108(3), 233-242. DOI: 10.1037//0735-7036.108.3.233
48 – Jones, Doug. (1993-9) Criteria of facial attractiveness in five populations. Human Nature, 4(3), 271-296. DOI: 10.1007/BF02692202
49 – Jones, D. (1995). Sexual Selection, Physical Attractiveness, and Facial Neoteny: Cross-cultural Evidence and Implications Current Anthropology, 36 (5) DOI: 10.1086/204427
50 – Hill, R., & Barton, R. (2005). Psychology: Red enhances human performance in contests Nature, 435 (7040), 293-293 DOI: 10.1038/435293a
51 – Elliot AJ, Kayser DN, Greitemeyer T, Lichtenfeld S, Gramzow RH, Maier MA, & Liu H (2010). Red, rank, and romance in women viewing men. Journal of experimental psychology. General, 139 (3), 399-417 PMID: 20677892
52 – Elliot AJ, & Niesta D (2008). Romantic red: red enhances men’s attraction to women. Journal of personality and social psychology, 95 (5), 1150-64 PMID: 18954199
53 – Zahavi, A, A, Zahavi, (1997). The handicap Principle. A missing Piece of Darwin’s Puzzle. Oxford University Press.

20 komentarzy

Dlaczego nie warto się wyróżniać?

Czy ona się wyróżnia?

Druga połowa XIX wieku. Sir Francis Galton zamyka z trzaskiem drzwi do swojego laboratorium. Ostatnie krople deszczu spływają po pelerynie naukowca. Policja już niedługo przyjmie z ochotą wymyśloną przez niego metodę identyfikacji więźniów na podstawie odcisków palców – lecz to nie pora na odpoczynek. Drążony ciekawością podróżnik obmyśla szaleńcze idee. Nie powstrzyma go nawet kuzyn, Charles Darwin, z którym profesor wymienia się listami. Nie czas przecież na strofowanie – przestępstwa są plagą Wielkiej Brytanii, trzeba coś z tym zrobić! Niewielu zdobyłoby się na tak szalony, a jednocześnie genialny pomysł – trzeba stworzyć bestię, z wielu twarzy przestępców stworzyć jedno lico ostatecznego drania! Ono wyjawi nam prawdę!

Mija kilka nieprzespanych nocy. W mroku laboratorium poranki zlewają się z wieczorami. Za oknem znowu zaczynają grzmieć błyskawice, rozświetlając na chwilę tajemnicze wnętrza starego zamczyska. Nagle rozlega się przeraźliwy śmiech, rozchodząc się głuchym echem po średniowiecznej budowli – to sir Galton zakończył swój diabelski eksperyment! Bestia żyje! I… jest całkiem ładna.

Chociaż zapewne przekoloryzowałem (tylko odrobinę) same okoliczności badania, faktem jest, że sir Galton jako pierwszy sporządził z wielu fotografii twarzy jedną, uśrednioną. Wymyślona przez niego metoda łączenia zdjęć była skomplikowana i misterna. Mając dostęp do kartotek policyjnych magazynował zdjęcia skazanych złoczyńców.

Zdjęcia złoczyńców

Połączone zdjęcia złoczyńców z laboratorium Galtona. Po lewej widzimy połączone lica 9 mężczyzn, po prawej 5. Środkowa jest kompozytem obu, czyli, według badacza, jest to twarz prawdziwego zwyrodnialca.

Tworząc z nich jeden portret miał nadzieję na uzyskanie podobizny typowego przestępcy, osoby skorej do wstąpienia na złą ścieżkę. Mając w zanadrzu rysopis przestępczego delikwenta można by łatwo identyfikować i obserwować, jeśli nie zamykać, potencjalnych kryminalistów. Idea okazała się chybiona, jednakże to właśnie sir Francisowi Galtonowi, jako pierwszemu przypadł zaszczyt zaobserwowania zaskakującego faktu, iż powstała na skutek uśrednienia wielu portretów gęba (chyba mogę użyć tego określenia przez wzgląd na charakter sfotografowanych osób) wydaje się być atrakcyjniejsza od poszczególnych „ochotników”31. Nauka XX wieku szybko podchwyciła ten temat.

Uśrednianie twarzy różnymi metodami

Korzystając już z metod komputerowych nabrano większej wprawy w tworzeniu uśrednionych fizjonomii. Zmarły naukowiec nie baczył wszak na kształt twarzy – gdy łączył facjaty starał się tak ustawić zdjęcia, by źrenice obu kryminalistów były w tym samym miejscu. Kształt czaszki jest u każdego inny, dlatego twarze Francisa były niekiedy niewyraźne niczym aktorzy w reklamach środków przeciw grypie. Nowoczesne metody, w tym używana przez Uniwersytet w Aberdeen, dopasowują również owal sfotografowanych oblicz, dając bardzo wyraźne i ostre wyniki.

Lepszej jakości są również wykorzystywane zdjęcia. Tak rzeźbione uśrednione oblicza okazały się rzeczywiście wyżej oceniane przez badanych, niż średnia ocen każdej twarzy z osobna32. Doprowadziło to do powstania hipotezy uśredniania, której sztandarowym hasłem stało się zdanie „Attractive faces are only average” (ang. Atrakcyjne twarze są po prostu średnie). Cyfrowe zdjęcia stały się gorącym towarem w świecie psychologii piękna, lecz nie tylko pracownicy uczelni mogą się nimi pobawić. Wszystko to za sprawą Lisy DeBruine oraz Bena Jonesa pracujących w ww. Uniwersytecie Aberdeen. Są oni autorami projektu Faceresearch, gdzie, prócz zasięgnięcia informacji odnośnie najnowszych badań na temat piękna średnich twarzy, można sobie samemu wybrać zdjęcia do uśrednienia i obserwować jak ludzie pięknieją z liczbą zaznaczonych fotografii. Aplikacja dostępna jest tutaj: PYK! (Świetna!)

Połączone twarze kobiet

Połączone twarze mężczyzn

Połączone twarze kobiet

Uważny czytelnik mógłby w tym miejscu zauważyć, że kobieca twarz sporządzona z 20 zdjęć może nabrać symetryczności, która sama w sobie może być atrakcyjna. Nawet Galton, jak i późniejsi znawcy tematu, mogli mylnie zinterpretować przyczynę rosnącego z uśrednieniem piękna. Spieszę donieść, że nawet gdy czynnik FA, czy gładkości skóry, był kontrolowany, efekt uśrednienia występował w pełnej krasie33. Więc dlaczego średnia twarz miałaby być bardziej atrakcyjna?

Niektórzy autorzy sugerują, że uśredniona twarz może być oznaką heterozygotyczności. Oznaczałoby to, że mechanizm stojący za atrakcyjnością tej cechy fizjonomii podobnie działa, jak w przypadku symetryczności. Średnia twarz oznacza, że organizm, posiadając dobre geny, poradził sobie z niebezpieczeństwami rozwoju. Ciekawsze hipotezy wysuwają jednak psychologowie poznawczy, porównując uśrednioną twarz do jej… mentalnego prototypu.

Mentalny prototyp twarzy?

Każdy z nas stara się zrozumieć obserwowany świat. Jest on bądź, co bądź, dość skomplikowany. Pomocne okazują się kategorie pojęć, które posiadamy lub tworzymy na bieżąco. Mając dużo tego typu zbiorów możemy łatwo szufladkować każdy napotkany element, budując stabilne wyobrażenie o rzeczywistości. Wśród różnych teorii opisujących metody porządkowania, którymi posługuje się nasz mózg, przebija się pogląd probabilistyczny. Koncepcja ta mówi, że prototypem kategorii jest sumaryczny opis wszystkich egzemplarzy do tej kategorii włączonych. Tym samym uśrednione ludzkie lico będzie bardzo bliskie typowemu wyobrażeniu twarzy. Może to skutkować szybszym i przyjemniejszym przetwarzaniem takiego „bodźca”. Brzmi dziwnie, jak na definicję piękna, ale czy to może być prawdziwe wytłumaczenie? Bardzo możliwe. Dowodów na to dostarczają Rhodes i Halberstadt. Na dodatek w eksperymencie, który z twarzą nie ma nic wspólnego.

Procedura wyglądała następująco – osoba badana, po wejściu do pokoju, siadała przed monitorem laptopa. Następnie eksperymentator tłumaczył, na czym polega zadanie – ochotnik musiał ocenić albo atrakcyjność danego przedmiotu, albo odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo obiekt jest typowy, bądź znajomy. Na ekranie zaś wyświetlało się 50 zdjęć zegarków na rękę, 50 rysunków ptaków, oraz 50 obrazków przedstawiających psy. Jeśli hipoteza uśredniania dotycząca atrakcyjności byłaby zbudowana na fundamencie dobrych genów, nie należałoby się spodziewać, że również i typowe zegarki staną się bardziej atrakcyjne. Tak jednak się stało – im bardziej czasomierze, ptaki i psy były oceniane przez jednych jako typowe, tym bardziej u innych rosła ich atrakcyjność34.

Niezależnie od źródła tego efektu, świat naukowy doszedł do konsensusu, że uśredniana twarz wydaje się być istotnie bardziej atrakcyjna. Pojawił się jednak nowy problem. Część badań udowodniła, że odpowiednio modyfikując rysy, można lico uczynić jeszcze piękniejszym – a przecież odchodziło się w ten sposób od prototypu! Zagadka Afrodyty nie została więc jeszcze do końca wyjaśniona…

Czy bycie średniakiem pomaga w życiu?

Chociaż bycie symetrycznym i uśrednionym ma niewątpliwie swoje plusy, nie są to jedyne właściwości, w których organizm może dać znać o swojej wewnętrznej wartości. Psychologowie ewolucyjni w iście tytanicznej pracy poszukiwali również innych korelatów atrakcyjności, uwidaczniających się na obliczach. Dokładna analiza rozmieszczenia i wielkości poszczególnych elementów fizjonomii często ujawniała ciekawe zależności. Cunningham, razem z kolegami odkrył, że atrakcyjne u mężczyzn są duże oczy, wyraźnie zarysowane kości policzkowe i wydatna szczęka. Tylko nos uznano za najbardziej urodziwy, gdy jest średniej wielkości35. Czasami więc rozmiar wydaje się mieć znaczenie. Wypadałoby jednakże dokładnie wiedzieć czego rozmiar i czy lepiej jest mieć coś mniejszego, czy większego. Ale o tym opowiem już w następnym wpisie… ;)

Jest to trzecia część cyklu, która ma przybliżyć zainteresowanym koncepcję piękna wyczytanego z twarzy. Oto odnośniki do wszystkich tekstów:

1. Z czym jest nam do twarzy?
2. Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie?
3. Dlaczego nie warto się wyróżniać?
4. Dlaczego kobiety się malują?

31 – Galton, F. (1879). Composite Portraits, Made by Combining Those of Many Different Persons Into a Single Resultant Figure. The Journal of the Anthropological Institute of Great Britain and Ireland, 8 DOI: 10.2307/2841021
32 – Langlois, Judith H. (1990-03) ATTRACTIVE FACES ARE ONLY AVERAGE. Psychological Science, 1(2), 115-121. DOI: 10.1111/j.1467-9280.1990.tb00079.x
33 – Rhodes, G. (1999-01-01) Are Average Facial Configurations Attractive Only Because of Their Symmetry?. Psychological Science, 10(1), 52-58. DOI: 10.1111/1467-9280.00106
34 – Halberstadt, J. B., & Rhodes, G. (2000). The attractiveness of non-face averages: Implications for an evolutionary explanation of the attractiveness of average faces. Psychological Science, 11, 289-293
35 – Cunningham, M., Barbee, A., & Pike, C. (1990). What do women want? Facialmetric assessment of multiple motives in the perception of male facial physical attractiveness. Journal of Personality and Social Psychology, 59 (1), 61-72 DOI: 10.1037//0022-3514.59.1.61
Zdjęcia autorstwa: tibchris, Rebecca Somaya Bakkejord, geishaboy500, yul

17 komentarzy

Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie?

Co może kryć się za atrakcyjnością twarzy? Szukając wymarzonej drugiej połówki realizujemy pogoń za dobrymi genami. To one, w połączeniu z naszymi własnymi, pozwolą stworzyć coś wyjątkowego – przedłużenie własnej historii. Dlatego też oceniając czyjś potencjał jako partnera (czyli, poniekąd jego atrakcyjność) musimy baczyć na oznaki, świadczące o jakości jego genotypu. Jest to dość proste, ponieważ nasz dzisiejszy wygląd jest wypadkową wszelkich doznanych wcześniej, także w życiu płodowym, problematycznych sytuacji. Jeśli w obliczu kłopotów nasz organizm nie poradził sobie z nimi dostatecznie dobrze, odbije się to na naszym obliczu, jak i całym ciele. Pierwszą omawianą tutaj oznaką dobrego genotypu, czyli takiego, który radzi sobie z przeciwnościami losu, może być symetryczność.

Jak przypuszczają Fink i Penton-Voak obustronna symetryczność biologicznych cech może być świetnym sposobem na ocenę ogólnej jakości zdrowia danego organizmu. Tak w łonie matki, jak i po urodzeniu, musimy walczyć z niezliczoną liczbą wrogów. Jeśli mimo wszystko uda się nam wykształcić idealnie symetryczne ciało17, będzie to oznaką tego, że rozwój przebiegał optymalnie, zgodnie z planem zapisanym w DNA. Nawet jeśli po drodze organizm musiał zmierzyć się z patogenami, miał na tyle energii i zdrowia, by ciało rosło prawidłowo.

Rzeczywiście, symetryczność zdaje się korelować z genetyczną heterozygotycznością, czyli z posiadaniem przez organizm różnych wariancji genów. Osobniki, odznaczające się w dużym stopniu heterozygotycznością, są mniej narażone na choroby genetyczne. Ponadto, posiadając większe zróżnicowanie alleli, lepiej radzą sobie w walce ze szkodliwymi drobnoustrojami, pasożytami. Wrogom naszego organizmu zdecydowanie trudniej się bowiem dostosować, jeśli jego system obrony jest skomplikowany. Znając teoretyczne podstawy wydaje się więc, że symetryczność powinna być atrakcyjna. Sprawdzenie tej hipotezy kosztowało naukowców trochę nerwów.

Symetryczne to piękne?

Na początku swojej przygody z testowaniem piękna symetryczności badacze otrzymywali wyniki negatywne. Idealnie symetryczne fizjonomie były oceniane gorzej, niż oryginalne zdjęcia. Paru psychologom posiwiały włosy, sprzedaż uspokajającej melisy na terenie uczelni zapewne podskoczyła, lecz efekt, zupełnie niezgodny z przyjętą teorią, na złość się utrzymywał. Do czasu. Eksperymenty przeprowadzone w latach późniejszych coraz częściej ukazywały, że to jednak symetryczne twarze wyróżniają się pięknem. Rhodes, po analizie opublikowanych prac, doszedł do wniosku, że zawiniła tutaj metoda tworzenia materiałów do oceny. W połowie lat dziewięćdziesiątych symetryczność lica tworzono przez odbicia lustrzane. Tak spreparowane chimery musiały wyglądać nienaturalnie – wszelkie odchylenia od normy w którąkolwiek stronę były od razu potęgowane. Gdy technika obróbki graficznej poszła do przodu, psychologowie zaczęli tworzyć materiały innym sposobem. Odbicie lustrzane dalej było przydatne, lecz ową chimerę naukowcy łączyli z oryginalnym zdjęciem, tworząc bardziej naturalną, choć jednocześnie bardziej symetryczną twarz. Dopiero taka kreacja w wielu badaniach zdołała potwierdzić założone hipotezy18, powodując spokojny sen u niejednego teoretyka socjobiologii.

Stara metoda pozyskiwania materiałów do badań była niewłaściwa z prostego powodu – nikt z nas nie jest idealnie symetryczny. Każdy posiada większe bądź mniejsze wahania asymetryczne (FA), które automatycznie karykaturowały lustrzane odbicia. Według Ludwiga, te niesymetryczności są oznaką działania czynników stresujących i zaburzających w rozwoju płodowym, które to czynniki w mniejszym czy większym stopniu oddziaływały na każdego z nas19. Badacze skupili się więc na poszukiwaniach korelatów, które występują razem z niskim poziomem FA, czyli nie idealną, ale wyraźniejszą symetrycznością. Niektóre znaleziska są więcej niż interesujące.

Eh, też bym chciał tablet...

Thornhill i Moller wykryli przykładowo, że niski poziom FA wiąże się z dobrym zdrowiem tak ciała, jak i psychiki20. Co więcej, wszystko wskazuje na to, że kobiety i mężczyźni o wysokiej symetryczności są bardziej płodni, oceniani nie tylko jako osoby bardziej atrakcyjne21, ale mają również więcej partnerów seksualnych, są bardziej atletycznie zbudowani oraz częściej popełniają zdrady22. Po części jest to zrozumiałe, ponieważ mężczyzna o niskim poziomie FA częściej zapewnia swojej partnerce orgazm23 oraz lepiej tańczy24.

O poziomie FA może świadczyć również sam zapach. Thornhill i Gangestad poprosili studentów, by na noc założyli czyste, przygotowane przez autorów badania podkoszulki. Następnie zostały one zapakowane w plastikowe worki oraz rozdysponowane kobietom, by te oceniły, który zapach preferują. Większość kobiet nie poradziła sobie z rozróżnieniem woni różnych samców – lecz nie wszystkie. Te, które były w płodnym okresie cyklu, wyżej oceniały zapach koszulek, należących do mężczyzn o niskim poziomie fluktuacji25. Jeśli jednak nie mamy zdjęcia ani koszulki, możemy symetryczność ocenić za pomocą samego głosu. Hughes udowodnił, że głos osób o niskim FA jest oceniany jako atrakcyjniejszy od tego, wydawanego przez osoby o wysokim FA26.

Symetryczność, to nie tylko atrakcyjność, płodność, zdrady i dzikie tańce. Osoby o niskim poziomie FA są również w innych dziedzinach oceniane są specyficznie. Fink, razem ze współpracownikami, dał ochotnikom do oceny 20 zdjęć kobiet. Portrety płci pięknej różniły się poziomem symetryczności. Bacząc, by to nie atrakcyjność sama w sobie wpłynęła na wyniki, badaczom udało się dojść do wniosku, że symetryczne twarze są oceniane jako należące do osób nastawionych bardziej społecznie, zdrowych, inteligentnych, z wysokim poczuciem własnej wartości, żywiołowych i zbalansowanych. Twarze mało symetryczne były natomiast własnością osób niespokojnych27. Kolejne badania potwierdzały efekt, dość jednoznacznie określając piękno idei symetrii.

Puste naczynia po udanej imprezie

Wiemy już, że ta cecha jest ważnym składnikiem atrakcyjności. Jednakże jaki związek ma ona z pytaniem tytułowym wpisu? Wbrew pozorom – bardzo duży. Podczas poddawania się alkoholowej rozrywce jesteśmy bardziej otwarci towarzysko. Osobiste hamulce i granice zaczynają się topić niczym lód w drinku, ludzie wyglądają jakby bardziej przystępnie. Psychologowie z Wielkiej Brytanii zaciekawieni tym zjawiskiem wybrali się późnym wieczorem do baru. Żeby jakoś usprawiedliwić władzom wydziału nocny wypad (bo przecież wszyscy wiemy, że chcieli się po prostu napić piwa), zabrali ze sobą laptop. Trzeźwym albo pijanym ochotnikom, zwerbowanym w barach kampusu, uczelni naukowcy pokazywali na ekranie komputera dwie twarze – badani musieli wybrać, która według nich jest bardziej atrakcyjna. Następnie ukazywała się pojedyncza twarz, a imprezowicze musieli powiedzieć, czy jest ona symetryczna, czy też nie. Okazało się, że trzeźwi (jeszcze) ochotnicy mieli dużo większą preferencję do twarzy symetrycznych. Było to spowodowane tym, że pijani gorzej radzili sobie z rozpoznaniem symetryczności na później wyświetlanym pojedynczym zdjęciu. Alkohol zaburzał umiejętność percepcji FA i przez to czynnik ten miał mniejsze znaczenie przy ocenie atrakcyjności28. Tym samym asymetryczni koledzy i koleżanki nagle stawali się trochę ładniejsi.

To jeszcze nie wszystko. Efekt alkoholowej intoksykacji jest inny dla kobiet i mężczyzn. Po rozłożeniu alkoholu przez organizm mężczyznom wraca rozum do głowy. U kobiet sprawa jest bardziej skomplikowana. Badacze z Lakehead University w Kanadzie przygotowali pary zdjęć twarzy męskich. 45 ochotniczek, prócz wypełnienia ankiety dotyczącej częstotliwości spożywania napojów wyskokowych, musiało ocenić, która facjata jest bardziej symetryczna. Nawet, gdy w chwili badania kobiety były trzeźwe, to już średnia 5 drinków w miesiącu wpływała negatywnie na umiejętność poprawnej oceny FA. Alkohol zdaje się więc wywierać bardziej długofalowy efekt na mózgi kobiece, niż na męskie29.

Gazowana limonka

Dla imprezowiczów (zwłaszcza męskich) mamy jeszcze jedną dobrą wiadomość. Jedna z hipotez uzależnienia od nikotyny mówi, że narkotyk ten wpływa na odczuwanie większej przyjemności z innych hedonistycznych aktywności. Innymi słowy, z „petem” wszystko smakuje lepiej. Angela Attwood razem z kolegami sprawdziła, jak nikotyna wpłynie na ocenę atrakcyjności. Ku uciesze okazjonalnych palaczy, grupa, która wypaliła nikotynowego papierosa, wyżej oceniała atrakcyjność ludzi pokazanych na zdjęciach niż ci, co wypalili beznikotynowego dymka30.

Wiemy już, że fajnie jest być symetrycznym (albo nosić ze sobą piersiówkę i wagon fajek). Piękno jest jednak zbyt skomplikowanym konstruktem, by mogło być ograniczone tylko do jednej zmiennej. Kopmy więc dalej, eksplorując problem poszukiwania dobrych genów…

Jest to druga część cyklu, która ma przybliżyć zainteresowanym koncepcję piękna wyczytanego z twarzy. Oto odnośniki do wszystkich tekstów:

1. Z czym jest nam do twarzy?
2. Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie?
3. Dlaczego nie warto się wyróżniać?
4. Dlaczego kobiety się malują?

17 – Fink, B., & Penton-Voak, I. (2002). Evolutionary Psychology of Facial Attractiveness Current Directions in Psychological Science, 11 (5), 154-158 DOI: 10.1111/1467-8721.00190
18 – Rhodes, Gillian. (2006-01) The Evolutionary Psychology of Facial Beauty. Annual Review of Psychology, 57(1), 199-226. DOI: 10.1146/annurev.psych.57.102904.190208
19 – Ludwig, W. (1932). Das Rechts-Links Problem im Tierreich und beim Menschen. Berlin: Springer.
20 – Thornhill, R., & Moller, A. P. (1997-11) Developmental stability, disease, and medicine. Biological Reviews of the Cambridge Philosophical Society, 72(4), 497-548. DOI: 10.1017/S0006323197005082
21 – Thornhill, R., & Gangestad, S. W. (1994). Human fluctuating asymmetry and sexual behavior. Psychological Science, 5, 297–302.
22 – Gangestad, Steven W. (1997-3) The evolutionary psychology of extrapair sex: The role of fluctuating asymmetry. Evolution and Human Behavior, 18(2), 69-88. DOI: 10.1016/S1090-5138(97)00003-2
23 – Thornhill, Randy. (1995-1) Human female orgasm and mate fluctuating asymmetry. Animal Behaviour, 50(6), 1601-1615. DOI: 10.1016/0003-3472(95)80014-X
24 – Brown WM, Cronk L, Grochow K, Jacobson A, Liu CK, Popović Z, & Trivers R. (2005) Dance reveals symmetry especially in young men. Nature, 438(7071), 1148-50. PMID: 16372008
25 – Thornhill, R. (1999-5) The Scent of Symmetry A Human Sex Pheromone that Signals Fitness?. Evolution and Human Behavior, 20(3), 175-201. DOI: 10.1016/S1090-5138(99)00005-7
26 – Hughes, Susan M. (2002-5) The sound of symmetry. Evolution and Human Behavior, 23(3), 173-180. DOI: 10.1016/S1090-5138(01)00099-X
27 – Fink, B. (2006-08) Facial symmetry and judgements of attractiveness, health and personality. Personality and Individual Differences, 41(3), 491-499. DOI: 10.1016/j.paid.2006.01.017
28 – Oinonen, K. A. (2006-08-04) An inverse relationship between typical alcohol consumption and facial symmetry detection ability in young women. Journal of Psychopharmacology, 21(5), 507-518. DOI: 10.1177/0269881106073174
29 – Halsey LG, Huber JW, Bufton RD, & Little AC. (2010) An explanation for enhanced perceptions of attractiveness after alcohol consumption. Alcohol (Fayetteville, N.Y.), 44(4), 307-13. PMID: 20570085
30 – Attwood, A. S. (2009-01-01) Effects of acute nicotine administration on ratings of attractiveness of facial cues. Nicotine . DOI: 10.1093/ntr/ntn006
Zdjęcia autorstwa Étienne Ljóni Poisson oraz Mr.nomind

20 komentarzy

Z czym jest nam do twarzy?

Gloria Swanson

Gloria Swanson - aktorka, malarka, projektantka

Nie potrzebowaliśmy dialogu. Mieliśmy twarze.” – tym zdaniem słynna Gloria Swanson określiła charakter swojej kariery na srebrnym ekranie. Co prawda trudno oczekiwać od niej innej deklaracji, bowiem była gwiazdą kina niemego. Aktorka słusznie zauważyła jednak jak olbrzymią i ważną rolę pełni nasza fizjonomia. Twarz jest ośrodkiem 4 z pięciu zmysłów – smaku, węchu, słuchu i wzroku. Jest to również główna droga przyjmowania pokarmów, płynów (może wyłączając dziwne sposoby picia, praktykowane przez studentów…), czy pochłaniania życiodajnego tlenu. Nasze lico jest narzędziem werbalnej, jak i niewerbalnej komunikacji. Posiadając w dyspozycji ponad dwadzieścia mięśni mimetycznych, jesteśmy w stanie wyprodukować imponującą gamę emocjonalnych ekspresji, (co ciekawe jeden z mięśni odpowiedzialny za uzyskanie grymasu ekstremalnego strachu jest obecny tylko u 2/3 populacji1). I chociaż ludzie, walcząc ze zmarszczkami za pomocą botoxu, godzą się z utratą daru okazywania emocji (panie, które poddały się zabiegowi wstrzyknięcia jadu kiełbasianego nie tylko mają problem z ekspresją smutku i złości, lecz trudniej rozpoznają te emocje u innych osób2), nie sposób nie docenić roli, jaką odgrywa w naszym życiu twarz.

Duże znaczenie nadawane twarzy zdają się odzwierciedlać kulturowe zwyczaje. Tradycja hańbienia zmarłego przez grzebanie go fizjonomią w kierunku ziemi była zaskakująco powszechna, a tak właśnie spreparowane groby znajdywano od Peru po Koreę Południową3. My jednak chcielibyśmy skupić się na innej funkcji naszego lica – jako wyznacznika atrakcyjności. W sztuce The Mikado, jedna z postaci – Katisha, stara się zbagatelizować jego wartość mówiąc, że chociaż oblicze ma zwykłe, to reszta jej ciała jest piękna – ludzie przyjeżdżają z bardzo daleka, by móc oglądać jej lewą łopatkę, nie mówiąc już o skrajnie fascynującym prawym łokciu. Niestety dla Katishy, łopatek, oraz innych części ciała, badania psychologiczne wydają się potwierdzać zupełnie inną wersję.

Mimo, iż los nie uraczył mnie widokiem wyżej wspomnianego, choć tylko literackiego, spektakularnego łokcia, jestem więcej niż pewien, że były to czcze przechwałki. To twarz jest głównym i pierwszym elementem interakcji społecznych, dlatego też bardzo dużą wartość ewolucyjną przedstawiałaby umiejętność wyczytywania z fizjonomii jak największej ilości informacji o jej właścicielu. Rzeczywiście okazuje się, że ten mały bądź, co bądź element naszego ciała jest niezłą ściągą, z której każdy może korzystać. Na dodatek z ocenianiem innych po twarzach radzimy sobie zaskakująco sprawnie.

Odkryć tajniki piękna

Willis i Tudorov z Uniwersytetu w Princeton badali, jak krótka musi być ekspozycja twarzy, by ochotnicy mogli wydawać na jej podstawie sądy o człowieku. Pokazywali oni uczestnikom zdjęcia obcych ludzi, różnie określając czas ich wyświetlania na ekranie. Okazało się, że wystarczy mgnienie oka (czyt. 100 ms), byśmy ocenili czyjąś atrakcyjność, sympatyczność, godność zaufania, kompetencje czy skłonność do agresji. I to w stopniu równie trafnym, co gdybyśmy mieli i godzinę na obserwowanie fotografii. Zwiększanie czasu ekspozycji w gruncie rzeczy zmieniało głównie tylko pewność badanych, co do ich zdania o nieznajomym4. Co więcej, 100 milisekund zdaje się być wystarczającym czasem, by z 70% precyzją określić… orientację seksualną obcego mężczyzny5. Idąc dalej – przetwarzanie atrakcyjności nie musi być wcale świadome. Olson i Marshuetz pokazywali badanym zdjęcia przez skrajnie krótki czas – rzędu 13 milisekund (!), a i tak byli oni w stanie określić czy osoba była atrakcyjna, czy też nie6, a w codziennych kontaktach mamy przecież dużo więcej czasu, na przyglądanie się innym.

Wracając do atrakcyjności, to twarz, z wszystkich części naszego ciała, jest najbardziej odpowiedzialna za jej stopień. Możemy prężyć muskuły, możemy odsłaniać łydki i wciągać brzuch, a i tak gros odpowiedzialności za udaną randkę (zwłaszcza pierwszą) spadnie na barki fizjonomii. Krótkie pytanie pozwoli to lepiej zobrazować.

Wyobraź sobie, że jako singiel szukasz swojej drugiej połówki na lata. Przyjaciele chcą Ci kogoś przedstawić, opowiedzieli Ci już o tej osobie sporo i okazuje się, że jest nieomalże bliska ideału pod względem charakteru. Wypadałoby mimo wszystko przed pierwszą rozmową ocenić wygląd nieznanej persony. Znajomi, jak to znajomi, chcą się zabawić Twoim kosztem – dają Ci wybór: albo zobaczysz tylko twarz, albo tylko ciało. Co wybierasz?

twarz wyznacznikiem piękna?

Jeśli Twój wybór padł na lico, to nie dość, że według badań Jaime Confer7 jesteś w większości, to była to bardzo trafna decyzja. Z fizjonomii można się bowiem dowiedzieć wielu rzeczy na temat całego organizmu. By nie być gołosłownym – Bernhard, razem ze współpracownikami, kazał ochotniczkom oceniać według skal atrakcyjności, męskości i skłonności do dominacji, albo tylko twarze, albo tylko ciała mężczyzn. Wydane sądy były ze sobą mocno skorelowane – gdy ktoś miał atrakcyjną, męską twarz, takie też posiadał ciało. Autorzy wyjaśniają, że dzieje się tak zapewne dlatego, że rozwój rysów fizjonomii, jak całego ciała, zależy od tych samych czynników. Twarz jest pierwszym elementem, który od razu rzuca nam się w oczy, więc bardzo skutecznie służy pomocą w ocenie. Lecz to nie wszystko.

W bardzo przystępnym badaniu do tematu powróciła Marianne Peters z Uniwersytetu Zachodniej Australii w Crawley. Przygotowała zestawy zdjęć, które ochotnicy mieli oceniać na 7 punktowej skali atrakcyjności. Niektóre zdjęcia przedstawiały całą sylwetkę, niektóre tylko twarz, a inne ciało od szyi w dół. Zespół badaczy przyglądał się później wynikom, by sprawdzić jak trafnie pełną atrakcyjność (czyli zdjęcie całego ciała) ocenili ci, co oglądali tylko fizjonomię, albo tylko sylwetkę. Okazało się, że twarz, jeśli chodzi o ocenę urodziwości, jest ważniejsza niż reszta ciała. W przypadku mężczyzn w 52% była odpowiedzialna za ich atrakcyjność. Ciało – tylko w 25%. W przypadku oceniania kobiet, twarz była odpowiedzialna za 47% oceny, w porównaniu do 32% samego ciała8. Fizjonomia jest więc bardzo ważnym wyznacznikiem człowieczego piękna, a ponadto może o posiadaczu powiedzieć dużo więcej.

Według badań Shoupa i Gallupa jeśli mężczyzna ma atrakcyjną twarz, to pojawia się duża szansa na to, że i jego sylwetkę panie obrzucą płomiennym spojrzeniem. Nie mówiąc już o tym, że przystojni mężczyźni wykazują się silniejszym uściskiem dłoni9. Furnham, Tan i McManus donoszą również, że atrakcyjne męskie oblicze zazwyczaj doczepione jest do równie atrakcyjnej, męskiej sylwetki10. Co więcej, ocenić w ten sposób możemy również zasobność portfela – Irene Frieze razem z kolegami po fachu, mając do dyspozycji bazę zdjęć absolwentów MBA (ang. Master of Business Administration, czyli magisterskie studia menedżerskie) sprawdziła, jak atrakcyjność byłych studentów wiąże się z ich zarobkami. Analizując wyniki doszli do wniosku, że w przypadku mężczyzn wysoka atrakcyjność wpływała na większe początkowe zarobki. Na tym nie koniec. Z czasem zarabiali oni również więcej niż ich mniej urodziwi koledzy z roku, więc wygląd wpływał również na podwyżki. U kobiet piękno nie wpływało na początkową płacę, jednak wraz z postępem kariery zawodowej cecha ta korelowała z większymi gratyfikacjami finansowymi11.

Scarlett Johansson

Idąc dalej, atrakcyjność lica może być dobrym indykatorem długowieczności. Henderson z współpracownikami, mając do dyspozycji szkolne zdjęcia z rocznika z 1920 roku, kazał ochotnikom oceniać atrakcyjność i zdrowie poszczególnych osób. Chociaż oceniany poziom zdrowia nie korelował z dożyciem starości, to już atrakcyjność – tak12. Jeszcze dalej posunął się Soler, który wraz z kolegami zainteresował się badaniem… spermy. Nie swojej, oczywiście, lecz ochotników, jak zwykle studentów. Przeprowadził wnikliwą analizę zebranych próbek, a zdjęcia dawców otrzymały do oceny obce im kobiety. Okazało się, że atrakcyjność wyraźnie korelowała z jakością „wydanego” przez „ochotnika” „materiału”13. Jak widać atrakcyjność twarzy znaczy dużo więcej, niż na pierwszy rzut oka widać, a to dopiero wierzchołek góry lodowej!

W świetle powyższych badań nie budzi zdziwienia fakt, że łatwiej zapamiętujemy piękne twarze. Uroda zdaje się być wyznacznikiem dobrej jakości całego organizmu, warto więc takie osoby mieć na uwadze. Neurologicznie ma to związek z tym, że im fizjonomia atrakcyjniejsza, tym aktywniej w procesie zapamiętywania uczestniczy prawa część kory oczodołowo-czołowej czy jądra półleżącego14,15. Są to partie mózgu odpowiedzialne między innymi za odczuwanie przyjemności poprzez dostarczanie nagrody. Można więc powiedzieć, że atrakcyjni ludzie nagradzają nas swoją obecnością.

Nic dziwnego, że w naszej kulturze pojawił się pomysł odwzajemniania się w ten czy inny sposób – np. za pomocą przyznawania korony. W końcu twarz przekazuje najbardziej kluczowe informacje o człowieku i chociaż mało ma to wspólnego ze sportem, za dobry wynik należy się chociażby laurka! Dlatego też konkursy Miss Wózka Inwalidzkiego, skupiające się na charakterze i twarzy kandydatek, są w pełni uzasadnione. Trudno jednakże uzasadnić takie konkursy, jak Miss Wszechświata (bo cóż to za egocentryzm!), wybór Królowej Wieprzowiny (konkurs sponsorowany przez przemysł mięsny) czy Little Miss America, gdzie możemy znaleźć weteranki, które mając już kilka miesięcy życia walczą o nagrody pieniężne, stosując makijaż, sztuczne rzęsy, sztuczną opaleniznę, a w przypadku starszych (sic!) uczestniczek nawet nasadki z pełnym, perłowo białym uzębieniem, zasłaniającym mleczaki.

Ale atrakcyjność twarzy to rzecz złożona – tak bardzo, że wielu uważa, iż tkwi ona jedynie w oku obserwatora. Piękno rzeczywiście jest zmienne, co może pokazać poniższe zdjęcie. Dwa oblicza, z czego jedno jakby trochę szaleńczo zdenerwowane. Oddal się teraz proszę o 2-3 metry i znowu zerknij na obie kobiety.

Kobieta zmienną jest

Cały czas obserwując kobiece twarze oddal się od monitora...

Iluzja ta, stworzona przez Phillippe G. Schyns i Aude Oliva, idealnie pokazuje, jak nasz zmysł wzroku przetwarza ogólne i szczegółowe elementy obrazu. Każde oblicze jest połączeniem złej i dobrej miny, tylko o innym stopniu rozmycia detali. Będąc blisko, nasz umysł przetwarza tylko szczegóły, ujawniające szaloną twarz po lewej, a łagodną po prawej. Oddalając się, przestawiamy nasz wzrok na ogólne elementy, te złe, którymi naznaczone jest prawe oblicze, oraz spokojne, które określają twarz lewą.

Abstrahując od sposobu działania aparatu wzrokowego, schemat piękna na szczęście zachowuje pewną wewnętrzną spójność, i to nawet między bardzo odległymi kulturami. Azjaci, oceniani jako atrakcyjni przez mieszkańców Dalekiego Wschodu, są również urodziwi dla kowbojów prosto z Teksasu. I odwrotnie – piękne – dla pobratymców – osobniki rasy kaukaskiej są bez trudu podobnie oceniane przez Chińczyków16. Czym więc owa atrakcyjność jest? Jakie są jej części składowe, tak łatwo rozpoznawalne w różnych częściach świata?

Arystoteles zwykł mawiać, że piękno jest darem od Boga, a jego główne składniki (piękna, nie Arystotelesa) to symetria, proporcje i porządek. O dziwo, prywatny nauczyciel Aleksandra Wielkiego był całkiem bliski prawdy…

Wpis ten jest pierwszą częścią serii artykułów o atrakcyjności twarzy. Już niedługo odpowiemy sobie bowiem na trzy bardzo ważne pytania:

Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie?
Dlaczego nie warto się wyróżniać?
Dlaczego kobiety się malują?

A każda odpowiedź, wierzcie mi, będzie ciekawsza od poprzedniej! ;)

[iluzja] – Schyns, P., & Oliva, A. (1999). Dr. Angry and Mr. Smile: when categorization flexibly modifies the perception of faces in rapid visual presentations Cognition, 69 (3), 243-265 DOI: 10.1016/S0010-0277(98)00069-9
1 – Waller, Bridget M. (2008) Selection for universal facial emotion. Emotion, 8(3), 435-439. DOI: 10.1037/1528-3542.8.3.435
2 – Havas DA, Glenberg AM, Gutowski KA, Lucarelli MJ, & Davidson RJ. (2010) Cosmetic use of botulinum toxin-a affects processing of emotional language. Psychological science, 21(7), 895-900. PMID: 20548056
3 – Arcini, C. Buried Face Down: Prone Burials, Current Archaeology, v.20(231), June 2009
4 – Willis J, & Todorov A. (2006) First impressions: making up your mind after a 100-ms exposure to a face. Psychological science, 17(7), 592-8. PMID: 16866745
5 – Rule, Nicholas O. (2008-7) Brief exposures: Male sexual orientation is accurately perceived at 50ms. Journal of Experimental Social Psychology, 44(4), 1100-1105. DOI: 10.1016/j.jesp.2007.12.001
6 – Olson, Ingrid R. (2005) Facial Attractiveness Is Appraised in a Glance. Emotion, 5(4), 498-502. DOI: 10.1037/1528-3542.5.4.498
7 – Confer, Jaime C. (2010-09) More than just a pretty face: men. Evolution and Human Behavior, 31(5), 348-353. DOI: 10.1016/j.evolhumbehav.2010.04.002
8 – Marianne Peters, Gillian Rhodes Leigh W. Simmons, Contributions of the face and body to overall attractiveness, Animal Behaviour, Volume 73, Issue 6, June 2007, Pages 937-942
9 – Shoup, M. L. & Gallup, G. G., Jr. (2008). Men’s faces convey information about their bodies and their behavior
10 – Furnham, A. (1997-04) Waist-to-hip ratio and preferences for body shape: A replication and extension. Personality and Individual Differences, 22(4), 539-549. DOI: 10.1016/S0191-8869(96)00241-3
11 – Frieze, I. H., Olson, J. E. and Russell, J. (1991), Attractiveness and Income for Men and Women in Management.
12 – Henderson, J. (2003-09) Facial attractiveness predicts longevity. Evolution and Human Behavior, 24(5), 351-356. DOI: 10.1016/S1090-5138(03)00036-9
13 – Soler, C. (2003-5) Facial attractiveness in men provides clues to semen quality. Evolution and Human Behavior, 24(3), 199-207. DOI: 10.1016/S1090-5138(03)00013-8
14 – Tsukiura T, & Cabeza R. (2011) Remembering beauty: roles of orbitofrontal and hippocampal regions in successful memory encoding of attractive faces. NeuroImage, 54(1), 653-60. PMID: 20659568
15 – Cloutier, Jasmin. (2008-06) Are Attractive People Rewarding? Sex Differences in the Neural Substrates of Facial Attractiveness. Journal of Cognitive Neuroscience, 20(6), 941-951. DOI: 10.1162/jocn.2008.20062
16 – Cunningham, M. R., Roberts, A. R., Barbee, A. P., Druen, P. B., & Wu, C.-H. (1995). Their ideas of beauty are, on the whole, the same as ours: Consistency and variability in the cross-cultural perception of female physical attractiveness. Journal of Personality and Social Psychology, 68, 261–279.

10 komentarzy

Greed is good?

W dzisiejszym świecie kumulowanie dóbr materialnych ma coraz większe znaczenie. Wolnorynkowa gospodarka pozwala na względnie swobodny przepływ pieniędzy, które finansując trwałe pomniki bogactwa mogą dać człowiekowi namiastkę nieśmiertelności, nawet jeśli ta liczona jest w dolarach, nie latach. Na naszych oczach chciwość, ze złego nawyku, staje się cenioną u ludzi cechą. Ale czy to wychodzi społeczeństwu na dobre?

Gordon Gekko Według Gordona Gekko, legendarnego już bohatera filmu Wall Street tak się właśnie dzieje. W swojej płomiennej mowie co rusz zaznacza, że Greed is Good. Chciwość jawi mu się jako pierwotna siła napędowa ludzkiego sukcesu, nieposkromiona siła, która oczyszcza zakażone lenistwem i nierentownością korporacyjne tkanki zostawiając pulsujący życiem, twardy organizm wymagający zysków. Chciwość, według Gekko, powinna być sztandarowym hasłem tak biednych, jak bogatych, ponieważ służy ona kapitalistycznej naturalnej selekcji. Problem w tym, że może nie bez powodu żądza pieniądza zyskała pierwotnie negatywną ocenę społeczeństwa. Kojarzy się bowiem z brakiem moralności, sumienia, skrupułów.

Zagadnieniem tym zajął się dr Paul Piff z University of California. Razem ze współpracownikami przeprowadził 7 badań, które warto przybliżyć tak przez uzyskane, ciekawe wyniki, jak i pomysłowość metodologii. Skupił się on na różnicy standardów etycznych wśród niższej i wyższej klasy społecznej. Z jednej strony bowiem osoby z trudem łączące koniec z końcem mogą mieć większą motywację by oszukać – żyją w środowisku niestabilnym, zagrażającym. Z drugiej strony często słyszy się, że to ci dobrze sytuowani, posiadają środki na życie i niezależni ludzie są odpowiedzialni za malwersacje i oszustwa.

Szukając potwierdzenia swoich hipotez w naturalnym środowisku badacze udali się na ruchliwe ulice, a konkretnie na pewne skrzyżowanie. Umieszczono przed każdym do niego dojazdem znak stopu. Ustawienie pasów powodowało jednak, że kierowcy mogli względnie bezpiecznie, lecz nie bacząc na przepisy ruchu, wymusić pierwszeństwo na stojącym naprzeciwko skręcającym samochodzie. Piff zatrudnił więc obserwatorów, którzy mieli notować markę, oceniać wiek i wygląd samochodów oraz zaznaczać, czy kierowca jechał zgodnie z przepisami, czy też je zignorował. Autorzy publikacji założyli, że posiadany automobil jest dobrym wyznacznikiem statusu majątkowego i może posłużyć jako zmienna grupująca.

Przejście Przejście dla pieszychdla pieszych Przepisy drogowe zostały zignorowane przez 12,4% kierowców. Co jednak ciekawe na mandat zasługiwały głównie samochody z wyższej półki. Podobny sposób oceny pojazdów służył i w drugim eksperymencie – tutaj jednak zmienną zależną było to, czy kierowca zatrzyma się by przepuścić pieszego czekającego przed przejściem. Spacerowicz mógł spokojnie przemaszerować przed maską samochodu w 66,1% przypadków. Wyniki potwierdzały poprzednio założoną hipotezę – zatrzymywały się z reguły samochody z niższej półki. Z obu obserwacji wynika więc, że osoby zamożne naginają na swoją korzyść zasady panujące na drodze. By zwiększyć kontrolę nad środowiskiem resztę eksperymentów przeprowadzono już w laboratorium.

Autorzy badania, mając dostęp do ochotników, mogli odprawić samochodowych obserwatorów. By dokładniej określić status badanych osób posłużono się kwestionariuszem określającym statusu społeczny (The MacArthur Scale of Subjective Social Status), chociaż to może zbyt dużo powiedziane – ochotnik stawiany był przed narysowaną drabinką pozycji społecznych gdzie musiał zaznaczyć swoje miejsce. Przed tym jednak dawano partycypantom do przeczytania 8 różnych scenariuszy, w których to bohater niesprawiedliwie czerpał korzyści z sytuacji w której się znalazł. Badani musieli określić prawdopodobieństwo zachowania się w podobny sposób. Wcześniej udowodniona zależność uliczna i w laboratorium ukazała swe podłe oblicze – ci, którzy zaznaczali się wyżej na drabince, częściej byli skłonni zachować się tak jak wymyślony szwarccharakter .

W kolejnym badaniu ochotnikom sztucznie podwyższano lub obniżano subiektywne poczucie pozycji społecznej. Musieli porównywać się do osób bardziej lub mniej zamożnych, lepiej bądź gorzej wykształconych itp. W trakcie eksperymentu odprowadzano ich do poczekalni, gdzie czekała na nich nie lada pokusa – miska pełna cukierków. Osoba badana usłyszała, że w oczekiwaniu na drugą część procedury, jeśli chce, może się poczęstować. Problem w tym, że naczynie ze słodkościami było przeznaczone do późniejszych badań z dziećmi. Poczęstowanie się cukierkiem było więc lżejszą wersją ukradnięcia niemowlakowi lizaka. Było też ostatecznym testem mierzącym nieetyczne zachowanie wśród ochotników.

Czy w elitarnych szkołach wszyscy nauczyciele to sataniści?

Czy w elitarnych szkołach wszyscy nauczyciele to sataniści?

Potwierdziły się wyniki poprzedniego eksperymentu – osoby lepiej sytuowane brały z pojemnika prawie dwa razy więcej cukierków od tych na niższych szczeblach drabiny społecznej. Bogacze w melonikach i z cygarem brali średnio 1,17 cukierka – biedni 0,6.

Lecz dlaczego bardziej zamożni się tak zachowują? Czy w elitarnych szkołach wszyscy nauczyciele to sataniści? Czy drogie odbiorniki GPS zmuszają ludzi do ignorowania przepisów by rząd mógł więcej zarobić na mandatach? Pewnie tak, jednak naukowcy skoncentrowali się na innej zmiennej – postawie wobec chciwości. Tego właśnie dotyczyło następne badanie.

Ochotnicy zostali poproszeni o udział w małej myślowej zabawie – jako pracodawcy szukali osoby na wolne stanowisko. Otrzymali garść informacji, między innymi taką, że niebawem wakat i tak będzie zlikwidowany. Niestety, bezrobotny z którym negocjowali pensję, wyraźnie szukał pracy na długi okres czasu. Badani musieli określić procentową szansę z jaką wyznaliby petentowi, że praca jest tymczasowa. Następnie wypełniali kwestionariusz oceny statusu oraz drugi, oceniający ich postawę wobec chciwości. Wyniki układały się w wiadomy sposób – im wyższa pozycja społeczna, tym mniejsza szansa na ujawnienie prawdy w negocjacjach, ale też bardziej pozytywny stosunek do chciwości. Sama postawa żądzy pieniądza również korelowała z nieczystymi zagrywkami w rozmowie. Może więc bogacze są źli dlatego, że lubują się w chciwości?

Autorzy publikacji drążyli dalej. Ochotnicy siadali tym razem przed ekranem komputera. Monitor wyświetlał 5 kości na których losowo pojawiały się wyniki. Im wyższa ostateczna suma oczek, którą ochotnicy zgłaszali eksperymentatorowi, tym większa szansa na otrzymanie nagrody pieniężnej. Przynajmniej tak powiedziano badanym, ponieważ za każdym razem suma punktów i tak wynosiła 12. Uczestnicy mogli jednak oszukać, podać wyższą liczbę, zwiększając swoje szanse i zagłuszając sumienie. Tak wysoka pozycja społeczna, jak i pozytywne podejście do chciwości sprawiały, że kości magicznie losowały więcej, niż pokazywał program.

Kości do gry Lecz czy chciwość prowadząca do nieetycznego zachowania to cecha charakterystyczna bankierów, czy też uniwersalna właściwość człowieka? Naukowcy sprawdzili to tworząc dwie losowe grupy ochotników. Pierwszej kazali wypisać trzy rzeczy, które robili podczas dnia. Drugiej trzy pozytywne cechy chciwości, chwilowo wzmacniając pozytywny stosunek wobec tej cechy. Ochotnicy kolejno wypełniali różnorakie kwestionariusze, w tym pytające o skłonność do oszukiwania w pracy, czyli drobnych kradzieży, łapówek czy naciągania klientów. Wyniki pokazały, że abstrahując od manipulacji, osoby z wyżyn społecznych były bardziej skłonne zachowywać się nieetycznie. Bardziej skłonni do oszustwa okazali się jednak i biedniejsi uczestnicy, jeśli wcześniej podbudować im pozytywny stosunek do chciwości.

Problem żądzy pieniądza wydaje się więc być uniwersalny. Tak bogaty, jak biedny, gdy w grę zaczyna wchodzić chciwość, odsuwa etyczne standardy na bok zwalniając miejsce na worki na pieniądze. Zagadnienie to wydaje się być też dość stare, co udowadnia chociażby cytat z Biblii: korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Dlaczego jednak w tak ogólnym stopniu chciwość wpływa tylko na dobrze sytuowanych? Można się zastanowić, podobnie jak dobry kolega, czy to bogactwo czy chciwość pojawia się jako pierwsze? Czy też wysoka pozycja społeczna jest już tak mocno skojarzona z machlojkami, że sama do niej przynależność wymusza na człowieku egoizm? Autorzy publikacji zwracają uwagę, że wykształcenie ekonomiczne, skupione na maksymalizacji własnych dochodów, może ukazywać chciwość z dobrej strony. Tak wyrzeźbione, młode umysły zatrudniane są później w znaczących spółkach, korporacjach, pną się po szczeblach kariery. W końcu otrzymują środki i władzę nad stabilnością ekonomiczną państwa – wolałbym, żeby nie kierowali się wtedy tylko stanem własnego konta.

Piff PK, Stancato DM, Côté S, Mendoza-Denton R, & Keltner D (2012). Higher social class predicts increased unethical behavior. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 109 (11), 4086-91 PMID: 22371585

9 komentarzy

OMG! Książki za darmo!

Książki psychologiczne do wygrania!



Losowanie się zakończyło!

Losowane były osoby z grupy 108 adresów e-mail. Szczęśliwe numerki, które wygenerował pseudolosowo skrypt, to 21, 28 oraz 76. Zgodnie z nimi wygranymi zostali…

Gratuluję! :)


Dzięki uprzejmości Oficyny Wydawniczej Impuls troje z Was stanie się szczęśliwymi posiadaczami ciekawych książek. Jakie będą to tytuły?

przeciw terapiiPrzeciw terapii
Jeffrey Masson
Książka z pewnością zaciekawi każdego Czytelnika, zwłaszcza teraz, gdy wyraźnie wzrasta zainteresowanie psychoterapią, a jednocześnie niewiele mówi się o problemach i zagrożeniach, jakie ze sobą niesie (np. wpływ światopoglądu terapeuty na postawy pacjenta, granice posłuszeństwa terapeucie, obrona przed pseudoterapią itp.). Masson w doskonały merytorycznie sposób wskazuje na te kwestie, nie odwołując się wprost do żadnej antropologii filozoficznej. Opierając się na założeniach, twierdzeniach i praktyce danej szkoły psychoterapeutycznej, pokazuje konsekwencje, jakie to podejście może mieć dla szukającego pomocy. Autor odrzuca sens jakiejkolwiek terapii, wskazując problemy, których psychoterapia nie jest w stanie rozwiązać, a bywa nawet, że sama je stwarza albo pogłębia. Dla wielu Czytelników takie stanowisko może być kontrowersyjne, może również być bodźcem do krytycznego spojrzenia na leczenie wyłącznie za pomocą psychoterapii.

Sens życia i umieraniaSens życia i umierania
Beata Kolek
Książka jest opracowaniem z pogranicza filozofii i psychologii, porusza problemy tanatopsychologiczne (tzn. związane z psychologią śmierci, umierania i żałoby etc) na tle filozoficznych rozważań o człowieku.
Rozważania podejmowane są w oparciu o myśl krakowskiego psychiatry Antoniego Kępińskiego i koncentrują się głównie na pokazaniu zależności między szeroko rozumianą antropologią a psychologią śmierci. Przez analizę zawartych w twórczości Kępińskiego wątków tanatopsychologicznych i filozoficznych starano się pokazać jak bardzo myślenie o człowieku (na wielu różnych poziomach) związane jest z faktem jego śmiertelności.
Chociaż z roku na rok problematyka tanatopsychologiczna staje się coraz bardziej obecna w debacie społecznej i naukowej, to jednak zainteresowanie nią wciąż jest małe (szkoda, bo śmierć dotyczy każdego bez wyjątku). Niniejsza książka pozwala na poszerzenie wiedzy w tym temacie. Odwołanie się do pracy Kępińskiego uświadamia ponadto, że i w polskiej psychologii tematyka śmierci była podejmowana, wcześniej niż się wydaje, a polska nauka posiadała niebanalnego myśliciela.

Poczucie sensu życia osób niepełnosprawnych ruchowoPoczucie sensu życia osób niepełnosprawnych ruchowo
Ewelina J. Konieczna
Autorka […] niniejszej pracy rozwija problematykę egzystencji człowieka, odwołując się do różnych koncepcji naukowych i licznych badań, oraz przekazuje wiele wartościowych informacji o możliwościach i szansach osiągnięcia poczucia sensu życia przez osoby niepełnosprawne ruchowo. Wychodzi z założenia, że niepełnosprawność na ogół obniża poziom odczuwanego sensu życia i zadaje sobie pytanie o determinanty tej zmiennej zależnej. W oparciu o dobrze przemyślane badania poszukuje związku pomiędzy poziomem odczuwanego sensu życia osób niepełnosprawnych ruchowo a takimi czynnikami, jak: płeć środowisko zamieszkania, stopień niepełnosprawności i okres jego rozpoznania, aktywność zawodowa i uczestnictwo w rehabilitacji. Autorka bada również zależność między poziomem poczucia sensu życia a czynnikami wzmacniającymi jego afirmację – akceptacja niepełnosprawności, optymizm życiowy, poziom poczucia własnej skuteczności.

Zapraszam do wspólnej zabawy! ;)

Co zrobić by zgarnąć książkę?

Po pierwsze, bardzo by mi było miło, gdybyś polubił ten blog. Możesz to zrobić klikając w poniższy button.

Polubienie tego konkursowego wpisu też nie zaszkodzi.

Fajnie by było, gdybyś stał się też fanem Neurotyka lub dodał go do kręgów G+. Prócz normalnych treści zamieszczam w tamtych miejscach dodatkowe materiały.

 

Fajnie, fajnie, ale co zrobić, żeby rzeczywiście wygrać książkę?

Właściwe zadanie polega na zapisaniu się do listy mailingowej – w ten sposób wszystkie nowe treści publikowane na blogu, czyli psychologiczne ciekawostki, opisywane badania, case studies, zadziwiające iluzje czy śmieszne kotki, będą wędrować do Ciebie na adres mailowy. Dokonać tego można klikając na kopertę.

list

Po wejściu na powyższą stronę należy podać swój adres e-mail, przepisać wyświetlony tekst oraz kliknąć w link umieszczony w aktywacyjnej wiadomości.

Dnia 01.04.2012, o godzinie 18:00, z puli zapisanych adresów zostanie wylosowanych trzech szczęśliwców. Konkurs tyczy się więc też osób, które były zapisane do listy przed publikacją tego wpisu.

Powodzenia! :)

Jeśli posiadasz Neurotyka w kanałach RSS rozumiem, że nie chcesz dublować dostawanych wiadomości. Proponuję Ci i tak zapisać się do listy mailingowej – sprawdzisz oba kanały a później wybierzesz dla siebie najlepszy. Nie mówiąc już o tym, że możesz wygrać książkę ;)

9 komentarzy

Już JEDEN wypalony skręt może powodować schizofrenię [SZOK!]

Żaden rodzic nie może już spać spokojnie. Nowotwór złośliwy toczy nasze społeczeństwo, a imię jego – marihuana. Zgubny jej wpływ na naszą latorośl jest oczywisty i znaczący, wie o tym każdy! Nawet naukowcy dostarczają ku temu dowodów. Daily Mail, szanowany i popularny serwis informacyjny obwieszcza bowiem, że oto nawet jeden wypalony skręt konopi indyjskich może powodować epizody psychotyczne podobne do schizofrenii, jak i zaburzenia pamięci. SKANDAL!

Daily Mail Online Daily Mail opisuje eksperyment pod kierownictwem dr. Matta Jonesa. Uczestniczyły w nim szczury, którym podano aktywny składnik konopi (THC – tetrahydrokannabinol) w dawce podobnej jak u człowieka, który spalił skręta. Marihuana spowodowała znaczne obniżenie sprawności zwierząt, a elektrody umieszczone w ich mózgach wykazały zmianę – desynchronizację fal mózgowych. Futrzaki miały problem z podejmowaniem decyzji w trakcie wędrowania po labiryncie, co zapewne było efektem wpływu konopi na hipokamp oraz płat przedczołowy. Desynchronizacja fal nie pozwalała tym dwóm rejonom kontaktować się prawidłowo. Taka charakterystyka fal mózgowych obecna jest również w przypadku schizofrenii, problemów z zachowaniami społecznymi, urojeniami, paranoją. Zresztą bardzo dobrze zbadany i udowodniony jest związek między paleniem marihuany i występowaniem schizofrenii. Stąd wniosek – pojedynczy skręt może wpędzić Cię w chorobę psychiczną!

Problem w tym, że tak wcale nie jest. Cytując prof. Dorothy Bishop, cytowana przez Daily Mail publikacja naukowa nie jest o konopi, paleniu ani schizofrenii.

Dzisiejszy świat wiadomości jest terroryzowany mocą nagłówka. Ten musi być mocny, by przyciągnąć oglądalność, za którą zwykle idą pieniądze. Żądza przykucia uwagi czytelnika czasami przybiera karykaturalną wielkość. W co popularniejszych polskich tabloidach możemy więc przeczytać publikacje zatytułowane: Pobił matkę kiełbasą krakowską, Zabił, bo śmierdziały mu nogi, Żona tłucze mnie trzepaczką (podtytuł to Dramat męża, którego żona to diabeł wcielony), Antoś, przepraszam ze Cię uprałam (tchórzofretka prana przez 15 minut w 45 stopniach), To mi zrobiło stare jajo, przejmująca historia ilustrowana podbitym okiem starszej kobiety, Nie śpię bo trzymam kredens, czy też po prostu Wstyd Żenada Kompromitacja Hańba Frajerstwo (to o polskiej reprezentacji). I chociaż możemy się śmiać, coraz częściej tego typu gazety pojawiają się w gronie magazynów opiniotwórczych.

Wypalony skręt Problem nie dotyczy tylko tytułów, lecz i treści publikowanej przez dziennikarzy. By przekaz uczynić masowym, by nie powiedzieć prostym, źródłową informację mięli się, skraca, spłyca i zmienia. Czasami nie do poznania. Nauka to część naszej kultury, która chełpi się swoją obiektywnością, więc takie redaktorskie zmiany treści są jej nie w smak. Dlatego broni się przed nimi rękami, nogami i Nagrodą Orwella za Dziennikarskie Przekręcanie (Orwellian Prize for Journalistic Misrepresentation). Nagroda ta została stworzona dwa lata temu przez prof. Bishop, neuronaukowca z Uniwersytetu Oxford. Jej jury analizuje różne artykuły i przydziela punkty zgodnie z liczbą znalezionych błędów. W roku 2011 oficjalny dyplom Orwella otrzymał Paul Dacre, autor tekstu Już JEDEN skręt konopi ‚może powodować schizofrenię’ jak i uszkodzenie pamięci (Just ONE cannabis joint ‘can bring on schizophrenia’ as well as damaging memory), którego skrót mogliście przeczytać na początku tego wpisu. Gdzie autor dopuścił się drobnych nadużyć?

Po pierwsze, badanie nie dotyczyło w ogóle konopi, ani aktywnego ich składnika, czyli THC. Szczury otrzymały syntetyczny związek CP55940, działający podobnie jak THC, który jednak nie znajduje się w problematycznych roślinach. Po drugie, tytuł widoczny w Daily Mail zawiera cytat „może powodować schizofrenię”, który nie pada w artykule naukowym. W ogóle nie ma w nim bezpośredniego powiązania konopi, ani CP55940, ze schizofrenią. W badaniu nie ma też ani słowa o paleniu czegokolwiek, a związek przyczynowo skutkowy między paleniem marihuany a występowaniem schizofrenii dalej jest niepotwierdzony, mimo tego, co Dacre próbuje nam perswadować. 80% pacjentów naznaczonych tą chorobą to miłośnicy papierosów, jednak nikt nie szuka powodów zaburzeń psychicznych w tytoniu – marihuana jest bardziej medialna. Te i inne błędy merytoryczne spowodowały, że artykuł otrzymał 23 punkty w konkursie deklasując rywali. Całość ładnie podsumowują słowa autora eksperymentu, dr Jonesa: badanie NIE pokazuje, że jeden skręt spowoduje schizofrenię.

O co więc chodziło? W dużym skrócie eksperyment polegał na zbadaniu wpływu związku CP55940, o podobnym działaniu do THC, na koordynację procesów zachodzących w mózgu. Okazało się, że pobudzenie receptorów kanaboidowych powoduje występowanie charakterystycznej desynchronizacji fal mózgowych. Co więcej, jest ona zbliżona do wyglądu zapisu EEG u niektórych pacjentów ze schizofrenią, a także osób całkowicie zdrowych, ale będących w grupie ryzyka genetycznego. Wniosek jest bardzo budujący – możliwe, że w przyszłości badanie EEG będzie mogło służyć sprawdzeniu, czy dana jednostka jest narażona na występowanie objawów choroby królewskiej. Łatwo to przegapić, czytając artykuł umieszczony w internecie.

Liście konopi indyjskich Sprawa jest o tyle poważna, że Daily Mail jest najpopularniejszą stroną z wiadomościami na świecie. Olbrzymi wpływ jaki portal może mieć na kształtowanie tego co myślą ludzie powinien pociągać za sobą jakąś odpowiedzialność za wypisywane słowa. Tak jednak nie jest – mimo zawiadomienia Komisji Skarg Prasowych (Press Complaints Commission) o nadużyciu tekst Daily Mail nie został zmieniony a Komisja kategorycznie odmawia zajęcia się tą sprawą. Może dlatego, że Dacre zasiada w niej na fotelu przewodniczącego…

Konopie indyjskie jawią się w naszej kulturze jako miękki narkotyk będący pierwszym krokiem do cięższego kalibru używek, kokainy, heroiny. I chociaż coś się w naszym Państwie zmienia (Palikot w końcu się zaciągnął?) to i tak jesteśmy społeczeństwem skrajnie niedoinformowanym. Bo jak można logicznie wytłumaczyć karę więzienia za posiadanie konopi z jednoczesną legalną sprzedażą papierosów, które okazują się wiele razy niebezpieczniejsze. Prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog, neurobiolog, biochemik, w wywiadzie dla Przekroju mówi, że uzależnienie dotyczy 15% użytkowników alkoholu, 13% amfetaminy, 11% ecstasy, ale już aż 30% palaczy tytoniu. Blog Nicprostrzego przekonuje natomiast, że to nikotyna może być tzw. narkotykiem bramy, potęgującym późniejsze uzależnienia od bardziej niebezpieczniejszych substancji psychoaktywnych.

Tymczasem niedawno muzycy z grupy Jamal nie pojawili się na Cracow Reggae Festival, ponieważ zostali zatrzymani przez policję. Prawdopodobny powód to posiadanie małej ilości marihuany. Służby mundurowe mogą pochwalić się kolejnym sukcesem – liczba aresztowań wzrośnie, może będą premie. Leszek Wieczorek, emerytowany policjant, bardzo zgrabną metaforą opisuje ten system: „czy jeśli za zbieranie kamieni i za zbieranie grzybów mamy płacone taką samą miarą, to co chętniej będzie zbierane?”. Do aresztów trafiają więc studenci, którym niejednokrotnie łamie się w ten sposób życie, a nie „grzyby” czyli trudno uchwytni przestępcy. Nic dziwnego, że, znowu parafrazując słowa prof. Vetulaniego, najwięcej apeli o zmianę polityki narkotykowej pochodzi ze środowisk służby więziennej. To oni mają bezpośredni kontakt z dramatem młodych ludzi. A im się nie płaci za liczbę więźniów.

Kucewicz MT, Tricklebank MD, Bogacz R, & Jones MW (2011). Dysfunctional prefrontal cortical network activity and interactions following cannabinoid receptor activation. The Journal of neuroscience : the official journal of the Society for Neuroscience, 31 (43), 15560-8 PMID: 22031901

Tomasz Borejzie, Jerzy Vetulani, Gdybym miał plantację marihuany, Przekrój 11(3480)/2012, s. 24-25

Maja Ruszpel, Leszek Wieczorek, Policjant: Legalizować? Tak!, Przekrój 11(3480)/2012, s. 26-27

http://www.thenewjournalist.co.uk/2012/02/12/just-one-copy-of-the-daily-mail-could-ruin-your-life/
http://deevybee.blogspot.com/2012/01/2011-orwellian-prize-for-journalistic.html
http://neurobonkers.com/2012/01/29/daily-mail-editor-paul-dacre-wins-the-orwellian-prize-for-journalistic-misrepresentation-just-one-cannabis-schizophrenia/

14 komentarzy

Treser ludzi

Moje szczury, choć to cholernie inteligentne zwierzęta, jakoś nie kwapiły się by poznawać nowe sztuczki. Prawdopodobnie zawinił tutaj brak umiejętności dydaktycznych – zwierzaki dość wątpliwie patrzyły na nienaturalne zachowania, które chciałem na nich wymusić smakołykami. Przyznaję, poległem na polu tresowania. Pokonały mnie własne gryzonie, jednak i tak nie miałem co liczyć na wyrównaną walkę o mentalną kontrolę z takimi przeciwnikami, jak Toxoplasma i wywoływana przez nią toksoplazmoza. Ciekawe jest jednak to, że pasożyt ten, chociaż lubuje się w szczurzych neuronach, nie pogardzi wytresowaniem człowieka.

Zainteresowany kwiatem rudy kot

Jak mogliśmy dowiedzieć się z poprzedniego wpisu o toksoplazmozie, Toxoplasma gondii jest pierwotniakiem rozmnażającym się w układzie pokarmowym kota. Wydalone przez „sierściucha” oocyty żyjątka trafiają do ust różnych zwierząt. Ich głównym celem są jednak myszy i szczury. Gdy te zostaną zarażone, Toxo umiejscawia się w organach wewnętrznych zwierzęcia i czeka, aż kot spałaszuje tak przyprawione mięso. Pasożyt nie myśli jednak czekać biernie. Jego cysty pojawiają się w okolicach układu limbicznego gryzonia diametralnie zmieniając jego zachowanie. Z tchórzliwego staje się on nieustraszonym miłośnikiem (dosłownie!) kociego moczu. Zaczyna się więc kręcić tam gdzie koty, które nie gardzą darmowym posiłkiem. W ten sposób zamyka się cykl reprodukcyjny gondii. Problem w tym, że nie tylko szczury mają kontakt z kocią „dwójką”, a pasożyt z równą łatwością przenika barierę krew-mózg każdego ssaka. W tym człowieka.

Mark Twain zwykł mawiać, że gdyby można było skrzyżować człowieka z kotem, skorzystałby na tym człowiek, a stracił kot. Pokazuje to jak bardzo przywiązaliśmy się do mruczących pupili. Obcując z tymi drapieżnikami godzimy się na traktowanie nas jako niewolników – zapewniamy ciepły kąt, przynosimy jedzenie, wynosimy kuwetę… to właśnie ta ostatnia czynność może być dla nas niebezpieczna, chociaż 90% zakażeń powoduje spożycie względnie surowego, zarażonego mięsa czy brak nawyku mycia warzyw i owoców. Gdy Toxoplasma dostanie się do naszego ciała, z początku wywołuje, jeśli w ogóle, objawy lekkiego przeziębienia. Nasz układ odpornościowy reaguje na zakażenie, jednak nie jest zbyt szybki – cysty pojawiają się w naszych organach. Na szczęście nie wpływają one bezpośrednio na poziom naszego zdrowia i możemy bezpiecznie przeżyć z nimi do później starości. Sytuacja może stać się poważna w przypadku osób chorych na AIDS albo noworodków – bardzo słaby układ odpornościowy może pozwolić pierwotniakowi spowodować śmiertelne zmiany w mózgu. Toxa, targana rządzą kontroli i w naszym mózgu zaczynają pociągać za sznurki. Czasami doprowadzając nas nawet do szaleństwa.

Laboratoryjne szczury zarażone pasożytem produkowały o 15% więcej dopaminy niż ich zdrowi koledzy z klatki. Ten neuroprzekaźnik jest ważny między innymi dla zachowania stabilności procesów emocjonalnych, uwagi czy koordynacji ruchowej. Wszelkie jego wahania muszą prowadzić do zmian w zachowaniu, nieraz zmian patologicznych. U szczurów trudno to stwierdzić, jednak u ludzi mogą urzeczywistnić się prawdziwie koszmarne objawy. Wszystko dlatego, że zaburzona gospodarka dopaminy zdaje się być jedną z możliwych przyczyn schizofrenii.

Torrey Fuller postanowił sprawdzić, czy zależność między zakażeniem a chorobą królewską rzeczywiście istnieje. Rozpoczął badania nad grupą pacjentów sprawdzając czy w ich krwi znajdują się przeciwciała walczące z pasożytem. Porównawszy uzyskane dane z resztą populacji okazało się, że zarażenie toksoplazmozą jest wśród schizofreników jest prawie trzy razy częstsze. Oczywiście korelacja nie musi oznaczać przyczynowości, jednak coś w niej musi być – badania dr Joanne Webster pokazały, że zarażone szczury, którym podano haloperidol (lek blokujący receptory dopaminy, stosowany w leczeniu m.in. schizofrenii) czy kwas walproinowy (środek regulujący nastrój), odzwyczaiły się ryzykować życie dla chwili uniesienia z kocim moczem. Jeśli więc omawiany pasożyt macza swoje palce w schizofrenii, musimy zrewidować swoje poglądy np. na czynnik genetyczny, który również wydawał się znaczący. Łatwo sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której poszczególni członkowie rodziny zarażają się nawzajem pierwotniakiem.

Like, what?

Like, what?

Równie ciekawy i przerażający zdaje się być wpływ toksoplazmozy na poziom samobójstw. David Lester przeprowadził dogłębną analizę danych z 20 krajów Europejskich. Im więcej przypadków infekcji tym wyższy współczynnik targania się na własne życie u mieszkańców. Osoby predysponowane do schizofrenii i zaburzone emocjonalnie muszą więc uważać na kuwety. A jak Toxo wpływa na zdrowszą, większą część populacji?

Temu tematowi poświęcił się bez reszty Jaroslav Flegr. Zafascynowany wpływem pierwotniaka na gryzonie, rozpoczął żmudną pracę by odkryć jakie zmiany może powodować w zachowaniu człowieka. Temat był dla niego o tyle ciekawszy, że sam jest nosicielem.

Rozpoczął od najłatwiejszych testów sprawnościowych i kwestionariuszy osobowościowych. 857 poborowych zostało przebadanych tak pod kątem stanu psychicznego, motorycznego jak i zdrowotnego.

Cytując kolegę:

Badania przeprowadzone w Czechach, obejmujące 857 poborowych, wykazało ciekawe zależności między posiadaniem swoich toxoplasma a temperamentem. Biorący udział w badaniu wypełniali kwestionariusz TCI Cloningera (Temperament and Character Inventory), badający ich skłonność do poszukiwania w życiu nowości, unikania ryzyka, zależności od nagradzania swoich działań, skłonności do współpracy i wytrwałości, jak również kilku innych cech (z których każda ma podskale). Nosiciele pasożyta okazali się bardziej impulsywni – ogółem osiągnęli też niższe wyniki na skali poszukiwania nowości. Wyniki nie były jednak oszałamiające – niektóre były na granicy istotności statystycznej (jest duża szansa, że mogły wynikać z przypadku). Najciekawszym znaleziskiem było jednak odkrycie, iż nosiciele mieli niższe IQ w dziedzinie inteligencji werbalnej (choć wyobrażam sobie, że może to na przykład wynikać z trudniejszego środowiska w którym wzrastali i w którym mieli większą szansę nałapać pasożytów) i odebrali gorsze wykształcenie. Byli też bardziej wycofani, wolniejsi, bardziej metodyczni i lepiej zorganizowani.
Liść ledwie

Wydłużenie czasu reakcji, charakterystyczne dla zarażonych, może być bezpośrednio związane z niebezpieczeństwem na drogach. Flegr, czując, że coś może w tym być, sprawdził stan ofiar wypadków. Prócz oczywistych urazów mechanicznych okazało się, że w grupie tej prawie trzykrotnie częściej występują zarażeni pierwotniakiem. Dobrze więc, że w wielu szpitalach przyjęło się sprawdzać narządy motocyklistów-dawców na cysty Toksoplasmy. Ale pierwotniak ten nie tylko odbiera życie – czasami może je chronić.

Ciąża to bardzo intensywny okres w życiu kobiety. Zagrożenie dla zdrowia jest oczywiste – dlatego lekarze często i gęsto wykonują badania określające stan organizmu matki. Jednym z takich standardowych testów jest test na obecność w krwi przeciwciał walczących z omawianym pasożytem. Dane o urodzeniach są zapisywane, co owocuje całkiem pokaźną bazą danych, idealną do szukania ciekawych zależności. I tak, patrząc na 1800 noworodków urodzonych od 1996 do 2004 roku, dochodzimy do wniosku, że normalny rozkład płci wynosi 104 chłopców, na 100 dziewczynek. W grupie kobiet zainfekowanych było jednak zgoła inaczej – tutaj rodziło się 260 chłopców na 100 dziewczynek. Flegr wyjaśnia, że przyczyną może być układ odpornościowy. Często zdarza się, że organizm młodych matek, na początku ciąży, walczy z męskim płodem. Toksoplazmoza, obniżając zdolności obronne organizmu, może pośrednio ochraniać młodego chłopaka. Nie tylko w tym przypadku pierwotniak pokazuje swoje predyspozycje jeśli chodzi o płeć nosiciela.

Kot - batman

Badania Czechów z 2006 roku pokazują, że zakażenie Toxą wpływa na nasz styl ubierania. Kobiety stają się bardziej schludne, dbają o swój wygląd. Mężczyźni natomiast najlepiej cały dzień spędziliby w wytartych jeansach i wyciągniętym swetrze. Flegr mówi, że dało się to wyraźnie zauważyć gdy ochotniczki zgłaszały się do prowadzonych przez niego eksperymentów. Nie wiem ile w tym pewności wstecznej, ale wyniki są istotne statystycznie. Co więcej, jeśli chodzi o zachowania ekonomiczne, kobiety stają się bardziej szczodre, altruistyczne, podczas gdy mężczyźni skąpi i nieufni. A to jeszcze nie wszystko.

Kolejne badania przeprowadzone przez badacza z Pragi potwierdzają ogólną tendencję – kobiety chore na toksoplazmozę stają się bardziej otwarte, towarzyskie, czułe, mają więcej znajomych niż osoby zdrowe. Mężczyźni natomiast odwrotnie – przez zwiększoną podejrzliwość i skłonność do zazdrości zamykają się w sobie. Autor badania twierdzi, że może to być związane z radzeniem sobie z wewnętrznym napięciem. Kobiety w takich przypadkach szukają pomocy w sieci społecznej, a mężczyźni w rozdrażnieniu i agresji. Wyjaśnienie może być jednak prostsze – testosteron.

Patrick House, neuronaukowiec ze Stanford University, przytacza ciekawą zależność – drużyny piłkarskie z krajów o wysokim poziomie infekcji gondii lepiej radzą sobie w mistrzostwach. Jaki może być ku temu powód? Okazuje się, że zarażenie męskiego mózgu pierwotniakiem powoduje zwiększoną produkcję testosteronu (u kobiet odwrotnie – produkcja tego hormonu się zmniejsza), co może wiązać się z zaciętością i agresją. Predysponowane do zwycięstwa są więc kraje takie jak Brazylia, Francja, Niemcy czy państwa Afrykańskie, w których często spożywa się surowe mięso. Toxo nie jest jednak jedynym czynnikiem gwarantującym wysoką pozycję (A szkoda – byłaby to szansa dla naszej jedenastki…) bo taka Ghana z 92% odsetkiem osób zainfekowanych jest dużo niżej niż Hiszpania (44%). Testosteron jednak nie wpływa tylko na wyniki meczów.

Szczury zainfekowane Toxoplasmą otrzymują nie tylko niebywałą odwagę, ale także zainteresowanie płci pięknej. Badania przeprowadzone przez Roberta Sapolskyego pokazują, że szczurzyce wolą przebywać w obecności chorych samców, niźli zdrowych. Dla pierwotniaka jest to bardzo korzystne – występuje on również w nasieniu gryzonia. Wybranka serca zgadzając się na przygodny seks zostaje więc zarażona. A jak to wygląda u ludzi?

Taco z kota

Pilotażowe badanie przeprowadzone przez Flegra pokazuje, że rzeczywiście twarze mężczyzn zarażonych Toksoplazmą wydają się kobietom bardziej męskie, co może wiązać się z większym sukcesem reprodukcyjnym.

Mechanizm zmiany zachowania, który wykształcił się u tego pierwotniaka jest, przyznajcie, niesamowity. Robi on wszystko, by szczur trafił do ust kota, a ludzie dostają tutaj ewolucyjnym rykoszetem. Jednocześnie działanie pasożyta jest bardzo wybiórcze. Zmienić postrzeganie kociego moczu, tak by stał się dla szczura niemal afrodyzjakiem – proste, skuteczne, genialne. I uniwersalne. Nowe badania Flerga pokazują, że mężczyźni zarażeni Toxoplasmą bardziej od osób zdrowych preferują zapach kociego moczu. U kobiet-nosicieli występuje odwrotny efekt – zapach uryny tego zwierzęcia jest postrzegany jako bardziej odrażający. Pierwotniak nie zmienił jednak preferencji ochotników jeśli chodzi o mocz konia, tygrysa, hieny, psa…

Czeski uczony na początku swojej kariery z pasożytem borykał się z nie lada problemami. Świat naukowy nie chciał publikować jego prac, odrzucając artykuły czasami nawet bez merytorycznej recenzji. Wyniki, które przedstawia, rzeczywiście nie są duże, jednak są istotne statystycznie. Może więc problem nie leży w eksperymentach, tylko w ludziach, którzy nie chcą się przyznać, że kieruje nimi pierwotniak?

Lindová, J., Novotná, M., Havlíček, J., Jozífková, E., Skallová, A., Kolbeková, P., Hodný, Z., Kodym, P., & Flegr, J. (2006). Gender differences in behavioural changes induced by latent toxoplasmosis International Journal for Parasitology, 36 (14), 1485-1492 DOI: 10.1016/j.ijpara.2006.07.008

Webster, J., Kaushik, M., Prandovszky, E., & McConkey, G. (2011). S32-01 – Toxoplasma gondii-altered host behaviour: Clues as to mechanisms of action and implications for its role in some cases of human schizophrenia European Psychiatry, 26 DOI: 10.1016/S0924-9338(11)73825-1

Flegr J, Lenochová P, Hodný Z, & Vondrová M (2011). Fatal attraction phenomenon in humans: cat odour attractiveness increased for toxoplasma-infected men while decreased for infected women. PLoS neglected tropical diseases, 5 (11) PMID: 22087345

Lester D (2010). Brain parasites and suicide. Psychological reports, 107 (2) PMID: 21117467

Webster, J., Lamberton, P., Donnelly, C., & Torrey, E. (2006). Parasites as causative agents of human affective disorders? The impact of anti-psychotic, mood-stabilizer and anti-parasite medication on Toxoplasma gondii’s ability to alter host behaviour Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences, 273 (1589), 1023-1030 DOI: 10.1098/rspb.2005.3413

Yolken RH, Dickerson FB, & Fuller Torrey E (2009). Toxoplasma and schizophrenia. Parasite immunology, 31 (11), 706-15 PMID: 19825110

17 komentarzy

Miłośnicy kotów

17 lutego jak Polska długa i szeroka słychać było szczęśliwe miauknięcia i mruczenie zadowolenia. To koty w związku ze swoim dniem otrzymywały od właścicieli prezenty, najczęściej w postaci ponadprogramowego jedzenia. Zorganizowanie międzynarodowego święta świadczy o naszym przywiązaniu i miłości, jaką darzymy te kapryśne zwierzaki. W imię uczucia poświęcamy swój czas wolny by zajmować się swoim pupilem czasami w zamian otrzymując tylko podrapane dłonie. Jest jednak inne zwierzę, które kocha koty tak mocno, że jest zdolne poświęcić znacznie więcej.

kicia1

My, ludzie, chełpimy się posiadaniem wolnej woli. Sami kierujemy swoim zachowaniem, sami podejmujemy decyzje. Ta buta jest poniekąd uzasadniona – możemy w mniejszym bądź większym stopniu moderować czynniki zewnętrzne, które mogą na nas wpłynąć, a od wewnątrz chroni nas misternie skonstruowana bariera krew-mózg. Jest ona naturalnym, występującym u ssaków bramkarzem, który dość obcesowo traktuje wszelkie zagrażające ustrojstwa. Istnieje jednak wredny pierwotniak, który nie tylko omija rzeczonego strażnika, ale bardzo specyficznie wpływa na gospodarza.

Toxoplasma gondii, bo o nim mowa, jest pasożytem. Nie mniej od ludzi kocha on koty, ponieważ to w trzewiach tego zwierzęcia spotyka się na rendez-vous i, mówiąc bez ogródek, reprodukuje się seksualnie. W jelitach rozpoczyna się długa i niebywale interesująca wędrówka oocyst pierwotniaka. Lądują one w kuwecie, razem z „opakowaniem”, skąd muszą jakoś trafić do ust innego kota. Nasi pupile dbają jednak o zdrową dietę i gardzą odchodami na rzecz whiskas. Inne zwierzęta są jednak bardziej tolerancyjne i przez przypadek mogą spożyć tego rodzaju posiłek. Często są to szczury – przemiłe i mądre gryzonie, wśród których niechęć do kotów przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. I wtedy zaczyna się magia.

kicia2

Zakażony szczur, nie bacząc na niebezpieczeństwo, coraz częściej zaczyna się kręcić wokół kotów. Nieustraszonym krokiem dumnie kroczy w niebezpiecznym środowisku. Kot, pokonawszy zdziwienie i lenistwo, wygramoli się spod ciepłej pierzyny i bez zastanawiania się dwa razy pochwyci i spałaszuje mysiego herosa stając się jednocześnie ofiarą Toxoplasmy. Już sama zmiana zachowania gryzonia jest interesująca – bardziej jednak zaskakująca jest metoda działania pasożyta, która do tej zmiany prowadzi.

Do dwóch tygodni po szczurzej uczcie życia Toxoplasma osiada się w mózgu gryzonia tworząc kuliste cysty. Te jednak nie pojawiają się wszędzie, lecz preferują układ limbiczny a konkretnie rejony odpowiedzialne w głównej mierze za emocje związane z ucieczką przed drapieżnikami oraz dążeniem do obcowania z osobnikami płci przeciwnej. House, Vyas oraz Sapolsky postanowili zbadać dokładnie jak owa zmiana wpływa na aktywność szczurzego mózgu. Zarażone i zdrowe gryzonie zostały wystawione na zapach ręcznika z kocim moczem bądź widok atrakcyjnej samicy. Krótko po tym zwierzęta zostały uśmiercane w imię nauki a wnętrze ich czaszki wędrowało do analizy.

kicia3

Zdrowe osobniki reagowały jak przystało na typowego szczura – widok pięknej samicy skutkował aktywnością MEApd, rejonu odpowiedzialnego za dążenie ku reprodukcji. Zapach kota wywoływał za to wzmożoną aktywność VMHdm, części mózgu zwykle związanej z zachowaniem obronnym. A jak radziły sobie zarażone zwierzęta?

Jeśli chodzi o reakcję na samicę, to była ona dość standardowa, gdyby nie liczyć równoczesnego z MEApd lekkiego pobudzenia VMHdm. Sytuacja znacznie się jednak różniła, gdy w grę wchodził osikany ręczniczek – nie dość, że chore zwierzęta poświęcały mu więcej niezdrowej uwagi, to aktywność ich mózgów koncentrowała się głównie w rejonie MEApd oraz BLA. Aktywność rejonu reprodukcyjnego była w tej grupie równie duża, jak w przypadku zdrowych gryzoni wystawionych na widok ponętnej samicy.

Według autorów takie a nie inne umiejscowienie cyst powoduje zakłócenie sygnału dwóch omawianych dróg neuronalnych – związanych z dążeniem do reprodukcji oraz zgoła innej reakcji na zagrożenie życia. Pasożyt potrafi jakoby przekierować aktywność wzbudzoną przez niebezpieczny zapach do rejonów mózgu odpowiedzialnych za seksualne uniesienia. W ten sposób szczury muszą dążą do przebywania w towarzystwie takich a nie innych zapachów, co niejednokrotnie kończy się dla nich tragicznie. Darzą taką miłością koty, że pragną być ich pożywieniem.

kicia4

Poznanie mechanizmów działania pierwotniaka jest bardzo ważne, ponieważ szacuje się, że 1/3 ludzi jest nim zarażona. Prócz bezpośredniego wpływu na aktywność układu limbicznego cysty zwiększają poziom dopaminy w całym mózgu o 15%. Życie laboratoryjnych szczurów może nas mało obchodzić, lecz tak duża zmiana w gospodarce neurotransmiterów może wiązać się z poważnymi zaburzeniami. Może też być wyjaśnieniem dlaczego osoby zarażone Toxoplasmą są bardziej narażone na wystąpienie objawów schizofrenii czy nerwicy natręctw. Ale to, jak pasożyt wpływa na zachowanie człowieka, to już temat na osobną notkę…

House PK, Vyas A, & Sapolsky R (2011). Predator cat odors activate sexual arousal pathways in brains of Toxoplasma gondii infected rats. PloS one, 6 (8) PMID: 21858053

PS. Doszły mnie słuchy, że połowa Internetu opisała już Toxoplasmę. Pragnę zauważyć, że tylko ja mam w artykule zdjęcia śmiesznych kotków, czym bezsprzecznie i kategorycznie niszczę jakąkolwiek konkurencję w tym temacie.

Zmiany w zachowaniu człowieka postaram się opisać wkrótce prezentując oryginalny wgląd i najnowsze badania. Jak się nie uda to dorzucę więcej kotów.

Tak czy inaczej zapraszam do przeczytania fajnych tekstów na ten temat:
3dno
Słaby liść
Wyborcza

7 komentarzy