Choroba królewska – Schizofrenia

10-02-2008 komentarzy 25

Schizofrenie, bo o nich będzie mowa, są czymś, co trapi ludzkość od początków naszej wolnej myśli. To właśnie szybki rozwój mózgu, w tym ośrodka mowy jest jedną z teoretycznych przyczyn tych przypadłości. Osoby dotknięte schizofrenią przeżywają niekiedy bardzo bogate i niesamowicie skomplikowane urojenia – stąd tę dysfunkcję nazywa się chorobą królewską. Chciałbym Wam trochę przybliżyć istotę tejże królewskości.

Historia schizofrenii usłana jest bólem i cierpieniem. Osoby, które wykazywały objawy tej choroby zazwyczaj traktowano jako opętane i traktowano jak przystało na szatana – ogniem i zimną stalą ostrza. Rozwój technologii nie rozwinął w ludziach empatii i zrozumienia – nazistowska akcja T4, która polegała na zabijaniu osób dotkniętych zaburzeniami mentalnymi, skutecznie eliminowała ludzi królewsko chorych ze społeczeństwa. Dopiero czasy prawdziwie naukowej analizy okazały się łagodniejsze dla tych osób. Neurobiologia i neuropsychologia pozwoliła na badanie tej przypadłości bez zabarwienia ideologicznego, co zaowocowało kilkoma rodzajami terapii czy środkami które hamują psychoaktywność pacjentów. Co jednak sprawia, że schizofrenia jest tak popularna? Co jest w niej takiego charakterystycznego, że jest chyba najbardziej znaną z ciężkich zaburzeń psychicznych?

Objawy. Wszyscy oglądaliśmy film Piękny umysł ukazujący perypetie Johna Nasha, laureata nagrody Nobla. Ma on omamy, halucynacje, przesłyszenia, lecz także umysł otwarty, ponadprzeciętny, genialny. Właśnie z takimi symptomami kojarzona jest głównie schizofrenia: halucynacje i geniusz, czy to matematyczny czy malarski. Lecz czasami poziom urojeń dobiega do granic możliwości – od manii prześladowczych, niemożności odczuwania przyjemnych uczuć, zahamowania ekspresji twarzy, po wykradanie cudzych myśli, bycie 5 sekund przed lecącym czasem, czy teorii spiskowych niesamowicie skomplikowanych, złożonych, zrozumiałych tylko chorą logiką schizofrenika. W przypadku schizofrenii paranoidalnej pacjent dodatkowo wygląda na całkowicie zdrowego – nie jest otępiały, wycieńczony czy niespójny myślowo. Towarzyszą mu za to omamy, które skutecznie mogą uczynić z jego życia piekło. Swoje schizofreniczne przeżycia ciekawie opisała Roksolana, teraz wyraźnie zainteresowana samorozwojem.

Schizofrenicy często są kojarzeni z zawodem artysty. Rzeczywiście, przez świat wielkiej sztuki przewinęło się paru „mentalnie niestabilnych”. Będą oni dobrym początkiem omawiania badań nad strukturą wewnętrzną tej choroby. Bo co takiego jest w sztuce, że schizofreników do niej ciągnie?

Kategoryzowanie – a przynajmniej próba wyrażenia kategorii podczas procesu twórczego, otwartego myślenia. Przekraczanie barier między pojęciami, tworzenie zupełnie innych określeń, szukanie związku między nimi – w tym wszystkim schizofrenicy radzą sobie wyśmienicie. Bariery ich kategorii, a kategoryzujemy wszystko co widzimy i przetwarzamy, są rozmyte, półprzepuszczalne, przeźroczyste. Pozwala im to np. na łatwy transfer wiedzy z jednej kategorii do drugiej, prostsze wykorzystywanie doświadczenia w różnych sytuacjach, niekoniecznie do siebie podobnych czy łączenie faktów z zupełnie innych dziedzin i obserwacji i tworzenie z tej syntezy zupełnie nowych idei – np. pojęcia grawitacji czy tworzenia metafor. A na co jeszcze wpływa ta dolegliwość?

Tutaj pierwsze skrzypce zaczynają grać naukowcy eksperymentujący na schizofrenikach. Przeprowadzono wiele prób stworzenia testu, który uwidoczni różnice między działaniem mózgu osoby chorej i zdrowej, tak by można było opracować odpowiedni proces leczenia farmaceutycznego. Zespół z Uniwersytetu w Melbourne na ten przykład opracował już stosowany od dość dawna w Polsce test węchowy. Eksperymentalnie potwierdzono, że osoby które miały zachorować później na jakieś królewskie zaburzenie psychiczne, miały o wiele gorszy węch od tych, których los oszczędził. Naznaczeni schizofrenią ochotnicy mieli trudności z segregacją 40 przedstawionych im zapachów do czterech kategorii zapachowych: kawy, róż, pomarańczy i benzyny. Przyczyna tego leży prawdopodobnie w nieprawidłowym rozwoju płatów czołowych, odpowiedzialnych także za rozpoznawanie zapachów, mających znaczenie przy rozwoju psychoz.

Dr Daniel Javitt z New York University School of Medicine w Orangeburgu zapragnął przetestować schizofreników wokalnie – lecz nie chciał w interpretacji swoich badań liczyć na domysły, więc zaprzęgnął do eksperymentu technikę obrazowania mózgu za pomocą rezonansu magnetycznego. Seria badań na grupie 19 zdrowych i 19 chorych ochotnikach ukazała ciekawą właściwość odbierania tonu głosu przez królewsko chorych. Nie byli oni w stanie odróżnić zmian w natężeniu czy barwie wypowiadanych przez aktora słów. Nie tylko więc nie potrafili odgadnąć emocji towarzyszących wypowiadanym słowom, lecz trudności mięli z pytaniem, czy dane zdanie było twierdzące czy pytające. Źródło – dysfunkcja połączenia pnia mózgu i kory słuchowej. Autor badania upatruje tutaj także przyczyny aspołecznego zachowania chorych, które obecne jest jeszcze długo przed pierwszymi objawami schizofrenii. Ale co z muzykami? Są oni odporni na schizofrenię, przez wytrenowanie owego połączenia z korą słuchową? A może ta choroba po prostu przebiega u nich w inny sposób?

Przejdźmy do próby znalezienia przyczyny całego problemu, która to, jak zwykle, okazuje się trudna do uchwycenia i niejednoznaczna. Genetycznie rzecz ujmując, będąc dzieckiem obojga chorych rodziców, mamy 46% szansę na zostanie naznaczonym koroną, lub związanymi z nią zaburzeniami. Szansa ta spada do 17% gdy tylko jedno z rodziców nosi brzemię urojeń. Jeśli chodzi o neurologię – mózg osoby chorej prezentuje stosunkowo niską aktywność dopaminową w korze czołowej, co powoduje rozchwianie ilości tego neuroprzekaźnika w reszcie układu nerwowego. Ciekawym nowym odkryciem mogą się też pochwalić naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze – po przeanalizowaniu gigantycznej ilości danych statystycznych wywnioskowali, że silny stres związany ze stratą kogoś bliskiego, przeżywany podczas ciąży, zwiększa ryzyko ukoronowania noszonego dziecka o 67%. Korelacja ta jednak istnieje tylko w wyniku działania stresu podczas pierwszych 3 miesięcy ciąży, oraz tylko w przypadku ludzi bez przypadków schizofrenii w rodzinie. Kolejny powód by nie straszyć kobiety w ciąży – z dziecka wyjdzie albo homoseksualista, albo schizofrenik :> Chciałoby się rozwinąć ten temat – następnym razem pokuszę się może o przedstawienie tylko studium przypadków schizofrenii, bo urojenia w tym wszystkim są moim zdaniem najciekawsze i najstraszniejsze jednocześnie.

Na koniec ciekawa dyskusja o urojeniach schizofreników:



…tak, to jest parodia :>

Strzałka do ikon

25 Odpowiedzi do : Choroba królewska – Schizofrenia

  1. dru' pisze:

    Tolkien był podobno schizofrenikiem, ale jakoś sobie z tą chorobą radził.
    Zawsze myślałem, że główną przyczyną choroby są przyczyny zewnętrzne. Że ktoś kto miał stosunkowo szczęśliwe dzieciństwo i umiał sobie jakoś życie ułożyć to po prostu nie zachoruje…

  2. Hoko pisze:

    Tolkien sobie radził?? Ciekawe bardzo, Ty go chyba nie czytałeś…

    Uwarunkowania zewnętrzne grają rolę, bo od nich często zależy, czy choroba wyjdzie na wierzch. Ale dzisiaj schizofrenicy jeszcze jako tako mogą żyć, kiedyś to był wyrok – chociaż bardziej społeczny niż medyczny.

  3. dru' pisze:

    Hoko, ty mi tu świętości nie szargaj!
    Może świat tolkienowski jest czarno-biały, ale za to jaki śliczny i z jakim rozmachem stworzony. :D

  4. Prowadzone są badania nad wpływem THC, na wystąpienie tego schorzenia. Według niektórych naukowców substancja zwieksza ryzyko zachorowania, a czasami nawet indukuje chorobę. Inni takiego związku nie znajdują, więc podaję to tylko jako ciekawostkę:) Swoja drogą halucynacje jakich doświadczają niektórzy (nie wszyscy) użytkownicy THC mogą doprowadzic do ciekawych wnniosków.

    @Teloch: A wiesz może co mówią procenty, jeżeli w dalszej rodzinie (ciotka, wuj – np. siostra/brat matki), bądź kilka pokoleń wstecz wystapiły przypadki schizofrenii?

    @dru’:Tolkien czarno biały? Nie do końca – to popularne stwierdzenie, ale po zagłębieniu się w jego twórczość nie mogę się z nim zgodzić. W samym „Władcy Pierścieni” nie wszyscy sa jednozacznie dobrzy, bądź źli.

  5. Teloch pisze:

    Na przykład Boromir :> jak dla mnie – bardzo szarawa postać :>

    Ta, też słyszałem o wpływie ganji na szansę zachorowania na schizofrenię. Pewnie ma to związek z zaburzeniem gospodarki dopaminowo-serotoninowej w mózgu. Osoby które są podatne na schorzenia królewskie nie powinni eksperymentować ze swoim układem nagrody :>

    Jeśli w rodzinie, nawet dalszej występowały zaburzenia schizofreniczne, zawsze jest to sygnał dla psychiatry, że z pacjentem może dziać się coś naprawdę złego. Jednak nie wiem jak wyglądają dokładnie obliczone szanse – spróbuję się dowiedzieć ;)

  6. dru' pisze:

    No co wy?
    Wszystko co stworzone przez Eru jest dobre.
    Wszystko co stworzone przez Melkora jest złe.
    Golum i Boromir po prostu dostali się pod wpływ pierścienia władzy. I to jest jedyna przyczyna ich skrętu w szarość.
    Władza Panowie, to żądza władzy deprawuje człowieka! :D

    Turin może budzić pewne wątpliwości, ale on miał równie paskudny miecz, co Golum pierścień.

  7. Teloch pisze:

    Ale czy to nie podatność na oddziaływanie pierścienia jest już próbą dodania charakterom głębi? Z resztą, przyznam się szczerze, Tolkiena czytałem trochę na siłę, więc nie jestem tutaj osobą, która powinna się w tym temacie wypowiadać :P

  8. Eru stworzył Melkora, więc o czym my rozmawiamy ;>

    Pierścień/Morgoth oddziałuje na jednych mocniej, na innych słabiej – to właśnie oddaje ową szarość charakteru. Nawet Gandalf, „dobry” do bólu, nie chce go przyjąć w obawie przed ulegnięciem jego wpływowi. Możesz to rozumieć jako metaforę dobrej i złej strony charakteru każdej (no prawie) istoty.

    Boromir nie tylko dostał się pod wpływ pierścienia, ale jest po prostu człowiekiem, nie mówiąc już o tym, że pragnął wykorzystać Pierścień w celu ochrony swojego ludu – pobudki miał więc dobre. Tylko mi nie mów, że to była taka wymówka :P

    Ludzie w ogóle są szarzy – niektórzy opowiadają się po stronie Saurona, inni po stronie „dobra”, a jeszcze inni są obojętni i chcą tylko zysków dla siebie.

    Enty – nie kiwnęły palcem dopóki nie zobaczyły jak Saruman przetrzebił Fangorn. Tak naprawdę zalezy im tylko na ochronie lasów, w nosie mają resztę świata.

    Hobbici – zaściankowi, aż do bólu. Liczą, że wszystko ominie ich krainę, nie lubią obcych, Gandalfa traktują z nieufnością, rzadko który byłby skłonny do poświęcenia sie w imię „dobra”.

    Frodo – poddał się pierścieniowi w ostatnim momencie. Gdyby nie Gollum, którego wolałby widzieć martwego (!), cała misja zakończyłaby się porażką.

    Aragorn – żeby bronić swojego królestwa jest w stanie przywołać zmarłych zdrajców, „złych” do szpiku kości.

    Feanor – stworzył Silmarilie, ale uległ podszeptom Melkora (innymi słowy miał nieprzyjemny charakter), a kiedy klejnoty przepadły nie cofnął sie przed niczym, żeby je odzyskać.

    A podaj dru’ proszę jakis przykład szarego fantasy. Tylko niech to nie będzie Sapkowski ;>

  9. dru' pisze:

    Pierścień jest metaforą, ale i jest przedmiotem. Nie mówimy o ludziach w ogóle ale ludziach tolkienowskich. Może trochę inaczej odebraliśmy jego twórczość, ale ja zwróciłem uwagę, że zło u Tolkiena jest zawsze zewnętrzne. Jest to jakiś odrębny byt i mądrze istoty boją się z nim kontaktu.
    Odbierałbym to w ten sposób, że Gandalf unika pierścienia bo boi się, że przestanie być sobą.
    Zło tolkienowskie zdefiniował bym jako gotowość (i czyn) do wyrządzenia krzywdy innym istotom rozumnym (wykluczam obronę własną). To tak żebyśmy mieli jakąś podstawę do dyskusji. Wobec entów i hobbitów Tolkien jest pobłażliwy, wyrozumiały. I oni nie są źli w tym sensie, który wspomniałem.
    Feanor tworzy coś czego nie ogarnia, posiadł coś co nie było przeznaczone dla niego i dlatego nie potrafi panować nad swoimi pragnieniami. Zło jest zewnętrzne. Silmarile odgrywają podobną rolę (albo mają podobny wpływ) jak pierścień.
    Może jest tak, że dla Tolkiena człowiek staje się zły gdy próbuje posiąść coś co nie zostało dla niego stworzone. Mielibyśmy tu ten chrześcijański akcent o którym wszyscy mówią. :)

  10. Torlin pisze:

    Wydaje mi się, że mogę coś na ten temat powiedzieć. Na zlecenie pewnej firmy robiłem badania wśród schizofreników w ich siedzibie (tzw. domu dziennym), do którego z przyjemnością przyjeżdżali. I muszę potwierdzić, że schizofrenii jest tyle rodzajów ilu schizofreników. Jak ci ludzie strasznie chcą być normalni, chcą się uczyć, pracować, chcą, aby ich społeczeństwo zauważyło

  11. @dru’

    Zło tolkienowskiego nie mozna definiowac tak płytko – to nie tylko zadawanie cierpienia, to jest pożądanie władzy i dominacji, narzucanie swojej woli wbrew innym, próba swojej potęgi tylko ze względu na swoja pychę, samolubność, dbałość tylko swó interes – to cały zestaw negatywnych zachowań i cech.

    Teraz enty i hobbici nie są juz nieskazitelnie biali.

    Pierścień jest przedmiotem, ale zwykłym, a bardzo potężnym. Możesz go porównać do broni masowego rażenia, albo niewyobrażalnego bogactwa. Obie te rzeczy mogą pchnąć zwykłego człowieka do bardzo nieszlachetnych czynów, czasem nawet ze szlachetnych pobudek. Wybraź sobie co czuł Boromir, gdy postanowiono zniszczyć broń, w której widział ocalenie dla swojego ludu.

    Z jednej strony masz tu próbę posiędnięcia czegoś niestworzonego dla człowieka, a z drugiej zwykłe pożądanie władzy/bogactwa/potęgi. Większość szarych ludzi nie jest zdolnych do morderstwa, chyba, że odpowiednio ich zachęcić

    Moim zdaniem ludzie Tolkienowscy sa szarzy – nie są z natury źli, bądzi dobrzy – sami skłaniają się ku jakiejś opcji. Nie boja się z góry kontaktów z owym egzogennym złem – zobacz ile plemion wspierało Saurona z własnej woli.

    Co do zewnętrzności zła – wielu ludzi uważa WP za czarno-białego, ponieważ jest to historia widziana oczami zwycięskiej strony. Nie wiemy co dzieje się w Mordorze, czy w umyśle Sarumana, z jakimi problemami musi borykać się Sauron, jak wygląda zycie codizenne orków etc. W związku z tym czytelnik przeważnie przyjmuje, że ta druga strona jest zła po prostu dlatego, żeby byc zła. Nie zauważa, że tak naprawdę Sauron pożąda władzy, a nie samego cierpienia – zanim rozpoczął wojnę proponował przyłączenie się do jego imperium, ludzie, którzy do niego dołączyli nie cierpią wiecznych mąk etc. Nie dostrzega też tego, że zło wpisane jest w naturę Ardy, ludzi i innych istot.

    Feanor jest szary – właśnie dlatego, że dał się opanować żądzy ochrony tego co stworzył. Nie jest z gruntu zły (został stworzony jako dobra istota) – po prostu ma za słaby charakter.

    Silmarile nie maja podobnego wpływu jak pierścień. Nie mają własnej osobowości, celów i nie tęsknią za swoim panem. Pożądają ich wszyscy, ponieważ są piękne – Morgoth wkomponował je w swoją koronę, chociaż dotykanie tych błyskotek jest dla niego niewyobrażalnie bolesne.

    Chrześcijański akcent, o którym wszyscy mówią, to już samo stworzenie Ardy, „dobra” i „zła” – Eru stworzył wszystkich Ainurów, z których najpotężniejszy był Melkor. Potem nastąpił niejako bunt Morgotha, zakłócenia w Muzyce, które ostatecznie dały początek nowej melodii i wszystko i tak ułozyło się w harmoniczną całość zgodnie z zamysłem Iluvatara.

  12. EQ pisze:

    Ogolnie rzecz biorac to przez dosc dlugi czas naduzywalem THC, ponadto mialem mocne przezycia po ktorych cos sie we mnie zmienilo, pewni ludzie ktorzy uwazali sie za moim znajomych (a tak naprawde sa falszywi) przyprawiali mi gebe schizofrenika..jutro ide do psychologa omowic wyniki badan, zobaczymy co wyjdzie, nikomu nie rzycze jazd typu „nagla ucieczka od znajomych” moze jest to u mnie normalne…a moze poprostu nie jestem czasami soba.

  13. Anonim pisze:

    Jestem schizofrenikiem mam prze dziwne akcje prze dziwne zycie jakies zrycie zobaczcie sami http://www.sankozako.blog4u.pl Aktualnie jestem bez pracy za granicá. Radze sobie zawsze sobie poradze, wszystko przez toze na poczátku jak wyszlem bralem po 12 psychotropów i pilem duzo alkoholu lonczylem to i do tego, nie biore juz psychotropów okolo roku coraz ciezej ze wszystkim niema nigdzie przezroczystosci, efektem ubocznym tego wszystkiego wyszlo zboczenie psychiczne – patrz sie na intymne miejsca ludzi i strasznie zle sié z tym czuje nie mam tyle czasu zeby wytlumaczyc kazdej osobie z osobna co mi sie dzieje, gdy sie stresuje czuje sie jak na stadionie postawiony na srodku w pionie i czuje jak wszystko tonie, szaleje, kazdy czlowiek sie z tego smieje. Bylem u lekarza powiedzial mi zebym sprubowal tabletki na koncentracje, bo mu powiedzialem ze nie moge isc sie leczyc poniewaz trzyma mnie tu bardzo poptézne uczucie, w niekturych chwilach wszystko jest takie proste a po chwili wszystko sie zmienia tak jak bym przechodzil w wymiar szalenej, nieprawdopodobnej, nienaturalnej, dziwacznej rzeczywistosci wejdzcie na mój blog mam malo lat ale zycie znam od podszewki http://www.sankozako.blog4u.pl

    ogólnie wszystko zajebiscie.
    Pozdrawiam

  14. Pingback: Treser ludzi | Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg

  15. Afliktigo pisze:

    Po pierwsze i najważniejsze Tolkien nie miał schizofrenii. :P Facet miał po prostu bogatą wyobraźnię. Może poczytajcie jego biografie, a nie notkę w nonsensopedii. :P To, że ktoś jest kreatywny i ma niezwykle otwarty umysł nie oznacza od razu, że jest chory.

    • psychedelic power pisze:

      Choroba to tylko nazwa faktu, choroba to nazwa innego niezrozumiałego dla Was stanu i zgadzam się z marcinem, chorzy to wy jesteście jakbyście doświadczyli chociaż przez chwilę tej „choroby” od razu by się Wam rozjaśniło, u mnie dopiero się rozwija ale jak chcecie wiedzieć o czym mówię to se spróbujcie psychodelików, raz nie zaszkodzi a będziecie wiedzieć o co chodzi

  16. Afliktigo pisze:

    btw. Jego świat jest tak rozczepiony, bo w jego zamiarze „Władca Pierścieni” miał być metaforą Biblii. Konsultował się listownie ze znajomymi duchownymi w trakcie jej pisania. To dlatego widać tak mocno podział na dobo i zło – jak w filozofii chrześcijańskiej. Sam był głęboko wierzącym człowiekiem. Zresztą w jego powieści można znaleźć masę „szarych” postaci – np. Smeagol – karykatura człowieka poddającego się pokusie i pozwalającego aby zawładnął nim grzech. :P Jeśli chce się interpretować czyjeś teksty trzeba znać kontekst i wiedzieć kim był pisarz, jak żył i jakimi wartościami się kierował.

  17. marcin pisze:

    hej nazywam sie marcin nazwisko nie wazne mam schizofrenie paranidoalna f20 tak wam powiem jedna zecz kocham swoja chorobe jest mi z nia cudownie i dziekuje ze mi ja bog dal pozdrawiam wszystkich

    i co wy na to cwaniaki

  18. marcin pisze:

    aha i jeszcze jedno my schizofrenicy jestesmy normalni a wy zdrowi jestescie chorzy to was powini leczyc i taka jest prawda

  19. CeDo pisze:

    Napisałeś: „Osoby dotknięte schizofrenią przeżywają niekiedy bardzo bogate i niesamowicie skomplikowane urojenia – stąd tę dysfunkcję nazywa się chorobą królewską.”

    Osobiście wydaje mi się, że to nie tak jak napisałeś. Chorobę tę nazywamy królewską, gdyż dotyka ona ludzi, którzy narażeni są na krytykę i pogardę ze strony inny ludzi ze względu na fakt, że podejmują jakieś decyzje i tym samym podlegają publicznej ocenie. Otóż król podlega ocenie poddanych i stale narażony jest na agresję słowną i fizyczną, gdyż podejmować może błędne, złe lub nieprzychylne wielu ludziom decyzje. Król zatem nim się na coś zdecyduje musi rozważyć różne scenariusze. Zatem życie króla to ciągła wewnętrzna debata za i przeciw, jak również ciągłe rozmyślanie o otaczającej nas rzeczywistości, błądzenie myślami w przeszłości i uciekanie w przyszłość. Problem polega na tym, że jeśli będziesz się stale zastanawiał jak postrzegają ciebie inni ludzie i zanadto błądził myślami to jesteś narażony na to, że rozwinie się u ciebie schizofrenia. Chociaż może jest odwrotnie – to ludzie chorzy na schizofrenię po prostu tak mają. Nie wiem czy wiesz, ale schizofrenię nazywa się również chorobą brodatej kobiety. Tak zwani dziwacy (np. garbaci, karły) byli niegdyś szczególnie narażeni na bezwzględną kpinę ze strony wspólnoty, co wiązało się z tym, że byli również często chorzy na tę chorobę. Podobnie poborcy podatkowi w średniowieczu, którzy gdziekolwiek by się nie pojawili byli narażeni na pogardę ze strony społeczeństwa, byli również narażeni na tę chorobę psychiczną.

    Jeśli chodzi o schizofrenię paranoidalną, to rzeczywiście zwiększa ona bogactwo doznać i sprawia, że ludzie chorzy na tę chorobę są bogatsi duchowo od zwykłych ludzi. Problem polega na tym, że schizofrenia to niestety choroba, która wyniszcza człowieka. Dlatego po wielu latach choroby dochodzisz do wniosku, że pieprzyć taką mądrość jaką zdobyłeś dzięki tej chorobie; lepiej być pięknym, młodym, bogatym i beztroskim.

    PS. Nie jestem psychiatrą tylko chorym na schizofrenię.

  20. Agnieszka pisze:

    Same głupoty ,ktoś kto jest chory nigdy by nie pisał komentarzy bo leki wywołują sen i otępienie.

  21. NewAge pisze:

    Agnieszka jak leki są dobrze dobrane takich objawów nie ma (są to skutki uboczne) Ja jestem również tak brzydko napiszę schizofreniczką paranoidalną i nie żałuję. Cieszę się bardzo otworzył się mi świat doznań których można mi z całą pewnością pozazdrościć

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>