Boki zrywać

28-07-2008 komentarzy 7

Dwóch myśliwych kroczy lasem – nagle jeden z nich upada. Wygląda jakby przestał oddychać a jego oczy zrobiły się szkliste. Jego towarzysz szybko wyciąga swoją komórkę i dzwoni na pogotowie.

Przerażonym tonem mówi: „Mój kolega nie żyje! Co mogę zrobić?!”
Po drugiej stronie odzywa się głos: „Proszę się uspokoić, mogę pomóc. Po pierwsze, proszę się upewnić czy znajomy na pewno nie żyje.”
Chwila ciszy… i odgłos wystrzału broni.
Wziąwszy znowu telefon do ręki myśliwy mówi: „Ok, co teraz?”.

Śmieszne? Bardzo zabawne? Raczej mierne? Wierzcie bądź nie, lecz jest to najzabawniejszy kawał świata.

Przynajmniej wg. tak zwanego The LaughLab research, które było dziełem psychologa Dr. Richarda Wisemana z Universitetu Hertfordshire. To przeprowadzone w 2001 roku badanie polegało na ankiecie popularności kawałów, których autor zgromadził niebagatelną sumę rzędu 40,000. Z całego świata napływały głosy, których łączna liczba niemal dobiła 2 mln. Różne dowcipy wybijały się w różnych kategoriach wiekowych czy narodowościowych – np. Niemców rozśmieszało wszystko na jednakowym, średnim poziomie, wyspiarze, ludzie z Australii i Nowej Zelandii najbardziej lubują się w grach słownych, a Amerykanie i Kanadyjczycy śmieją się najczęściej gdy w opowiedzianej historii ktoś wyszedł na głupka – ale kawał o myśliwych był uniwersalnie najśmieszniejszy. Osobiście oceniłbym go najwyżej na poziomie „średnio śmieszny”. O wiele bardziej przemawia do mnie np. ten tematycznie dobrany skecz Monty Pythona:

Lecz skąd w ogóle wzięło się poczucie humoru? Jakie są źródła śmiechu? Jakie jest pochodzenie dowcipu?

Jak to zwykle bywa, wymyślenie kawałów przypisali sobie starożytni grecy. Mitologiczny Palamedes zasłynął z dobrych i innowacyjnych pomysłów – wymyślił np. śniadanie, obiad, kolację, liczenie czy walutę. Jako pierwszy zaczął on też opowiadać śmieszne historyjki. Możliwe, że miał bardzo cierpkie poczucie humoru, bo umarł ukamienowany. Ale kopmy jeszcze głębiej – skąd wziął się sam śmiech?

Tutaj wchodzimy w mnogość teorii i hipotez.
Platon określił śmiech jako odpowiedź na kończące się uczucie frustracji. Kant rozwinął tą teorię, i tak śmiech stał się „uczuciem rodzącym się z nagłej transformacji napiętej sytuacji w nic.”. V.S. Ramachandran, neuronaukowiec, rysuje taki oto obraz: stadko zarośniętych człekokształtnych idzie przez puszczę/sawannę. Nagle coś słyszą – wszyscy stają się spięci i nerwowi. Pierwszy osobnik, który zauważy, że złamanie gałęzi spowodował borsuk a nie jakiś wielki kot wybucha śmiechem, by powiadomić resztę towarzyszy o braku zagrożenia. Na tę wiadomość i inni wybuchają śmiechem. Logiczne.

Mamy jeszcze teorię uwodzenia, która podparta została danymi statystycznymi. Sam Shuster z Norwich University Hospital, prócz ślęczeniem nad biurkiem i szukaniem korelacji zajmuje się rozśmieszaniem ludzi jako komik-amator. Podczas jego występów aż 75% mężczyzn dodawała swoje trzy grosze do autorskich skeczy. Głównie były to słowne ataki, uszczypliwości. Doktor Nick Neave z University of Northumbria zgadza się z Shusterem co do prostego wyjaśnienia tak dużej liczby spontanicznych docinków – winny jest testosteron. Buzujący w młodych samczych ciałach powoduje wzrost agresji względem mężczyzny skupiającego wzrok kobiet. W końcu zawsze chodzi o sukces reprodukcyjny. Na żarciki silą się zwłaszcza podlotki – starsi mężczyźni, mający już zapewnioną stabilną pozycję w stadzie są bardziej wyrozumiali. Mężczyźni mają naturalną tendencję do częstszego żartowania niźli płeć piękna. A co jak co, ale nic nie schlebia chłopakowi bardziej niż dziewczyna śmiejąca się z jego żartów.

Ale gdzie chłopak, dziewczyna i śmiech, tam muszą być i łaskotki. Wiąże się z nimi wielka zagadka – dlaczego gdy łaskoczemy sami siebie nie wprawia nas to w radosny nastrój? Już Arystoteles głowił się nad tym problemem. Teraz, gdy możemy sprawdzić co dzieje się w głowach gilgotanych osób tajemnica samostymulacji humorystycznej w końcu poległa. Gdy gilga nas inna osoba aktywują się wyraźnie przynajmniej dwie struktury mózgu – kora czuciowa, do której docierają bodźce ze skóry, oraz przednia część kory obręczy, która inicjuje poprawę nastoju w postaci niekontrolowanych spazmów śmiechu. Gdy jednak sami chcemy się dotknąć w okolicach żeber, niecny móżdżek rejestruje to i wygasza aktywność ww. struktur. Ochotników podłączono też do komputera, który opóźniał zainicjowany ruch samogilgotania. Wystarczyły 0,2 sekundy różnicy między inicjacją ruchu a jego elektronicznym wykonaniem by ochotnicy sami siebie zdołali doprowadzić do rechotu.

Śmiech obniża ciśnienie krwi, bogaciej obdarza ją tlenem oraz wypełnia endorfinami, zwiększa pojemność płuc, poprawia trawienie, ćwiczy liczne mięśnie, ułatwia leczenie, poprawia nastrój… Śmiejmy się więc, na zdrowie!


Strzałka do ikon

7 Odpowiedzi do : Boki zrywać

  1. komerski pisze:

    Jednej rzeczy nie rozumiem… A właściwie dwóch. Dlaczego móżdżek zabrania nam autołaskotek i co właściwie było opóźnione i dlaczego. Jakąś wersję dla słabszych poproszę:)

  2. Hoko pisze:

    Ale jeśli się śmiać, to całą gębą albo prawą stroną ust. Uśmiech lewostronny jest drwiący i nastroju nie poprawia :D

  3. Teloch pisze:

    Eh, wiedziałem, że to zdanie jest zbyt zakręcone :P
    Ochotnicy wykonywali ruch, tak jakby mięli się łaskotać, lecz to komputer dotykał ich ciała. Gdy cyfrowe gilgotanie było natychmiastowe – móżdżek hamował stymulację. Jednak gdy ruch został opóźniony o 0,2s móżdżek już nie rejestrował tego jako ruch własnego ciała czy też ruch chociażby przez swoje ciało zamierzony.

    Dlaczego tak się dzieje to pytanie o źródło ewolucyjnego sensu łaskotek. Tutaj jest kolejne białe pole do wypełnienia nowymi teoriami – zwłaszcza, że gilgotki posiadają również goryle, szympansy czy nawet szczury. Zdrowotna rola śmiechu to jedno – ale dlaczego w takim razie sami nie możemy sobie podrasować ilości tlenu we krwi tak łatwym sposobem?

  4. psychika pisze:

    dobry ten kawał

  5. pao pisze:

    Dlaczego sami nie możemy – to proste: po co byliby nam wtedy inni? A tak łaskotki pełnią rolę „spoiwa” społecznego :-)

  6. metalkoholik pisze:

    Ja sam mam najbardziej irracjonalne poczucie humoru, jakie można mieć. Śmieszą mnie sytuacje najnormalniejsze w życiu, ostatnio uwielbiam wulgarne, rasistowskie kawały (mimo, że jestem osobą naprawdę bardzo tolerancyjną). Lubię takie strony jak electricretard.com, moi znajomi nie wiedzą, co w tym takiego śmiesznego. No i oczywiście nieśmiertelny Monthy Python i South Park!

  7. MuKuL pisze:

    Dla mnie dobry humor to taki, który jest powoli inicjowany. Kawał nie może być zbyt krótki bo nie wciągnie słuchacza. Choć wiadomo, że każdy ma swoje preferencje i dużo zależy od doświadczeń życiowych i na tym na jakim podłożu humorystycznym byliśmy wychowywani.

    Humor może być wulgarny np. „Dzień Świra”, inteligentnie-głupkowaty np. „Monthy Python”, głupkowaty np. „Głupi i głupszy” czy zazwyczaj większość amerykańskich komedii, seksualny np. „American Pie”, ironizujący życie „Pulp Fiction” itp. itd.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Joke#Types_of_jokes

    Zaprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Btw.

    ***
    Jedzie podróżnik przez Afrykę, kiedy to pewnego dnia zatrzymuje go jedno z rdzennych plemion tego regionu.
    -Śmierć czy pataha!? – pytają go
    -Pataha – odpowiada przestraszony podróżnik
    Zaczęli go gwałcić. Po pewnym czasie zrozpaczony mówi:
    -Dobra! Wolę śmierć!
    Na co plemię krzyczy jednym głosem:
    -ŚMIERĆ PRZEZ PATAHE!

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>