LSD w walce z alkoholizmem

18-02-2010 komentarzy 5

Druga z dwunastu tradycji Anonimowych Alkoholików brzmi: „Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.”. Niektórym wydać się może dziwne, że uzależnienie od alkoholu łączy się tak mocno z elementami religijnymi. Historia walki z tym uzależnieniem pokazuje jednak, że obie te sfery, alkoholowej choroby i duchowej głębi, zaskakująco często się przecinają.

Uzależnienie od alkoholu przyciągnęło uwagę medycyny dopiero w pierwszej połowie XX wieku, kiedy to alkoholizm zaczęto traktować jako problem zdrowotny, a nie natury upadku moralnego. Lata pięćdziesiąte były przełomowe i wpuściły alkoholizm na salony szpitalne. Dlaczego jednak doszło do tak radykalnej zmiany nastawienia wobec tego problemu?

Profesor E. M. Jellinek, pracownik uniwersytetu Yale, był jednym z pionierów badań na temat wpływu alkoholu na ludzi – prowadzono pierwsze doświadczenia kliniczne, a naukowe podejście do sprawy owocowało zdobywaniem dowodów, że alkoholizm ma podłoże genetyczne, biologiczne, a zatem powinien być leczony przez lekarzy.

Innym wytłumaczeniem może być ekspansja budowanych przez stany ośrodków pomocy dla alkoholików. Rząd, pompując pieniądze w projekty walki z problemami społecznymi, zaczął zaliczać owe ośrodki pomocy do systemu zdrowotnego. Sami przedstawiciele przemysłu alkoholowego popularyzowali alkoholizm jako biologiczne zaburzenie – bo skoro uzależnienie jest chorobą, to dotyka ona tylko dane jednostki, nie mnie – i tak skoczyły zyski piwnych magnatów.

W 1950 roku psychiatra Humphry Osmond, pracujący w szpitalu St George’a w Londynie, razem ze swoim kolegą Johnem Smythies’em, badali reakcje ludzi na stany indukowane chemicznie. Wyjątkowym zainteresowaniem darzyli meskalinę, którą po dwóch latach badań posądzili o wywoływanie symptomów schizofrenii, łącznie z halucynacjami, urojeniami, niezorganizowanymi myślami i takim też zachowaniem (nic dziwnego, że Witkacy lubił ten przysmak). Dalsza praca pozwoliła ustalić, że meskalina ma zaskakująco podobną strukturę do adrenaliny. Stworzono więc teorię, jakoby schizofrenia była rezultatem biochemicznego rozregulowania u chorego.

Osmond jednak nie zainteresował tematem reszty kolegów i nie mógł kontynuować badań w Londynie. Przeniósł się do Kanady, gdzie w szpitalu dla psychicznie chorych w Weyburn poznał Abrama Hoffera. Razem dzielili ciekawość co do odmiennych stanów indukowanych chemicznie, a zainteresowanie meskaliną wkrótce zapoznało Osmonda z dietyloamidem kwasu D-lizergowego, potocznie zwanym LSD. To była miłość od pierwszego wejrzenia – symptomy zażycia podobne do meskaliny, jednak o wiele mocniejsze. Badania nad tym specyfikiem LSDpotwierdzały wcześniejszą hipotezę o biochemicznym niepokoju, bowiem narkotyk ten powodował unikalne, bardzo głębokie przeżycia. Jednakże wczesne eksperymenty ukazały również psychiatrom drogę do nowej terapii. Stany wywołane LSD powodowały pojawienie się u ochotników nowych poziomów samoświadomości. Badani, wracając pamięcią do tego co zaszło podczas „tripu”, twierdzili, że udało im się spostrzec swoją sytuację rodzinną, osobistą, w społeczności z odleglejszej perspektywy. Niektórzy określali to uczucie jako mocno duchowe. Osmond i Hoffer zaczęli się zastanawiać, czy wywołanie takiego stanu u człowieka może wpłynąć na zmianę jego zachowań, nawyków… W 1953 roku rozpoczęły się więc testy na alkoholikach.

Pomysł na wykorzystanie tej grupy ludzi zrodził się z bardzo późnej rozmowy obu badaczy. Porównali oni stan po zażyciu LSD do delirium tremens. Pomysł wydał się tak dziwny, że aż oboje się zaśmiali. Ale ponieważ o 4 nad ranem każdy dziwny pomysł jest dobry, gdy śmiech ustał, zaczęli oni snuć nowe hipotezy eksperymentalne. Około 10% alkoholików cierpiących na delirium kończy swoje życie dość marnie, dla pozostałych może to być jednak punkt zwrotny i wyjście do skutecznej terapii. Jeśli LSD wywołuje tak zwaną delirkę, specyfik ten może stać się furtką skutecznej terapii uzależnienia…

Pierwszymi pacjentami była para, mężczyzna i kobieta, potraktowani dawką 200 mikrogramów LSD. Dawka była dopasowana na zasadzie, że skoro mniejsze ilości indukują u zdrowych ludzi delirium tremens, u alkoholików potrzeba czegoś więcej(1). Wynik tego pierwszego eksperymentu? Mężczyzna przestał pić i pozostał trzeźwy przez 6 miesięcy (po czym skończyła się obserwacja).Kobieta jednak pozostała w szponach nałogu. Czyli, jakby nie patrzeć, 50% szansa na uzdrowienie. Po eksperymentach na ponad 700 pacjentach raportowali podobne wyniki. Hoffer uważał, że to samo doświadczenie jest kluczowym czynnikiem w terapii, a nie spowodowana zażyciem zmiana biochemiczna w mózgu. W ten sposób, z działki czysto psychiatrycznej, metoda ta zaczęła być przesuwana w rejony psychoterapii, gdzie większe znaczenie ma przeżywanie subiektywne.

Widząc podniesione brwi powątpiewania u kolegów po fachu dwaj badacze postanowili lepiej obudować teoretycznie swoje trudne do sklasyfikowania wyniki. Z pomocą przyszła stara teoria o adrenalinie u schizofreników. Hormon ten okazał się również obecny w znacznym stopniu u osób przeżywających delirium. Tym razem więc biochemiczna nierównowaga stała się teoretyczną przyczyną nadmiernego picia.

Jake Calder, dyrektor biura ds. alkoholizmu w placówce Osmonda i Hoffera, również wierzył w siłę LSD jako medycznego środka przeciwko uzależnieniu. Twierdził on, że chociaż medycyna dała dużo alkoholikom określając ich stan w ramach biologicznej, a nie moralnej niedyspozycji, to jednak większość teorii niesłusznie doświadczanie alkoholizmu odcina od duchowego i społecznego aspektu. Zażycie LSD, jako wielce głębokie i silne doznanie, jest więc uzupełnieniem podstawowej terapii. Tymczasem nasi dwaj główni badacze doszli do wniosku, że to jednak nie podobieństwo do delirium tremens jest siłą narkotyku, lecz nagłe wypłynięcie wypartego, tłumionego wcześniej materiału, lub, w innych wypadkach, poczucie religijnej przemiany. Potwierdzały to analizy poszczególnych przypadków. Ochotnicy często mieli trudności ze znalezieniem słów na to co przeżyli przebywając pod wpływem LSD – ta niemożność wyrażenia siebie stała się mocną zagwozdką dla eksperymentatorów. Jednak można było znaleźć względnie stałe elementy przejawiające się u leczonych alkoholików, a które dobrze opisuje fragment z raportu psychiatrycznego:

Momentalnie zdobył jedność z Bogiem. Miał wizję, gdy leżał z zamkniętymi oczami, spiralnej klatki schodowej, gdzie rozmawiał z kimś innym. Okazało się to mieć dla niego wielkie znaczenie… wydaje się, że zdobył zrozumienie oraz wgląd w samego siebie.

Hoffer i Osmond dalej kontynuowali w Saskatchewan badania nad alkoholikami, którzy wyrazili chęć rzucenia nałogu. Starano się ustandaryzować spisywanie przeżyć przez pacjentów, tworzono formularze, zapiski obserwatorów o prawidłowej chronologii opisywanych przeżyć… jednak zawsze na końcu wąskim gardłem okazywały się słowa, które po prostu nie były w stanie opisać tego co zaszło. By lepiej zrozumieć opisywane przez ochotników doświadczenia większość obserwatorów również decydowała się spróbować narkotyku. By zobrazować Wam trudności przekazu – cytując jeden z dłuższych fragmentów sporządzonych przez badanego dzień po zażyciu LSD:

Jak mogę wytłumaczyć twarz, nikczemną, odpychającą i łuskowatą, którą wziąłem za rękę w czeluść piekielną, skąd przyszła, by następnie delikatnie usunąć tą łuskowatą rzecz z twarzy i zabrać ją za rękę wysoko, wysoko w stronę światła i zobaczyć twarz w pełni danego przez Boga piękna, tak wielkiego piękna, że naczynie nie może piękna utrzymać w środku, ale nie może wykipieć. Wydawało się, że moja głowa i ramiona i biodra na dole były oddzielone i mój żołądek był polem bitwy pomiędzy dobrem i złem… W końcu porozmawiałem [z doktorem] który wydawał się nie mieć problemów ze zrozumieniem rzeczy, które mu opisywałem, a które nie mogłem przelać na papier. To co czuję jest żywe i chciałbym być artystą i móc namalować to albo umieścić w muzyce czy wersie by podzielić się tym ze światem. To wydaje się być przeżyciem, które tylko ktoś kto widział skalę wszystkich emocji, poprzez LSD czy alkohol, może chociaż zbliżyć się do poznania czy uwierzenia nawet do tych najbardziej fantastycznych rzeczy które chcesz im przekazać. To wspaniałe uczucie móc wybrać czy iść do góry czy na dół. Zdecydowałem się iść do góry i czuć się czystym, świeżym i dobrym.

Strzałka do ikon

5 Odpowiedzi do : LSD w walce z alkoholizmem

  1. Jacenty pisze:

    Jestem wielkim zwolennikiem kontynuowania poważnych badań. Z jednej strony mamy do czynienia z bandą biblijnych purytan, którzy w każdym przejawie duchowego wglądu (poza ich własnym polegającym na kreacjonistycznym bełkocie) widzą diabła. z drugiej zaś strony istnieje rzesza bezkrytycznych miłośników new age a także po prostu miłośnicy pospolitego ćpania. LSD jest nam potrzebne a badania nad nim jeszcze bardziej :)

  2. Marcin pisze:

    Badania nad LSD sa juz legendarne i sa legenda niestety tez juz. Literatury przez te lata nazbieralo sie duzo – chocby ksiazki wspomnianego czeskiego psychiatry Stanislawa Grofa. Teraz stosuje sie – nie jestem calkiem pewnien, czy do dnia obecnego – terapie uzaleznien ibogaina (potezny psychodelik, ale nieco inny niz LSD) w krajach, gdzie nie zostala jeszcze zdelegalizowana. Ciekawi mnie natomiast, czy prowadzono podobne badania nad substancjami tzw. dysocjacyjnymi, jak ketamina czy dekstrometorfan. Jesli ktos cos o tym slyszal, ma namiary na takie badania i ich wyniki – bede bardzo wdzieczny za odpowiedz.

  3. Uzdrawiam pisze:

    Bardzo dobry wpis na temat kwasu. Kto nie brał kwasu ten nie zna jego uzdrawiających właściwości.

    Nie twierdzę, że LSD powinno być legalne. Uważam, że powinno być obowiązkowe.

  4. Jędrzej pisze:

    To by był ciekawy eksperyment ;) Każdemu razem z dowodem dawać LSD ;)

  5. Pingback: MDMA - Penicylina dla duszy | Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>