MDMA – Penicylina dla duszy

14-01-2011 komentarzy 10

Pomaga rozpadającym się rodzinom, leczy traumy, sprzyja psychoterapii. Jednym słowem: 3,4-Metylenodioksymetamfetamina. Bogata historia tego środka jako elementu procesu leczenia ludzkiej duszy nie przeszkadza jednak w tym, że dzisiaj jest on głównie stosowany na dyskotekach. Mowa jest bowiem o MDMA, czyli, potocznie, ecstasy.

mdma ecstasyMDMA jest syntetycznym środkiem psychoaktywnym opatentowanym już w 1912 roku przez niemiecką firmę farmaceutyczną Merck KgaA. Od czasu stworzenia musiało jednak minąć trochę czasu, by specyfik zyskał zainteresowanie. Jak to zwykle bywa z narkotykami najpierw swoje eksperymenty musiało przeprowadzić amerykańskie wojsko. W 1953 roku toczyły się badania nad wykorzystaniem MDMA jako potencjalnego sposobu na „pranie mózgu”. Mimo zarzucenia projektu bardzo interesujące skutki działania sprawiły, że nad „ekstazą” zaczęła zastanawiać się inna grupa zawodowa – psychoterapeuci.

Ogólne objawy zalania mózgu serotoniną, podawane przez ludzi przyjmujących MDMA, tworzą bardzo ciekawy kalejdoskop doznań. Pojawia się poczucie relaksu, zmienia percepcja, zwiększa się potrzeba przebywania z innymi, potęguje empatia, troskliwość. Stan intoksykacji wpływa też na wzmożoną potrzebę kontemplacji. Wszystko to spowodowało, że psychoterapeuci zaczęli zastanawiać się nad wykorzystaniem ecstasy w procesie leczenia. Stan indukowany przez narkotyk mógłby posłużyć do głębszej eksploracji problemów pacjenta przez zniwelowanie negatywnych emocji. Nie mówiąc już o terapii par, które zażywając wspólnie specyfik mogłyby sprawniej przepracować swoje problemy.

Psychoterapia już wcześniej miała do czynienia z środkami psychoaktywnymi. Najsłynniejszy z nich, LSD, leczył już alkoholizm czy uczestniczył w procesie „turbopsychoanalizy”. Co ciekawe wielu terapeutów publikowało dobre wyniki takiego rodzaju leczenia, lecz medialny szum wokół „kwasu” skłonił całe środowisko do odrzucenia narkotyku jako pomocy w sesjach. Zwolniło się więc miejsce dla MDMA, syntetyku, który miał swoje niewątpliwe plusy. Skutki zażycia trwały krócej i nie były tak intensywne jak po LSD. Dodatkowo – prawie zawsze były pozytywne. Przez większą kontrolę nad stanem pacjentów ecstasy wkroczyło na kliniczne salony.

Dr Leo Zeff był psychoterapeutą działającym w Kalifornii. Zajmował się terapią LSD, lecz w latach siedemdziesiątych przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zdecydował się powrócić, gdy poznał działanie MDMA. To doktorowi Leo należy przypisać popularyzację nowego specyfiku na rynku terapii duszy. Kontynuował praktykę ze zmienionym składem chemicznym jeszcze przez kilka lat i w tym czasie zaaplikował nowy syntetyczny psychodelik ponad 4000 pacjentom. Co ciekawe, wielu z obdarowanych nowym doświadczeniem ludzi samemu zostało terapeutami. Ogólna skuteczność omawianych w prasie branżowej terapii przypadków była wysoka. MDMA zostało określone jako penicylina dla duszy.

mdma ecstasyWeźmy na ten przykład pracę psychiatry Georga Greera. Opisał on we wczesnych latach osiemdziesiątych przypadki 29 pacjentów, którzy brali MDMA jako część indywidualnej i grupowej terapii oraz terapii par. Nie wystąpiły żadne fizyczne komplikacje brania narkotyku. Znaczna większość pacjentów raportowała, że w wyniku procesu zaszły pozytywne, osobiste zmiany, poprawiło się samopoczucie czy rozwiązały się problemy, które trawiły chore związki. Greer kontynuował pracę publikując zbiór 80 przypadków terapeutycznych, które miały miejsce od 1980 do 1985 roku, razem z metodami i technikami, które miały zagwarantować skuteczną terapię MDMA. Nad psychodelikiem zbierały się jednak ciemne chmury.

Jak można się było spodziewać narkotyk przestał być stosowany tylko przy okazji terapii. MDMA wyciekło z laboratoriów i gabinetów na ulicę wprost w ręce kultury rave. Środek stawał się coraz bardziej popularny, co nie uszło uwadze DEA (American Drug Enforcement Agency). Mimo bardzo nikłych dowodów szkodliwości syntetyk od 1985 roku stał się nielegalny. Terapeuci, którzy przez ostatnie 10 lat stosowali ten środek jako bezpieczną i skuteczną pomoc zażądali, by MDMA zostało dopuszczone chociaż do zastosowań medycznych. To dałoby czas na dodatkowe badania. DEA użyło wyjątkowych środków by ominąć wniosek złożony przez terapeutów i określić ecstasy jako silnie uzależniający środek bez zastosowań medycznych. Wszystkie badania tyczące się tego specyfiku zostały z dnia na dzień zakończone a sama substancja zakazana.

Jako dowód zakwalifikowania MDMA do najbardziej niebezpiecznej grupy narkotyków po decyzji DEA miał miejsce szereg finansowanych przez rząd badań. Często eksperymenty polegały na podawaniu zwierzętom bardzo wysokich dawek narkotyku przez dłuższy okres czasu. Ogólny wniosek był taki, że częste przyjmowanie wysokich dawek może wiązać się z neurotoksycznością. Wyniki tych badań trudno jednak przełożyć na małe i rzadkie dawki podawane w czasie terapii. I właśnie to zastrzeżenie jest dzisiaj często powtarzane, ponieważ mają już miejsce pierwsze legalne próby leczenia psychiki omawianym środkiem.

Gillinder Bedi, psycholożka z Chicago przeprowadziła w zeszłym roku badanie, w którym razem z kolegami podawała ochotnikom MDMA, metamfetaminę albo placebo. Cały eksperyment posiadał jakość podwójnie ślepej próby. Badani, będąc pod wpływem którejś z substancji, musieli wypełnić krótki kwestionariusz oraz rozwiązać kilka testów dotyczących rozpoznawania ludzkich emocji. Chciano w ten sposób zmierzyć się z MDMA jako empatogenem, środkiem, który wpływa pozytywnie na przeżywanie i dostrzeganie stanów emocjonalnych. Ochotnicy, którzy zażyli ecstasy raportowali stan miłości i przyjacielskości. Interesujące jest to, że większa dawka tego narkotyku powodowała poczucie samotności. Tak MDMA jak i metamfetamina zwiększały skłonność do zabawy, lecz tylko drugi specyfik zwiększał towarzyskość. Najbardziej ciekawym wynikiem było jednak to, że ecstasy w większej dawce znacznie redukowało zdolność badanych do rozpoznania ze sfotografowanych twarzy emocji lęku. MDMA wywołało więc poczucie empatycznego połączenia z innymi, jednak nie wiązało się to ze zwiększeniem skuteczności analizowania emocji. Owy stan może więc być powodowany nie tyle przez wychwytywanie pozytywnego nastroju u innych, lecz przez niemożność zinterpretowania u innych lęku, zagrożenia, odrzucenia. To oderwanie od strachu może być bardzo przydatnym elementem w terapii zaburzeń, które lęku dotyczą. Na przykład zespołu stresu pourazowego (PTSD, z ang. posttraumatic stress disorder).

Wielu z nas doświadczyło w życiu sytuacji, które można by uznać za ekstremalne. Zależnie od całej gamy czynników różnie możemy na taki szok zareagować. Jeśli traumatyczne przeżycie wystarczająco mocno odcisnęło się na naszej psychice, może ono spowodować istotne zmiany zachowania. Jeśli miesiąc po tragicznym wydarzeniu odczuwamy takie objawy jak ponowne doświadczanie traumy, czyli częste i mimowolne powracanie myślami do stresującej sytuacji, ciągłe unikanie miejsc, ludzi, przedmiotów, które kojarzą się ze zdarzeniem, oraz odczuwamy pobudzenie psychofizyczne, mamy zaburzony sen, koncentrację, często wybuchamy gniewem, możemy mówić o wystąpieniu zaburzenia lękowego, właśnie o PTSD.

badania nad mdmaPål-Ørjan Johansen oraz Teri Krebs to Norwegowie, którzy opublikowali w Journal of Psychopharmacology artykuł o możliwości leczenia zespołu poststresowego przez podanie MDMA. Celem terapii PTSD jest możliwość przywołania z pamięci sytuacji stresogennej pozostając jednak emocjonalnie w teraźniejszości. Według autorów narkotyk wywołuje w ludziach szereg zmian, które mogą dostarczyć złoty środek między aktywowaniem stresującego emocjonalnie zdarzenia, jednocześnie czując się bezpiecznym i kontrolującym sytuację. Ecstasy może więc pomóc trojako.

Po pierwsze, narkotyk znany jest ze zwiększania poziomu oksytocyny, która powoduje wzrost zaufania czy poczucia bliskości. Pacjenci chorzy na PTSD często czują się emocjonalnie odcięci i nie potrafią czerpać korzyści z pomocy, jaką są kontakty z bliskimi czy z terapeutą. Działanie specyfiku może zmniejszyć te doznania ułatwiając proces leczenia. Po drugie, czego już mogliśmy się domyślać po badaniu Dr. Bedi, MDMA działając w obrębie jądra migdałowatego wyhamowuje automatyczną reakcję lękową. Jednocześnie zdaje się potęgować kontrolę nad emocjami za którą odpowiedzialna jest kora przedczołowa. To może służyć jako idealne środowisko do bezpieczniej zmiany. Po trzecie specyfik wypuszcza do krwi także noradrenalinę i kortyzol – hormony bardzo ważne w procesie uczenia emocjonalnego, czyli także w procesie wygaszenia lęku. I rzeczywiście cytowane przez nich przypadki są obiecujące. Nie jest to jednak żadna nowość. MDMA już od ponad 10 lat jest na drodze badań klinicznych by zostać „lekarstwem na PTSD„.

mdma ecstasyWalką na froncie MDMA vs DEA zajmuje się Rick Doblin, założyciel MAPS (Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies), fundacji na rzecz badań nad lekami psychodelicznymi. Organizacja już w 2000 roku zgodziła się finansować badania Michaela i Annie Mithoefer, terapeutów przekonanych o pozytywnych skutkach działania narkotyku na pacjentów. Jednak, MDMA nadal jest oznaczona jako substancja niebezpieczna – stąd problemy z rządowym pozwoleniem na badania. Co prawda pierwsze badanie kliniczne otrzymało już w 2001 roku zielone światło od Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków, jednak pozwolenie na wykorzystanie narkotyku w procesie terapii zostało szybko cofnięte. Neurolog George Ricuarte opublikował wyniki badań, jakoby MDMA było śmiertelnie toksyczne – i to nawet w małych i pojedynczych dawkach. Co prawda dwa lata później Ricuarte wycofał swoje wnioski, ponieważ wyszło na jaw, że pomieszały się wykorzystywane w eksperymencie butelki. Małpy, które miały dostać MDMA, dostawały śmiertelne dawki metamfetaminy. Takie potknięcia są jednak małymi przeszkodami na drodze MAPS. Fundacja jest dobrze zorganizowana i, co ważniejsze, ma pieniądze na prowadzenie badań. Plany, badania w toku oraz opis już zakończonych eksperymentów można śledzić na głównej stronie MAPS. Pierwsze wyniki, opublikowane w Journal of Psychopharmacology są bardzo obiecujące. Grupa, która przy terapii otrzymywała MDMA lepiej zareagowała na proces leczenia i istotnie niżej punktowała na skali PTSD od grupy placebo. Narkotyk nie upośledził funkcji poznawczych i nie wpłynął na funkcjonowanie układu krążenia.

Bezpieczny sposób na walkę z traumatycznym stresem? Możliwe. Małżeństwo Mithoeferów otrzymało od MAPS kolejne 500.000 dolarów na terapię wojennych weteranów. Mam nadzieję, że wynik będzie równie obiecujący co pierwszej, testowej terapii. W przypadku PTSD cel procesu jest jasny, bo klarownie zdefiniowane są objawy zaburzenia. Można więc łatwo sprawdzić ewentualną skuteczność leczenia. Nowa (i stara jednocześnie) metoda psychoterapii wyniki ma dobre. Jeśli obejdzie się bez problemów natury długofalowej, trzymam kciuki za zespół badawczy. Taka forma leczenia wydaje mi się bardziej sensowna, niż zaproponowana przez wojsko amerykańskie metoda „how holding and petting an animal can treat PTSD” (jak utrzymanie i troszczenie się o zwierzę może leczyć PTSD).

Więcej o alternatywnych metodach leczenia w armii USA

Bedi G, Hyman D, & de Wit H (2010). Is ecstasy an „empathogen”? Effects of ±3,4-methylenedioxymethamphetamine on prosocial feelings and identification of emotional states in others. Biological psychiatry, 68 (12), 1134-40 PMID: 20947066

Johansen PØ, & Krebs TS (2009). How could MDMA (ecstasy) help anxiety disorders? A neurobiological rationale. Journal of psychopharmacology (Oxford, England), 23 (4), 389-91 PMID: 19273493

Sessa, B. (2007). Is there a case for MDMA-assisted psychotherapy in the UK? Journal of Psychopharmacology, 21 (2), 220-224 DOI: 10.1177/0269881107069029

Strzałka do ikon

10 Odpowiedzi do : MDMA – Penicylina dla duszy

  1. FunF33l pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Szkoda, że o terapii lekami psychodelicznymi słyszy się tak mało

  2. karczoch pisze:

    Dobrze napisany artykuł, bez zbędnych emocji dotyczących NARKOTYKÓW. Oby więcej takich racjonalnych głosów się znalazło, także w Polsce :)

  3. weronika pisze:

    nicely done! super ciekawy artykuł, zastanawiam się czy nie podesłać go Zygmuntowi M., który prowadzi akcję i stronę narkotykiinfo.pl. Myślę, że dla równowagi mogłoby się to tam znaleźć…a tymczasem czekam na więcej artykułów zw. z naukową psychoterapią. Pozdr!

  4. Jędrzej pisze:

    Dzięki za miłe słowa ;)

    FunF33l – słyszy się mało, ponieważ środowisko nie chce przejąć złego imienia, którego nabawiły się wszelkie środki odurzające. Rzeczywiście szkoda, bo testy obiektywnie wskazywały na dobre rezultaty.

    Karczoch – żeby nie było, MDMA jest niebezpiecznym środkiem. W szczególnych przypadkach jego zażycie może prowadzić do śmierci. Tak różowo więc nie jest, ale nie należy też demonizować każdego środka, tylko dlatego, że nasza kultura go nie zaakceptowała.

    Weronika – dzięki ;) narkotykiinfo.pl prowadzi fajną kampanię uświadamiającą. Im więcej wiadomości o środkach niebezpiecznych tym lepiej. Warto jednak też, tak jak mówisz, przedstawić drugą stronę medalu. Zwłaszcza, że już naukowe badania pokazują, że specyfiki tego typu przyczyniają się do poprawy jakości życia. Jak się czyta case leczenia ecstasy to po prostu szczęka opada – wyniszczona lękami kobieta, niezdolna do życia, najpierw podczas terapii przeżywa szok – czuje się świetnie, pierwszy raz się otwiera. Następnie proces jest powolny, ale bardzo pozytywny. Już następnego dnia mogła wyjść z domu. Dla niektórych ludzi jest to realne odrodzenie, a o sensowną alternatywę trudno.

  5. karczoch pisze:

    Witam serdecznie raz jeszcze :)
    Zgadzam się w pełni, że tak różowo nie jest, ale stosowanie jakichkolwiek leków czy używek ma skutki uboczne. Zaczynając od kawy a na tlenie, który przy wysokich stężeniach też przecież jest toksyczny, kończąc. Ale co w pełni popieram to udostępnianie rzetelnych informacji z obu stron „barykady”, tak, żeby można było w miarę świadomie podejmować decyzje. I za takie informacje jestem wdzięczna autorowi :)

  6. gosc pisze:

    W książce „Odmienny stan świadomości” Matthew Collin i John Godfrey opisując szeroko narodzenie się i ewolucję kultury Ecstasy przytaczają (niestety przypisu nie zrobię, bo przywołuję z pamięci)historię skinheada, ale nie z pierwszego rzutu po modsach, tylko już nacjonalistę od bicia murzynów i innych, który kiedyś dał się namówić na tabletkę (dziwne-wiem) i poszedł na rave. Zmieniło to jego życie dosyć radykalnie, tańczył, dał sobie wkładać kwiatki za ucho, przytulał wszystkich w tym kolorowych. Wyzbył się nienawiści. Nieco to groteskowa wizja, a jednak możliwa. Proponuję w polskich więzieniach jedną tabletkę rano na czczo i jedną na podwieczorek, resocjalizacja w pełni ;) To żart, ale jeśli MDMA zwiększa poziom empatii to być może jest to kolejne pole do badań i ewentualnego zastosowania.

  7. Pingback: Ecstasy w animacji | Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg

  8. Małgosia pisze:

    witam, świetny artykuł, zainspirował mnie do szukania informacji na ten temat – nie miałam pojęcia, że taka była historia tabletek, które kojarzyłam tylko z dyskotek :)
    rodzice się zamartwiają o dzieci – a one się terapeutyzują po nocach :))

    @gość – nie tylko w wiezieniach by się przydało :D
    ale ja zrozumiałam, ze nie zwiększają poziomu empatii, tylko wygłuszają lęk? i zaburzają jego rozpoznawanie u innych, co skądinąd wydaje się przydatną funkcją, szczególnie we współczesnym świecie, w którym straszy się ludzi w mediach, reklamach etc.

  9. Jędrzej pisze:

    Dzięki za cynk, jednak zamieściłem tę animację już 7 miesięcy przed Twoim komentarzem ;) o tutaj: http://www.neurotyk.net/2011/01/ecstasy-w-animacji/

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>