Dlaczego kobiety się malują?

26-05-2012 komentarzy 21

Dlaczego kobiety się malują? Gdy ktoś mówi Ci, że „masz w sobie to coś”, jak zapewne przypuszczasz po lekturze poprzednich wpisów, ma na myśli Twój układ odpornościowy. Chociaż ludzie nie przywykli komplementować bliskich w kategorii „zwalczanie drobnoustrojów”, to właśnie ta ludzka cecha jest jedną z bardziej pożądanych i atrakcyjnych. Waleczne, niczym umazany niebieską farbą Mel Gibson limfocyty to niezła karta przetargowa – dzieci stworzone ze związku z osobą o krwi wypełnionej małymi Breaveheart’ami również będą wyróżniać się wybitnym brakiem zwolnień chorobowych. Ewolucja musiała tylko wymyślić, jak w przystępny sposób ukazać ową wewnętrzną jakość obronną organizmu – najlepiej na twarzy. Z pomocą przyszły hormony.

Przy okazji dojrzewania z naszym ciałem i umysłem dzieją się przedziwne rzeczy. Chłopakom pojawia się nieśmiały zarost, dziewczyny ustalają strategie zakupów w drogeriach. Za wszystkie zawirowania odpowiadają hormony, które wybierają akurat ten okres rozwoju człowieka, by najwięcej broić. Testosteron i estrogen, bo o nich mowa, prócz kłopotów z trądzikiem i ze zrozumieniem przez rodziców, powodują również poważne problemy z układem immunologicznym. By sprostać wysokiemu poziomowi hormonów płciowych nasz organizm musi się nieźle nagimnastykować, a one, nie pozostając dłużne, kształtują strukturę i formę naszych kości czy narządów na swoją modłę. Dzięki temu udaje się im wymodelować typowo męskie i typowo kobiece twarze.

Wysoki poziom testosteronu czyni męską szczękę szeroką, a kości policzkowe, oraz kości łuku brwiowego wydatnymi. Ktoś, kto wykształcił takie cechy musi mieć zatem bardzo silny układ odpornościowy – w końcu mimo wysokiego poziomu hormonów, które ten układ przygaszały, udało mu się jakoś przeżyć. Tylko silny organizm może sobie poradzić ze znacznym obniżeniem swojej odporności, a mocno wykształcone cechy płciowe pośrednio właśnie o tym mogłyby świadczyć. Dlatego też teoretycy przyjęli jako oczywiste, że właśnie bardzo męskie twarze będą się spotykały z uwielbieniem kobiet. Sprawa jednak nie okazała się tak prosta. Z jednej strony Feinberg, Jones, Little, Johnston, Hagel, Franklin, Fink, Grammer, Cohen czy Belsky odkryli w wielu badaniach, że posiadamy ogólną preferencję do bardziej męskich twarzy. Natomiast Little, Burt, Penton-Voak, Perrett, Rhodes, Hickford, Jeffery, Welling, Jones i DeBruine otrzymali w swoich pracach zgoła inny wynik – męskość twarzy powodowała negatywną ocenę atrakcyjności. Nie mówiąc już o Cornwellu i jego drużynie oraz Swaddleyu, Riersenie i Wellingu, którzy wykryli, że to średnia wartość odchylenia jest najlepsza. Oliwy do ognia tajemnicy dręczącej psychologów dolewały inne, bardzo ciekawe korelaty wysokiego poziomu testosteronu.

Estrogeny, estrogeny...Chociaż Rhodes wykrył, że bardzo męska twarz wiąże się z dobrym zdrowiem36, to testosteron zaczął powoli odsłaniać swoją drugą naturę. Perrett, razem ze współpracownikami, stworzył specjalny program, dzięki któremu badany mógł sam modyfikować kobiecą i męską twarz widoczną na ekranie. Przesuwając suwak w jedną stronę lico nabierało bardziej kobiecych cech, natomiast ruch w drugą stronę modyfikował fizjonomię tak, by była bardziej męska. Co ciekawe, obie płcie oceniane były jako atrakcyjniejsze, gdy suwak znajdował się po kobiecej stronie osi. Wpływ testosteronu na wygląd twarzy nie tylko zmniejszał ich atrakcyjność – wpływał także na coraz bardziej negatywną ocenę charakteru. Męski hormon płciowy zaczynał więc odpowiadać według ochotników, za skłonność do dominacji, oziębłość czy nieszczerość37.

Idąc dalej – osoby o wydatnych szczękach postrzegane są jako nieuczciwe, skłonne do dominacji, nieskłonne do współpracy, a w końcu – jako persony nie nadające się na rodziców38. Testosteron daje o sobie znać w pożyciu małżeńskim – mężczyźni o wysokim jego poziomie są mniej skłonni do ożenku, częściej się rozwodzą i mają więcej problemów w związkach39. Większy poziom tego hormonu czyni facetów również mniej skłonnymi na zareagowanie na płacz niemowlaka40, co dość jednoznacznie świadczy o ich umiejętnościach rodzicielskich. Nic dziwnego, że osobniki z grupy „szerokie szczęki”, gdy oceniają inne kobiety, są zaskakująco często zainteresowane tylko kontaktem krótkoterminowym, i to na dodatek ściśle seksualnym41.

Kobieta oceniająca twarz mężczyzny jest więc rozdarta. Z jednej strony zależy jej na dobrych genach partnera, które ten przekaże jej dzieciom. Lecz trudno zdecydować się na związek z kimś, kto ma niebywałą awersję do współpracy – taki jegomość nie będzie inwestował w partnerkę i jej dzieci, a to przecież ona będzie musiała przez 9 miesięcy dźwigać ciężkie brzemię miłości. Na szczęście, natura nie przez takie problemy musiała przebrnąć. Kobiety, kierowane intuicją, często nieświadomie, skutecznie rozwiązują omawiany dylemat. Odpowiedzialnością za wybór obarczają po prostu czerwoną kropkę.

Czerwone kółko – w ten sposób kobiety zwykły zaznaczać w kalendarzu dzień miesiączkowania. Chlubna to i popularna metoda, która nie tylko pozwala badać regularność cyklu, przewidywać, kiedy mogą ujawnić się symptomy rozdrażnienia, lecz także precyzować zmienność kobiecych wyborów co do męskich twarzy.

Penton-Voak, razem ze współpracownikami, postanowił sprawdzić, w jaki sposób miesiączka może wpłynąć na ocenę atrakcyjności mężczyzn. 39 kobiet poprosił o wypełnienie dokładnej ankiety dotyczącej ich cyklu. Mając do dyspozycji te dane umówił się z ochotniczkami na dwie sesje – jedną w okresie wysokiej szansy zapłodnienia, a drugą w czasie nikłego prawdopodobieństwa zajścia w ciążę. Na każdym spotkaniu kobietom pokazywano 5 męskich twarzy, które zostały komputerowo spreparowane tak, by uwidaczniały bardziej męskie, bądź bardziej kobiece cechy budowy. Badane musiały zdecydować, która twarz jest dla nich najbardziej atrakcyjna fizycznie. Wyniki ukazały ciekawą prawidłowość – jeśli kobiety były w płodnej fazie cyklu, preferowały mniej kobiece twarze, niż w fazie o niskim prawdopodobieństwie zapłodnienia42. Do bardziej dobitnych wyników badacz doszedł w późniejszej publikacji, która ukazała wyraźnie, że kobiety w fazie płodnej wybierają twarze naznaczone w większym stopniu testosteronem43.

Hormony? Wolę Steampunk!To nie koniec ciekawych wniosków. Kobiety, które posiadały w chwili badania stałych partnerów, odczuwały silniejszą predyspozycję do męskich twarzy, oraz wykazywały większe wahania preferencji zależnie od dnia cyklu. Lecz nie tylko cykl zdaje się kształtować kobiece preferencje. Płeć piękna swoje upodobania modyfikuje również zależnie od tego, czy ocenia mężczyznę na długi, czy krótki związek. Na wakacyjny, przelotny romans, większe szanse mają „testosteronowcy”, natomiast bardziej łagodne oblicza męskie są oceniane korzystniej jako partnerzy na „że cię nie opuszczę, aż do śmierci”. Kobieta zmienną jest, jak mawiają. Jednak wszystkie te wyniki wskazują na pewną konsekwencję i mają głęboki, ewolucyjny sens.

Starając się znaleźć najbardziej korzystne, zdrowe geny, sensownie jest szukać w płodnym okresie cyklu mężczyzny buzującego testosteronem. Na nieszczęście nie jest on dobrym partnerem dłużej niż na jedną noc – istnieje bowiem mała szansa, że samiec tego typu zechce się zaopiekować kobietą w ciąży, czy też inwestować w swoje potomstwo. Dlatego też reszta miesiąca należy do łagodniejszych twarzy, które mogą świadczyć o bardziej partnerskim sposobie działania. Mając jednak zapewnioną stabilność w postaci stałego związku z kimś, kto będzie inwestował w rodzinę, płeć piękna może sobie pozwolić na luksus spokojnych poszukiwań zdrowszego źródła genów – stąd większe wahania zajętych kobiet. Co ciekawe, stosowanie ustnej antykoncepcji neguje wszystkie wyżej wymienione efekty. Przez ingerowanie w cykl, tabletki zdają się zaburzać naturalne fluktuacje preferencji.

Z mężczyznami sytuacja wygląda zgoła inaczej. Tabletek antykoncepcyjnych nie biorą, ale i tak nie miałyby one co zaburzać. Sposób działania samców jest, co tu dużo mówić, dość prostolinijny. Przez to, że po przekazaniu materiału genetycznego mogą oddalić się w bliżej nieokreślonym kierunku, nie zaznając konsekwencji natury biologicznej (choć powinni liczyć się z pewnymi przykrymi konsekwencjami natury kulturowej), najlepszą strategią, którą mogą przyjąć, to, mówiąc kolokwialnie, „często i gęsto”. Potwierdzają to wyniki badań – Buss i Barnes pokazali facetom listę 67 cech pożądanych u partnerki. Wybór był spory – od urody, po umiejętność rozumienia innych. By zwiększyć pulę dostępnych partnerek do związku krótkotrwałego, ochotnicy byli gotowi stanowczo obniżyć wymagania aż 41 cech44. Na co dzień jednak również szukają jak najzdrowszej matki dla swoich dzieci – to one mogą im zapewnić niejako nieśmiertelność genów, więc wypadałoby, żeby radziły sobie z kłopotliwymi drobnoustrojami. Dlatego też należałoby się spodziewać, że kobieca twarz, ukazująca wysoki poziom estrogenu, będzie dla nich atrakcyjna. W tym jednak wypadku mężczyzna musi ocenić nie tylko układ odpornościowy, lecz i coś ponad to.

Estrogeny, pojawiając się w okresie dojrzewania, zmieniają ciało kobiety. Wysyłają tym samym sygnał przygotowania młodej damy do rozpoczęcia życia seksualnego. Ponieważ w przypadku kobiet wiek ma duże znaczenie jeśli chodzi o skuteczność i możliwość reprodukcji, dość ważną umiejętnością wydaje się rozpoznanie przez mężczyznę ile wiosen spędziła na ziemskim padole potencjalna partnerka. W tym zadaniu również pomaga estrogen, którego poziom zmniejsza się razem z rosnącą liczbą w metryce płci pięknej. Wykształcone wcześniej młodzieńcze cechy, takie jak wydatne, jędrne usta, wydają się zanikać. Poziom feminizacji kobiecej twarzy zdaje się korelować z młodym wiekiem, a co za tym idzie, jak to ładnie ujmują psychologowie ewolucyjni, z wysokim potencjałem reprodukcyjnym45. I jak z tym zgadywaniem radzą sobie mężczyźni?

Bardzo zgrabnie zbadał to Smith. Naukowiec, razem ze swoim zespołem, pobrawszy próbki moczu od ochotniczek, miał łatwy dostęp do informacji odnośnie ilości hormonów buszujących w ich ciałach. Okazało się, że wysoki poziom estrogenu w późnej fazie folikularnej wpływał na wysoką ocenę atrakcyjności, kobiecości i zdrowia twarzy badanych46. A dokładnie jakie zmiany na twarzy, które tak podobają się mężczyznom, powoduje omawiany hormon płciowy?

Układ odpornościowy? Akuku!Grammer i Thornhill w badaniu z 1994 roku testowali parę hipotez o źródłach atrakcyjności – wśród nich znalazła się ta dotycząca proporcji twarzy. Prezentowane ochotnikom, cyfrowo modyfikowane zdjęcia, były oceniane na skalach atrakcyjności, skłonności do dominacji, seksowności oraz zdrowego wyglądu. Jak można się było spodziewać (albo i nie – zależnie od dnia cyklu ochotniczek) atrakcyjność mężczyzn rosła razem z szerokością szczęk, oraz ust. U kobiet atrakcyjne i seksowne okazały się uwydatnione kości policzkowe47. Dość szczegółowo zostały również zbadane markery, czyli znaczniki, bezpośrednio związane z oceną kobiecej twarzy jako młodej. By ujednolicić używaną w badaniach terminologię (czyt. by naukowcy mogli używać słów, które są wystarczająco niezrozumiałe dla niewtajemniczonych śmiertelników), stworzono pojęcie neotenii twarzowej. Jest to różnica pomiędzy wiekiem biologicznym, określonym przez analizę wyglądu, a metrykalnym. Kobieta o neotenicznej twarzy wygląda więc młodziej niż jej rówieśniczki, a co za tym idzie – atrakcyjniej. Płeć piękna swoją neoteniczność ukazuje poprzez szeroko rozstawione, duże oczy, małą wysokość nosa oraz wydatne usta48,49.

By rzetelnie odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule musimy poruszyć jeszcze jeden temat – chodzi o długość fali elektromagnetycznej, czyli, innymi słowy, rzecz idzie o kolory.

Barwy oddziałują na człowieka i to w, co tu kryć, bardzo ciekawy sposób. Niebieskie światło przykładowo sprawia, że nasza pamięć wyraźnie się poprawia. Ale to czerwony kolor nie ma sobie równych w manipulowaniu człowiekiem oraz majstrowaniu przy wynikach rozgrywek sportowych. Dość powiedzieć, że abstrahując od umiejętności i siły bokserzy, zapaśnicy czy zawodnicy taekwondo częściej wygrywają, gdy są ubrani na czerwono. Z badań statystycznych wynika również, że ubrani na czerwono piłkarze strzelają więcej bramek50.

Kolory są dla nas ważne, ponieważ są nośnikiem informacji. Gdy dostrzeżemy u rozmówcy zmianę odcienia skóry na twarzy, możemy powiedzieć coś więcej o jego stanie wewnętrznym. W świecie mniej rozwiniętych cywilizacyjnie zwierząt, czerwony bardzo często jest oznaką świadczącą o seksualnej jakości samca, zależnej od testosteronu chęci dominacji. U ludzi to głównie gniew i złość kojarzone są z występowaniem tego koloru na fizjonomii. W sytuacjach stresujących krew nabiegająca na widoczne partie skóry może być oznaką chęci dominacji, w odróżnieniu od bladości, oznaczającej strach i ucieczkę. Tym sposobem, decydując się na czerwony ubiór, możemy być postrzegani jako bardziej agresywni. Ale czy barwa wpłynie na postrzeganą atrakcyjność?

Andrew J. Elliot razem ze współpracownikami, postanowił to sprawdzić. Najpierw pokazywał ochotniczkom zdjęcie portretowe mężczyzny. Zależnie od wylosowanej przez uczestniczkę grupy, sylwetka na fotografii przedstawiona była z białą, bądź czerwoną ramką. Tak prosta manipulacja wystarczyła, by osoba na białym tle otrzymała średnio 5,67 punktów na skali atrakcyjności, a na szkarłatnym – 6,79. W następnym eksperymencie tło pozostało takie samo, zmieniała się natomiast barwa ubrania. Fotografowany prezentował się badanym w niebieskiej lub czerwonej koszulce. Ta druga postać oceniana była jako bardziej atrakcyjna i bardziej skłonna do zachowań seksualnej natury. Co ważne, czerwona koszulka sprawiała, że mężczyzna był postrzegany jako osoba o wyższym statusie51. Tutaj możecie przyjrzeć się prezentowanym ochotnikom zdjęciom.

Kolory, kolory widzę!W kolejnym badaniu Elliot, tym razem z Danielą Niesta, zajął się badaniem atrakcyjności płci pięknej. Pokazywał on ochotnikom zdjęcie kobiecej twarzy w czerwonej, zielonej, szarej lub białej ramce. Podobnie jak w przypadku mężczyzny, kobieta otoczona szkarłatem oceniana była jako bardziej atrakcyjna. Określano ją także jako bardziej pociągającą seksualnie. W innym eksperymencie naukowcy zmienili nie tło, ale kolor ubrania. Ochotnicy otrzymali również dodatkowe pytania odnośnie potencjalnego randkowania. Czerwony kolor ubrania nie tylko kolejny raz zwiększył atrakcyjność użytkowniczki – wpłynął również na większą chęć ochotników do spotkania z ocenianą kobietą. Co ciekawe, powiększył też deklarowaną kwotę, którą mężczyźni wydaliby na teoretycznej randce mając do dyspozycji 100 dolarów. Niebieska sukienka zasługiwała na kolację za ok. 30$. Czerwień podbijała jakość restauracji do prawie 60$52.

Czerwień u mężczyzn może oznaczać dominację – a co może oznaczać u kobiet, skoro jej skłonność do dominacji jest elementem w większości przypadków, mało atrakcyjnym? Inspiracji można szukać w sztuce, którą płeć piękna rozwija od wieków i która zawsze miała jakieś tajemnicze, drugie dno. Wszak czy ktoś jeszcze wierzy, że „przypudrowanie noska” znaczy naprawdę tylko przypudrowanie noska?

I tym samym dochodzimy do odpowiedzi na zadane na wstępie pytanie. W poprzednio cytowanym badaniu Smitha, gdy ochotnicy oceniali zdjęcia kobiet, które nosiły make-up, poziom estrogenu nijak się miał do ich atrakcyjności, kobiecości, czy zdrowia. Grammer i Thotnhill napisali więc, że kobiety nie malują się po to, by ujednolicić, uśrednić swoją twarz, tylko po to, by podkreślić drugorzędne cechy płciowe. Chwalą się w ten sposób niejako sztucznie swoim układem odpornościowym, tuszując nie tylko rzęsy, ale i niekiedy niski poziom estrogenu. Nie jest to koniec magii make-up’u.

Naturalnie czerwone usta i policzki świadczą o krwi przepływającej w podskórnych naczyniach krwionośnych. W surowych warunkach, gdy organizm musi walczyć o utrzymanie ciepłoty ciała, tego rodzaju rumiane policzki to fanaberie – istne marnotrawstwo temperatury. Takie szastanie Celsjuszami musi świadczyć o wytrzymałości organizmu. Mógł on sobie przecież pozwolić na wydatne, czerwone wargi, jednocześnie nie padając po drodze z zimna i wycieńczenia53. Chwalenie się rozrzutnością cieplną oraz potęgowanie cech płciowych – oto prawdziwe powody, dla których panie szminkują usta, a policzki barwią czerwienią. Trzeba jednocześnie przyznać, że wybierając elementy twarzy do naznaczenia farbą, trafiły – jak zwykle – idealnie. By to ładnie zobrazować, mała zagadka: czytelniku, odpowiedz proszę, która twarz należy do mężczyzny, a która do kobiety?

iluzja kobieta i mężczyzna

Która twarz należy do kobiety, a która do mężczyzny?

Zadanie proste – przecież lewe lico jest wyraźnie kobiece, a prawe męskie, prawda? Nic bardziej mylnego. Struktura obu fizjonomii została uśredniona, by nie przedstawiała żadnych cech charakterystycznych dla hormonów działających w tle. Jedyna różnica to kontrast między ustami, oczami a skórą twarzy. Iluzja ta, autorstwa psychologa Richarda Russella, pokazuje, jak ważnym źródłem informacji są dla nas kolory występujące na twarzy i jak łatwo podejmujemy decyzję o określeniu płci na podstawie tylko wyraźnie zaznaczonych, czerwonych ust.

Tym samym, po przeczytaniu trzech części cyklu wiemy już, że najlepszym możliwym komplementem dla naszej drugiej połówki jest zdanie, że jej neoteniczna twarz o niskiej fluktuacji asymetrycznej przypomina bardzo średniego, czerwonego ptaka. Lecz jeśli tekst ten użyty w barze jako początek podrywu nie zadziała tak, jak planowaliśmy, a jedyna czerwień na twarzy, która u nas wystąpi, będzie w kształcie damskiej dłoni, na kolejne, może bardziej trafne stwierdzenia, poczekajcie do następnego wpisu ;)

Jest to ostatnia część cyklu mająca przybliżyć najnowsze badania w temacie atrakcyjności twarzy. Oto odnośniki do poprzednich materiałów:

1. Z czym jest nam do twarzy?
2. Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie?
3. Dlaczego nie warto się wyróżniać?
4. Dlaczego kobiety się malują?

Zdjęcia autorstwa niceones77, martinak15, Panfilov i Qsimple.
Iluzja – Russell, R. (2009). A sex difference in facial contrast and its exaggeration by cosmetics Perception, 38 (8), 1211-1219 DOI: 10.1068/p6331
36 – Rhodes, G., Chan, J., Zebrowitz, L., & Simmons, L. (2003). Does sexual dimorphism in human faces signal health? Proceedings of the Royal Society B: Biological Sciences, 270 (Suppl_1) DOI: 10.1098/rsbl.2003.0023
37 – Perrett DI, Lee KJ, Penton-Voak I, Rowland D, Yoshikawa S, Burt DM, Henzi SP, Castles DL, & Akamatsu S (1998). Effects of sexual dimorphism on facial attractiveness. Nature, 394 (6696), 884-7 PMID: 9732869
38 – BOOTHROYD, L. (2007-10) Partner characteristics associated with masculinity, health and maturity in male faces. Personality and Individual Differences, 43(5), 1161-1173. DOI: 10.1016/j.paid.2007.03.008
39 – Booth, A., & Dabbs, J. (1993). Testosterone and men’s marriages. Social Forces, 72, 463–477.
40 – Fleming AS, Corter C, Stallings J, & Steiner M. (2002) Testosterone and prolactin are associated with emotional responses to infant cries in new fathers. Hormones and behavior, 42(4), 399-413. PMID: 12488107
41 – Rhodes, Gillian. (2005-3) Attractiveness and sexual behavior: Does attractiveness enhance mating success?. Evolution and Human Behavior, 26(2), 186-201. DOI: 10.1016/j.evolhumbehav.2004.08.014
42 – Penton-Voak IS, Perrett DI, Castles DL, Kobayashi T, Burt DM, Murray LK, & Minamisawa R. (1999) Menstrual cycle alters face preference. Nature, 399(6738), 741-2. PMID: 10391238
43 – Penton-Voak, I.S. (2000-1) Female preference for male faces changes cyclically. Evolution and Human Behavior, 21(1), 39-48. DOI: 10.1016/S1090-5138(99)00033-1
44 – Buss, David M. (1986) Preferences in human mate selection. Journal of Personality and Social Psychology, 50(3), 559-570. DOI: 10.1037//0022-3514.50.3.559
45 – Ian Penton-Voak, David I. Perrett (2000) Consistency and Individual Differences in Facial Attractiveness Judgements: An Evolutionary Perspective.
46 – Smith MJ, Perrett DI, Jones BC, Cornwell RE, Moore FR, Feinberg DR, Boothroyd LG, Durrani SJ, Stirrat MR, Whiten S, Pitman RM, & Hillier SG (2006). Facial appearance is a cue to oestrogen levels in women. Proceedings. Biological sciences / The Royal Society, 273 (1583), 135-40 PMID: 16555779
47 – Grammer, Karl. (1994) Human (Homo sapiens) facial attractiveness and sexual selection: The role of symmetry and averageness. Journal of Comparative Psychology, 108(3), 233-242. DOI: 10.1037//0735-7036.108.3.233
48 – Jones, Doug. (1993-9) Criteria of facial attractiveness in five populations. Human Nature, 4(3), 271-296. DOI: 10.1007/BF02692202
49 – Jones, D. (1995). Sexual Selection, Physical Attractiveness, and Facial Neoteny: Cross-cultural Evidence and Implications Current Anthropology, 36 (5) DOI: 10.1086/204427
50 – Hill, R., & Barton, R. (2005). Psychology: Red enhances human performance in contests Nature, 435 (7040), 293-293 DOI: 10.1038/435293a
51 – Elliot AJ, Kayser DN, Greitemeyer T, Lichtenfeld S, Gramzow RH, Maier MA, & Liu H (2010). Red, rank, and romance in women viewing men. Journal of experimental psychology. General, 139 (3), 399-417 PMID: 20677892
52 – Elliot AJ, & Niesta D (2008). Romantic red: red enhances men’s attraction to women. Journal of personality and social psychology, 95 (5), 1150-64 PMID: 18954199
53 – Zahavi, A, A, Zahavi, (1997). The handicap Principle. A missing Piece of Darwin’s Puzzle. Oxford University Press.

Strzałka do ikon

21 Odpowiedzi do : Dlaczego kobiety się malują?

  1. Lara pisze:

    Ta bezpłciowa twarz po lewej (bardziej kobieca) ma jaśniejszą skórę i ciemniejsze usta, więc teoretycznie panie, które zgodnie z kanonem panującym w pewnych środowiskach mocno opalają skórę i malują usta cielistymi pomadkami (co zwykle idzie w parze), fundują sobie ewolucyjnego samobója. A jednak cieszą się powodzeniem wśród pewnych grup mężczyzn (nie chcę iść w stronę stereotypu, ale z obserwacji wynika, że zwykle są to napakowani testosteronem łysi panowie). Inaczej by tego nie robiły. I co psychologia na to?

    • Jędrzej pisze:

      Aż prosi się by dodać internetowe „I CO TERAS?” ;)

      Zwróć uwagę, że tak grupa tych kobiet, jak grupa mężczyzn preferujących tego typu urodę, jest dość niska, jeśli porównasz ją do całego społeczeństwa. Psychologia, jeśli kusi się o generalizację wyników, stara się badać ogół, a nie uczestników chwilowej mody. Zwłaszcza, jeśli temat jest tak ogólny jak atrakcyjność twarzy.

      Innymi słowy – każde badanie psychologii społecznej możesz zbyć słowami, że znasz kogoś, kto zna kogoś, kto ma zupełnie inaczej, niż to wyszło w badaniu. Nie o to jednak w tym wszystkim chodzi. Poszukiwane są ogólne tendencje, które choć mogą mieć wyjątki, mogą być interpretowane jako działająca ogólnie reguła.

      A jeśli chodzi o bywalczynie solariów, to często barwią one włosy na blond. I to może być ich dobra karta przetargowa: http://www.neurotyk.net/2010/10/czy-oplaca-sie-byc-blondynka/

    • asdf pisze:

      Ciszą się powodzeniem? To jakieś wybryki natury a jedyne komplemęty (przez tych „mężczyzn”) kierowane są bezpośrednio do nich w celach oczywistych.

      Myślę że opalona skóra ma imitować jedynie wysoki poziom (dziennego) życia toważyskiego za czym kryje się ta „atrakcyjność”

  2. Pingback: Dlaczego po pijaku śpimy z kim popadnie? | Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg

  3. Pingback: Dlaczego nie warto się wyróżniać? | Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg

  4. Zalewski pisze:

    Nie da się zaprzeczyć, że malowanie się jest codziennością większości kobiet (choć osobiście preferuję naturalność, a make-up jest swoistym oszustwem). Można jednak zauważyć pewien trend na świecie, który zdaje się nie mieć niczego wspólnego z ewolucyjnością i dążeniem do prokreacji. Przynajmniej z psychologicznego punktu widzenia.
    Mam tu na myśli znaczący wzrost dbałości o wygląd zewnętrzny u mężczyzn. Ubrania to rzecz normalna i naturalna. Nawet farbowanie włosów przez facetów nie jest już niczym szczególnym. Coraz więcej jednak pojawia się na rynku preparatów, które do tej pory kojarzone były wyłącznie z damską kosmetyczką. Ok, faceci nie tuszują jeszcze rzęs i nie malują sobie ust, ale jeśli mężczyzna zapragnie ukryć oznaki zmęczenia (które zwykle i tak tylko on widzi) lub też będzie chciał opóźnić starzenie się skóry, to bez problemu będzie mógł przebierać w ofercie kremów pod oczy i przeciwzmarszczkowych.
    Jest na to jakieś głębsze uzasadnienie, czy też to po prostu efekt korporacyjnych poszukiwań nowego rynku zbytu? Tak jak stało się to na przykład z wodą mineralną – dopóki nie zaczęto nas przekonywać, że to znakomity produkt, większość ideę płacenia za wodę w butelce uznawała za pomysł co najmniej nielogiczny.

  5. fik pisze:

    Kobiety zakłócają cykl hormonalny tabletkami antykoncepcyjnymi, zaś faceci – internetową pornografią. Gra typu lose-lose…

    • kif pisze:

      Od kiedy mężczyźni mają jakiś cykl hormonalny wpływający na ich nastrój?

  6. Anna pisze:

    Każda kobieta jest piękna bez makijażu. Ale dopiero gdy się pomaluje mężczyźni to widzą i obsypują nas komplementami. Własnie dla nich kobiety nakładają „tapetę” na twarz.

  7. bene pisze:

    te które nakładają „tapetę i tynk” dla większości normalnych facetów zaliczają się tylko do jednorazowej zabawy

  8. Piter pisze:

    Ciekawe podejście do tematu kobiecego makijażu. Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób :) Mnie dodatkowo zastanawia często jeszcze sposób w jaki kobiety się malują. Jak wiadomo – makijaż makijażowi nie równy. We wielu przypadkach nawet źle wykonany potrafi zmniejszyć potencjalną atrakcyjność kobiety pomimo tego, że efekt miał być odwrotny. Na pewno temat jest ciekawy i jeszcze nie jedno można tutaj powiedzieć :)

  9. Łukasz Kruszewski pisze:

    Świetny tekst a peunta rozwaliła mnie na dobre. Temat skupił się tak naprawdę na czerwieni, ale zastanawia mnie czy wybór koloru jest prostą determinantą cech osobowości czy jednak ma głębsze korelacje ewolucyjne (bycia tym wybranym)?

  10. Łukasz Kruszewski pisze:

    Świetny tekst a puenta rozwaliła mnie na dobre. Temat skupił się tak naprawdę na czerwieni, ale zastanawia mnie czy wybór koloru jest prostą determinantą cech osobowości czy jednak ma głębsze korelacje ewolucyjne (bycia tym wybranym)?

  11. Hanna pisze:

    Bardzo nie lubię psychologii ewolucyjnej. Według mnie jej teorie tylko i wyłącznie nadinterpretacje (jak w psychoanalizie), ukształtowane przez kulturę. Do każdego, zaprzeczającego teorii psychoewolucyjnej, faktu naukowcy i tak odpowiednio nagną swoje tezy. W ten sposób teorii tych nie można obalić, a to już czyni je nienaukowymi. W Afryce wszyscy się malują: i kobiety i mężczyźni (chociaż tu ewolucjoniści na pewno odpowiednio sie dostosują). Ostatnio gdzieś czytałam, że badania wskazują na szkodliwy wpływ dużej ilości testosteronu na plemniki. Tego kobiety by raczej nie chciały u swych szerokoszczękich partnerów seksualnych. I co na to psycholodzy ewolucyjni? Na zakończenie dodam, że według mnie skłonność do dominacji, jak już, to w niewielkim stopniu zależy od hormonów płciowych. Znam mnóstwo kobiet, które są bardziej dominujące od swych partnerów, mimo ze mają od nich mniej testosteronu.

  12. Łukasz Kruszewski pisze:

    Zdaje się, że różnica między psychologią ewolucyjną a psychoanalizą jest taka, że teorie i metody tej pierwszej są falsyfikowalne. Właśnie z racji jej „dowodliwości” jest słuszna – badania przecież prowadzi się na polu genetycznym a nie „myślowym”.

  13. gosc pisze:

    Co do tej falsyfikowalności to byłbym bardzo ostrożny. Kto jest w stanie zweryfikować czy pewne cechy rozwinęły się jako zdolności adaptacyjne? Bardzo lubię psychologię ewolucyjną bo wszystko pięknie wyjaśnia i mało tego, jak człowiek się trochę zorientuje i poczuje bluesa to sam zaczyna strzelać teoriami. Jednak w pewnym momencie śmierdzi to wszystko „teorią wszystkiego”, w historii nauki były już takie zjawiska, nazywa się je ideologią. Psychologia ewolucyjna jest też chwytliwa i interesująca dla pop – czytelnika, przez co wdzięczna dla autora. Prawie wszystko sprowadza się do szeroko rozumianej prokreacji :) a to przecież interesuje wszystkich :) (to jest argument na rzecz PE)

    Co do badań na polu genetycznym to też zachowałbym trzeźwe spojrzenie :) jest ich niewiele tudzież prawie ich nie ma ale jeśli ktoś chciałby mi udowodnić, że jest inaczej będę niezwykle wdzięczny. Przyczyny są w miarę proste a) w cale nie wiemy o genach tyle ile nam się wydaje, że wiemy b) takie badania zakrojone na szeroką skalę są tak drogie, że pozwolić sobie mogą na nie chyba tylko koncerny farmaceutyczne.

    Większość prac poświęconych psychologii ewolucyjnej opiera się na badaniach psychologii, psychologii społecznej, antropologii, etnologii, kognitywistyce, socjologii, etologii itd., a kwestie dziedziczenia pewnych zachowań, cech zakłada się a priori przez to, że są obserwowane :) Więc co do tej falsyfikowalności – jeśli odnosić się do genetyki – byłbym ostrożny, jeśli nie odnosić się do genetyki, to pozostaje nam kolejna nauka raczej stricte społeczna, która opiera się na dosyć swobodnych interpretacjach. Nie zmienia to faktu, że proponowane przez nią pomysły na wyjaśnianie tego co nas otacza mogą być trafne, a z całą pewnością są bardzo interesujące.

    Pozdrawiam

  14. gosc pisze:

    http://www.faceresearch.org coś w tej UK mało się krzyżują, te modele to mało urodziwe ;) dobrze im robi „average”

  15. Zuza pisze:

    Ja sie zazwyczaj nie maluje i dobrze mi z tym :) Nie potrzebuje tego. Czasem gdy wychodze nałoże podkład i tyle.

  16. Ewilina pisze:

    Ciekawy wpis:)

  17. Pingback: Dlaczego kobiety się malują? | examplewordpresscom12722

  18. Pingback: Czy tatuaż się opłaca? — Neurotyk - Psychologia, neuropsychologia, mózg

Zostaw odpowiedź

Adres nie będzie opublikowany. Wymagane pola oznaczone *

*

Możesz użyć poniższych znaczników: HTML <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>